Opera – jakie pierwsze skojarzenie podsyła Ci mózg?

To na sto procent to nie dla mnie, gdyż nie przepadam za tak wysokimi dźwiękami i drażni pompatyczność widowiska. Trzeba się ubrać oficjalnie, pewnie wieczorowo – przecież ja nie mam takich ubrań. Poza tym nie mam pojęcia jak tam się zachować, żeby pasować. Nie zdecydowanie nie.
Tak było ze mną na początku: ja grungowa dziewczyna nie miałam potrzeby odkrywania czegoś innego, nowego i tak, nie bójmy się tego słowa, snobistycznego jak opera. Moja potrzebę obcowania ze sztuką w zupełności zaspokajała Filharmonia Narodowa. O przygodzie z nią pisałam już w ubiegłym roku przy okazji 40 lat Via Spei.

Kiedy już dorosłam do tego, żeby widzieć coś więcej niż dotychczas. Kiedy w końcu zaczęłam chcieć poznawać dogłębnie sztukę  – okazało się że szansy żadnej nie ma. Teatr Wielki Opera narodowa jest nieprzystosowany i szanse na wejście tam są nikłe czytaj żadne.
Mój pierwszy raz w operze.

Jeśli chcesz żebym coś zrobiła zabroń mi tego.

Nie odpuściłam, pytałam, pisałam. Jeśli mnie czytasz to wiesz jak ze mną jest, zabroń mi czegoś, a to osiągnę. Im bardziej czegoś nie mogę, tym bardziej tego pragnę. Dopytywałam się i czekałam aż w końcu nadszedł czas na remont Teatru Wielkiego i dostosowania go do osób niepełnosprawnych.
Mój pierwszy raz w operze.

Jak wygląda dostosowanie Teatru Wielkiego Opery Narodowej ?

Począwszy od sezonu artystycznego 2015/2016 (wrzesień 2015) na potrzeby osób niepełnosprawnych poruszających się na wózkach inwalidzkich została przygotowana przystosowana przestrzeń na widowni Sali Moniuszki poprzez wyjęcie foteli.

Na parterze Sali Moniuszki przedstawienie, jednocześnie, może oglądać 6 osób poruszających się na wózkach inwalidzkich wraz z opiekunami.  Na poziomie amfiteatru istnieje możliwość ustawienia 2 wózków inwalidzkich. Podsumowując 8 osób. To bardzo dużo. W innych przybytkach kultury np. teatrach przedstawienie jednocześnie mogą oglądać dwie osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich. Więcej miejsc nie przewidziano. Oprócz miejsc na sali  przystosowane zostały także toalety na parterze oraz windy.

Ponad to, osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich i co ważne te, które nie przesiadają się z wózków inwalidzkich na fotele, mają możliwość zarezerwowania biletów dla siebie i opiekuna (jeżeli są dostępne) do tygodnia przed spektaklem. Pozostałe osoby mogą dokonać rezerwacji maksymalnie do 30 dni przed wydarzeniem. To jest bardzo dużym ułatwieniem, z którego skorzystałam.

Ważne, osoby, które na co dzień używają okularów do czytania, powinny je ze sobą zabrać. Libretto jest wyświetlane po polsku u góry sceny, ale ciężko się czyta, gdyż mimo wszystko literki są zbyt małe. Na szczęście kwestie są krótkie.

Mój pierwszy raz w operze.
Mój pierwszy raz w operze.

26 lutego byłam pierwszy raz w życiu w operze. Na mój pierwszy raz wybrałam widowisko uważane za jedno z piękniejszych – Tosca.

Ta opera jest przedstawicielką weryzmu  – kierunku we włoskiej muzyce operowej. Charakteryzuje się tym że libretto,  ukazuje życie  zwykłych, współczesnych ludzi, pokazuje także życie prostego ludu. Z tym, że mówiąc o współczesności mamy na myśli wiek XIX nie XXI.

Przekraczając próg Teatru Wielkiego przeniosłam się do XIX wiecznego realium. Otoczył mnie tłum pięknie ubranych ludzi, ludzi którzy nigdzie się nie śpieszą, są dla siebie mili i o zgrozo, uśmiechają się do siebie, bez powodu. Zapach perfum, widok nienagannych fryzur, przystrzyżonych bród i zadbanych dłoni.

Magiczne wręcz wnętrze oświetlone wymyślnymi lampami i żyrandolami. Zawsze na to zwracam uwagę, na światło, opowiada historię, która dawno wybrzmiała. Wnętrza, które ucierpiały podczas II wojny światowej, odbudowane, monumentalne. W przestrzeni czuje się emocje pokoleń, radość, zachwyt, ekscytację. Uwielbiam odwiedzać takie miejsca, miejsca z historią i duchem dawnych lat.

We współczesnym świecie, rzadko mamy czas na to żeby celebrować sam na sam ze sztuką. Wszechobecny multitasking nie daje nam możliwości skupienia. Przebywanie w operze poniekąd zmusza nas do tego, żeby odstawić na bok komórkę i skupić cała swoja uwagę na przedstawieniu.

Mój pierwszy raz w operze.

Libretto Toski. 

Rok 1800 wojska napoleońskie walczą pod Marengo  z Austriakami. W tym właśnie czasie w Rzymie rozgrywa się akcja Toski. Autor przedstawia nam historię miłosną kochanków śpiewaczki Toski i malarza Cavaradiossiego. Ich sielankę przerywa zły i zakochany w Tosce Baron Scarpia, który podstępem próbuje zmusić śpiewaczkę do oddania mu się. W tym celu oskarża malarza o udzielenie schronienia zbiegowi. Więzi i torturuje go w swoim pałacu. Po długich namowach Tosca ulega Baronowi i zdradza miejsce pobytu zbiega.

W międzyczasie posłaniec przynosi wiadomość o zwycięstwie Napoleona. Cavaradossi, oczarowany wiadomością, śpiewa podniosłą pieśń na cześć wolności, wskutek czego ściąga na siebie wyrok śmierci. Zostaje zawleczony do lochów, ale Scarpia powstrzymuje się z rozkazem wykonania wyroku. Proponuje Tosce układ: życie Cavaradossiego i przepustka na wyjazd z Rzymu w zamian za jej cnotę. Zaznacza jednak, ze musi dojść do pozorowanej śmierci, gdyż malarza, gdyż nie może odwołać swojego rozkazu. Zrozpaczona Tosca, mimo wstydu obiecuje oddać się mu, jednakże w tak zwanym międzyczasie znajduje nóż, którym zabija Barona. Tosca biegnie do więzienia i opowiada ukochanemu o planie na udawaną śmierć i o ucieczce z Rzymu. Niestety, jak się zapewne domyślasz, Cavaradiossiego zabiją naprawdę, a Tosca popełnia samobójstwo.

Mój pierwszy raz w operze.

Skąd bierze się fenomen oper?

Cóż intryga jak intryga, prościutka i mało skomplikowana. Role bardzo sztampowe – dobry jest dobry, zły jest zły.  Nijak się to ma do dzisiejszych zawikłanych historii ukazujących wielowątkowość i złożoną osobowość bohaterów. Tu jest leciutko, prosto, bez zawirowań, szybko udaje się odgadnąć zakończenie spektaklu. Trochę to słabe. To prawda, sama treść nie zaskakuje, nie wnosi nic nowego, ale połączona z orkiestrą i śpiewem operowym pobudza uśpione emocje w duszy.

Niesamowicie podobała mi się interpretacja reżyserska. Toska oryginalnie rozgrywa się w  XIX wieku. W wersji reżyserskiej Barbary Wysockiej, akcja zostaje przeniesiona do lat 70 dwudziestego wieku. W scenografii i kostiumach widzimy więc, aparat, telewizor i trencz angielskiego domu mody słynącego z kratki. Scenografia jest monumentalna, a obrotowa scena robi wrażenie. Scena z Chórem Dziecięcym „Artos” im. Władysława Skoraczewskiego wywołuje przyspieszone bicie serca. Niezwykły śpiew dzieci: harmonijny i dźwięczny długo wybrzmiewa w mojej głowie.

Mój pierwszy raz w operze.

 

Czy zakochałam się w operze?

Tak zdecydowanie, tak. Zauroczyłam się, operą, ale tylko i wyłącznie w bezpośrednim odbiorze. Do tej pory nie urzekły mnie nagrania, które można obejrzeć w telewizji czy internecie – to nie jest to samo. Oglądanie na żywo, bezpośrednio z widowni ma w sobie niesamowita magię i pozwala w pełni odczuć bogactwo jakie oferuje nam opera.