Dni Jakuba Wędrowycza - Wojsławice 2015

Ludzie czytają od dawna. Zapominają o otaczającym ich świecie, bądź wprost przeciwnie porównują go do tego książkowego. Odrywanie się od rzeczywistości, ćwiczenie wyobraźni, spędzanie wolnego czasu jakby tego nie nazwać czytanie jest fajne. Zagłębianie się w losy bohaterów, poznawanie innych zwyczajów, miejsc, a przede wszystkim umysłów i wyobraźni pisarzy.

 
Zaczęłam czytać dość szybko, nie wiem czy był to skutek mojej choroby, która nie pozwalała mi na swobodną zabawę z dziećmi, czy też głęboka potrzeba poznania i nauczenia się czegoś czego w danym czasie nie potrafiłam.

Zaczynałam od gazet, bajek później książki dla młodzieży.

Zazwyczaj czytałam autorów, którzy już dawno nie żyją, a jeśli żyli to posługiwali się innym językiem niż ja. Nie było szansy, żeby spotkać się z nimi twarzą w twarz i zadać te wszystkie pytania, które rodziły się w mojej głowie w czasie czytania książek. Zawsze były to osoby nieosiągalne, niedoścignione, równie wyidealizowane jak ich książki.
Był czas, że zapisywałam sobie uwagi odnośnie przeczytanych książek w zeszycie zwanym „dzienniczek lektur” – tak prowadziło się coś takiego za moich czasów. Wpisywałam tam pytania i alternatywne zakończenia swoich ulubionych tytułów. Jedną z książek, która ukształtowała mnie na całe życie była Pollyanna i jej zabawa w radość. Wspomnienie tego dzieła pozwoliło mi przetrwać wiele ciężkich chwil.
Nie możliwym było spotkanie Eleanor Hodgeman Porter, która umarła długo przed moim narodzeniem. Na szczęście wielu z moich ulubionych autorów jeszcze żyje i mam okazję ich spotkać, a w sytuacjach bardziej szczęśliwych nawet z nimi porozmawiać. Całkiem niedawno spotkałam p. Katarzynę Bondę na Warszawskich Targach Książki, teraz wybrałam się na Dni Jakuba Wędrowycza  do Wojsławic.
To rodzinna miejscowość Jakuba bohatera książek Andrzeja Pilipiuka kto zna ten wie, a kto nie zna musi natentychmiast nadrobić.
W tym roku w szkole podstawowej odbyło się X spotkanie fanów tego autora organizowane przez Lubelskie Stowarzyszenie Fantastyki “Cytadela Syriusza” (organizatorów Falkonu, na którym mam okazję bywać).
Szkoła, jak to szkoła duża nowoczesna i kompletnie niedostępna dla tych co na wózkach inwalidzkich. Widocznie u nich nie ma niepełnosprawnych dzieci, bądź uczą się gdzie indziej. I tu powstał dylemat – jechać, czy nie jechać? Wszystko zależało od organizatorów, z którymi porozumiałam się emailowo i fb-kowo z zapytaniem, czy da się tam jakoś wejść.
Chłopcy, a właściwie Maciek zareagował bardzo szybko aczkolwiek niezbyt konkretnie – „postaramy się zrobić wszystko co w naszej mocy” – może to znaczyć dużo lub kompletnie nic, bo jak kapryśna jest „moc” każdy wie. Wyrosłam już z planowania wypadów na zasadzie „jakoś to będzie”, gdyż już i wiek i waga nie ta co kiedyś i z dziewczyny śpiącej pod namiotami stałam się kobietą potrzebującą osobnej łazienki i dobrego łóżka żeby w nocy swe zwłoki wygodnie rozkładać celem regeneracji.
W tym wypadku zdecydowałam się jednak na ryzyko pt: „jakoś to będzie”, gdyż na tym konwencie swoją obecność zapowiedziało dwóch moich ulubienych autorów. Wspomniany już wyżej Pilipiuk i Stefan Darda, tak, dokładnie ten, dzięki któremu uwierzyłam, że polski horror może być straszny, a nie śmieszny.

Jako że otaczam się ludźmi inteligentnymi moja rodzina i przyjaciele wiedzą kto zacz, więc po rozesłaniu wici zmontowaliśmy 6-osobową ekipę i zaplanowaliśmy urlop, którego głównym punktem był konwent w Wojsławicach.

Zajechaliśmy i dowiedziałam się, że jestem pierwszą osobą na wózku od początku istnienia konwentu (że co??), aczkolwiek, źródło, które to mówiło nie wydawało się zbyt wiarygodne, gdyż samo miało nie więcej niż lat 16.

Dni Jakuba Wędrowycza - Wojsławice 2015

Maciek – organizator (tak jak wspomniał w emailach, zarządził przeniesienie spotkań na zewnątrz budynku. Pogoda ani P. Andrzej nie mieli nic naprzeciwko (osobiście pytałam) i spotkanie z fanami odbyło się pod szkołą, gdzie to biedny chłopina stać całą godzinę musiał, nie mając w pobliżu żadnego zydelka, na którym przysiąść w razie potrzeby mógłby.
Ciężkie jest życie ludzkiego autora, który ma niepełnosprawnych fanów. Jestem gadułą, kto mnie zna ten wie, że jak się rozkręcę to końca nie widać i tak też było i tym razem. Zagadałam, wygadałam się i dowiedziałam wielu ciekawych rzeczy z życia autora. Opowiadał nam o planach swych literackich. O początkach tworzenia, o inspiracjach, które znajduje w najmniej spodziewanych miejscach. O Halucynacji, o spekulacjach kto jest pierwowzorem Wędrowycza, o spłacaniu kredytu i przekomicznych przymiarkach do filmu o Kubie.
Odpowiadał na każde pytanie i cierpliwie wysłuchiwał naszych dywagacji. Ma dar mówienia w taki sposób, że jego opowieści słucha się z zapartym tchem jak bajek przy ognisku.
Dni Jakuba Wędrowycza - Wojsławice 2015

Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania autorskiego z Panem Stefanem Dardą udało mi się wyrazić zachwyt nad jego twórczością, zalewając go potokiem niezrozumiałego dla nikogo poza mną bełkotu. Z radości jaka we mnie wstąpiła, na widok człowieka dzięki, któremu znowu poczułam dreszcze, plotłam głupoty, zapomniałam imion bohaterów, zapomniałam o co chciałam zapytać.

Za  cały czas powtarzałam jak wspaniałe książki pisze i że wspaniale straszy. WSTYD – bardzo Pana przepraszam za swoje zachowanie – zachowanie podlotka.

Tak to mniej więcej wyglądało pobłażliwy uśmiech p. Stefana i ja – w amoku gestykulacji. 😀

Dni Jakuba Wędrowycza - Wojsławice 2015
Spotkanie odbywało się również pod szkołą i autor również stał calutką godzinę odpowiadając (głownie na moje) pytania. Dowiedziałam się dlaczego tu, w okolicach mojego ukochanego Krasnobrodu umieścił akcję powieści. Dowiedziałam się, że też robi rozeznanie przed napisaniem powieści i że w jego wypadku jest to proces długotrwały. Za to po ukończeniu książki redaktor praktycznie nie ma co przy niej robić. Nie wiedziałam, że jest tak skromnym i cierpliwym człowiekiem.
Kolega mój Łukasz zaraz po spotkaniu zapytał: „i jaki jest ten Darda?”.
– normalny – odpowiedziałam
– Tak myślałem, że to porządny chłop….
Porządny, pracowity i wytrwały. Ja zapewne już dawno zarzuciłabym pisanie, jakby nie udałoby mi się napisać książki w takim tempie jak p. Pilipiukowi.
Czas w Wojsławicach upłynął w oka mgnieniu, magiczny czas, ludzcy ludzie i wspaniali autorzy, którzy bez nadęcia i zacięcia mówili o swojej pracy.

Mam nadzieję, że uda mi się ich jeszcze spotkać.