Partnerstwo, Solidarność, Różnorodność – Kongres Kobiet 2013 14-15 czerwca 2013 r, a osoby niepełnosprawne ruchowo – czyli zagraniczne łechtaczki, polska kaleka, a Kongres Kobiet.

zagraniczne łechtaczki, polska kaleka a Kongres Kobiet

Czas akcji: Czerwiec 2013r.

W tym roku postanowiłam zostać aktywną uczestniczką Kongresu Kobiet.  Polubiłam, zaznaczyłam w aktualnościach profil Stowarzyszenia na portalu społecznościowym i chłonę dostępne wiadomości.  Podoba mi się entuzjazm, zaangażowanie w sprawy różnorakie głoszące:  różnorodność, solidarność, partnerstwo.

Babki piszą z sensem z większością poglądów moje sumienie (choć podobno już szczątkowe) zgadza się i zaczyna we mnie kiełkować poczucie przynależności.

Popatrzyłam na zasady przyjęcia do Stowarzyszenia, na opłaty składki etc. i już miałam wysłać deklarację, ale resztka zdrowego rozsądku powiedziały:

pojedź na Kongres Kobiet, zobacz jak treść się ma do faktów.

Przywołana głosem rozsądku zaczęłam pisać i pytać czy miejsce – Pałac Nauki i Kultury,  w którym odbywa się kongres jest dostępny dla osób na wózkach elektrycznych.  Panie organizatorki odpisały mi, że tak, ale jest jedno miejsce z którym może być problem.  No dobrze co znaczy ów „problem” i jak dużo stracę z kongresu. Według słów pani , niewiele, gdyż tam są tylko szkolenia… (sic!) no tak nie przewiduję, że ktoś w programie szkoleń uwzględnił osobę niepełnosprawną, więc ze zrozumieniem kiwam głową do słuchawki i pytam. Czy panele dyskusyjne będą dostępne?  Tak oczywiście, tylko dwa panele odbywają się właśnie w sali niedostępnej.

 

Tylko dwa, no dobrze jest mnóstwo innych na, które mogę iść. Toaleta przystosowana też jest dostępna.  Zaopatrzona w tą wiedzę,  decyduję się i wysyłam zgłoszenie, zachęcam koleżanki,  załatwiam urlop w pracy, mąż również, bo przecież nie ma jak dojechać komunikacją publiczną, muszę jechać  prywatnym samochodem.

Żałuję tylko, że według informacji na stronie mężczyźni , nie mogą brać udziału w kongresie, trochę mnie to dziwi, ale cóż takie mają ustalenia. W międzyczasie kontaktuje się ze mną szef wolontariuszy, informuje mnie że zostaną mi przydzielone dwie osoby do pomocy  i do orientacji w terenie.

 

Jest super można by rzec na Kongresie Kobiet.

 

Dzień zero dojeżdżam. Kontaktuję się z wolontariuszkami telefonicznie, czekają.  W holu uderzyła mnie niesamowita energia, energia mnóstwa radosnych uśmiechniętych, różnych kobiet stojących w kolejkach do rejestracji i po identyfikatory. Mimo tego, że przy innych okienkach  panie obsługujące, były spokojne pozwalały się odnaleźć na kartce podpisać, wziąć  identyfikatory. „Moje” literki stwierdziły, że już nie będą rejestrować bo już się zaczyna i szybciutko na salę.

 

Egoistycznie chciałam się podpisać i zakomunikować, że byłam, że dotarłam, no ale spierać się nie będę. Pojechałam na salę.  Rozglądam się wśród uczestniczek szukając bratniej „wózkowej” duszy, nie znajduję.

Jest za to mnóstwo kobiet, kobiet wierzących w ideę, kobiet zaangażowanych, kobiet, które chcą tu być, chcą coś zmienić. Niepełnosprawnych ruchowo brak i tu zapaliła mi się czerwona lampka, czyżby w Warszawie nie było aktywnych niepełnosprawnych kobiet. Wiedziałam, że to bzdura, sama znam kilkanaście, zatem dlaczego ich tu nie ma?

 

Miałam się w niedługim czasie przekonać na własnej skórze, dlaczego nie było innych niepełnosprawnych ruchowo.  Otwarcie,  zaczynają mówić, widzę w prawym rogu sceny tłumacza języka miganego, o chwali się, są przygotowani, ba tłumaczy jest kilku. Pierwsza część minęła dość spokojnie poza nieprzyjemnym incydentem, kiedy to jeden z posłów będący na kongresie swoim gadaniem przeszkadzał innym słuchać. Niestety żaden z wszechobecnych wolontariuszy nie zareagował, uczestniczki kongresu same zaczęły wymuszać na nim zamknięcie ust.

 

Nie będę tu przytaczać treści prelekcji, jedne były ciekawe inne mniej i tak dotrwałam do przerwy.

W czasie przerwy dowiedziałam się, że mężczyźni jednak mogą uczestniczyć, zawołałam więc męża, wściekła, że zostałam wprowadzona w błąd. Druga część Kongresu Kobiet odbywała się już w panelach dyskusyjnych ja wybrałam sobie Państwo, a prawa niepełnosprawnych, który odbywał się w sali Trojki.

Wolontariuszka przeprowadziła mnie i koleżankę jakimiś kuluarami do drugiej części budynku i tam do wind.

 

Wchodzimy klikamy II piętro i … zonk winda się nie zatrzymuje, nie da się wejść na Kongres Kobiet.

 

Co jest? Próbowałyśmy kilka razy, i nic. Wolontariuszka nie wie co się dzieje, ja szukam ochrony. Ochroniarz siedział naprzeciwko windy i jak się okazuje przyglądał się nam z zaciekawieniem od dłuższego czasu. Powiedziałam mu, gdzie chcę się udać i czy mógłby nas tam pokierować. Usłyszałam nie da się, tam jest co prawda jakieś coś, ale pani na pewno po tym nie wjedzie. Nie pomogły moje przekonywania, że może, że jakoś, ze spróbujmy: peerelowskie „nie da się” nadal błąkało się w murach pałacu i jak widać miało się całkiem dobrze.

 

Wolontariuszka dzwoni do swojej przełożonej, która to mówi, że jak się nie da to się nie da i dla niej koniec sprawy. Dziewczyna jest coraz bardziej skonfundowana, nie wie jak się zachować, liczyła że przełożona pomoże, a ta sytuację po prostu olała. Szkoda mi jej było, to jej pierwsza akcja pomocowa i nie jestem pewna, czy odważy się na kolejną – oby. Prawdopodobnie reszta niepełnosprawnych kobiet była w ubiegłych latach na kongresie i spotkało je to samo, albo znają pałac lepiej niż ja.

Odechciało mi się uczestniczyć w Kongresie Kobiet, odechciało mi się zapisywać do Stowarzyszenia, przestałam wierzyć w ich hasła, ale uwierzyłam w poczucie humoru, bo kto jeśli nie osoba z dużym poczuciem humoru odważyłaby się na zorganizowanie prelekcji dla niepełnosprawnych w sali do której nie mogą wejść.

Edit: trzy lata później udało mi się uczestniczyć w pełni w Kongresie Kobiet