Targi Książki kolejne z marzeń, które w tym roku spełniłam.

Nie zanosiło się na to, że uda się wyjechać, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że nie tym razem i tak naprawdę dopiero późnym wieczorem zdecydowaliśmy, że jednak jedziemy.

Najbardziej przy tego typu spontanach stresuje mnie myśl, gdzie my zaparkujemy tym naszym wielkim autem. Ostatnio na Orange Festiwal było świetnie, poza tym, że kilka razy okrążyliśmy stadion, gdyż wolontariusze byli niezbyt zorientowani, gdzie są parkingi dla niepełnosprawnych, ale jak już znaleźliśmy magiczne wejście wszystko poza tym było w miarę porządku. Teraz poszło wszystko dużo płynniej, pierwszy pan z obsługi dobrze nas pokierował. Wysiedliśmy i dłuuuugaśnym korytarzem do windy.

Tyłki, widzę tylko tyłki, czyli Warszawskie Targi Książki 2015 r.

No i niestety tu jest jeden wielki zonk jak zawsze. Do dyspozycji mamy dwie windy tak tylko dwie i to stosunkowo małe windy, z których jedna jest ciągle blokowana, gdzieś tam wyżej niżej, na piętrze. Do tego ludzie wciskają przycisk wywołujący windę, a następnie jak po chwili stwierdzają, że jednak za długo to trwa idą na schody ruchome. Nigdy nie zrozumiem takiego postępowania. Na imprezę masową jedna sprawna winda to zdecydowanie za mało.

Nie nastawiałam się na to, że będzie taki tłok, przecież ludzie nie czytają!, ba i nie mają kasy na książki. Młodzież nie czyta, nie jest zainteresowana, przecież tylko gry i porno im w głowie. Jakże mylicie się wy wszyscy, którzy tak myślicie. Tłok był niemożebny, taki że ja z perspektywy swojego wózka inwalidzkiego widziałam tylko tyłki ludzi spacerujących, podążających do stoisk i autorów podpisujących książki.

Przegląd tyłków 😀

Tyłki, widzę tylko tyłki, czyli Warszawskie Targi Książki 2015 r.
Tyłki, widzę tylko tyłki, czyli Warszawskie Targi Książki 2015 r.
Tyłki, widzę tylko tyłki, czyli Warszawskie Targi Książki 2015 r.
Tyłki, widzę tylko tyłki, czyli Warszawskie Targi Książki 2015 r.
jedno z ładniejszych stoisk – moim zdaniem
Tyłki, widzę tylko tyłki, czyli Warszawskie Targi Książki 2015 r.
Tyłki, widzę tylko tyłki, czyli Warszawskie Targi Książki 2015 r.

przemykam pomiędzy tyłkami 🙂

Tyłki, widzę tylko tyłki, czyli Warszawskie Targi Książki 2015 r.
łezka w oku DM 🙂

 

Tyłki, widzę tylko tyłki, czyli Warszawskie Targi Książki 2015 r.
kolejna łezka w oku 🙂

Kolejki wszędzie straszne i nawet na stoisku z komiksami – no tam chyba najmniej, bo czytania mało, obrazki szybciej się ogląda.

Fenomenem dla mnie i powodem dla którego oczy mi wyszły z orbit niczym Golumowi były stoiska antykwariaty. Książka od 10 do 15 zł. z ledwością się powstrzymywałam, żeby nie brać hurtem wszystkich, nie zagarniać ich do siebie i nie szeptać moje skarby.

Udało mi się tak zwanym rzutem na taśmę dopaść Marię Czubaszek i poprosić o dedykację. Do Kasi Bondy na podpisy się nie załapałam, ale dzięki przemiłej pani z wydawnictwa MUZA dowiedzieliśmy się, ze Kasia jest jeszcze i udziela audiencji w sali RZYM. I pytanie gdzież to? Strasznie długie oczekiwanie na windę, strasznie długie przemierzanie stadionowych korytarzy i w końcu u celu mogliśmy wziąć udział w spotkaniu autorskim p. Bondy.

przepraszam za drżenie, ale to z emocji, nie mogłam opanować ręki 🙂

Niestety nie mogłam być na wszystkich dniach dlatego też z Kasią Puzyńską się nie zobaczyłam, no i nie poznałam p. Miłoszewskiego, ale nadrobię to innym lepszym czasem.
Do Pilipiuka była kolejka ogromniasta, nawet nie stawaliśmy mając na uwadze, że już niedługo Dni Jakuba Wędrowycza i tam „chyba” będzie łatwiej 🙂

Wszystkie stoiska w miarę dostępne – w miarę bo bufety oczywiście na poziomie osób stojących, ale nie bądźmy drobiazgowi. Poza jednym stoiskiem Carrefoura, które to zostało umieszczone na jakimś dziwnym podeście i do tego jakoś tak dziwnie zaprezentowano na nim książki, że nawet osoba size plus miałaby problem z przemieszczaniem.

Tyłki, widzę tylko tyłki, czyli Warszawskie Targi Książki 2015 r.

Wnioski:

1. obsługa parkingowa wzorowa, z imprezy na imprezę – lepsza.

2. chodzić na spotkania autorskie, bo te wszystkie wywiady czytane w prasie nie zastąpią kontaktu twarzą w twarz z autorem i rzeknięcia mu co się o tej jego książce myśli,

3. wydrukować plan zwiedzania , który wcześniej trzeba sobie ustalić, bo tak to jak dziecię we mgle, błąkasz się i liczysz, że zdążysz, a nie „zdanżasz” i wchodzisz już po rozpoczęciu spotkania autorskiego i czujesz się co najmniej jak na studiach, kiedy to przez ciebie wykładowca przerywa gadanie i jeszcze zaprasza do przodu, no i ten wzrok innych uczestników – nie żeby mi to przeszkadzało, że jakąś krępację poczułam czy cuś,  ale nie lubię się spóźniać…..

4. Nie wiem czemu niepełnosprawni + opiekun mieli wejście na Targi za darmo, no ale tym razem takich klas uprzywilejowanych było więcej łącznie z bezrobotnymi i blogerami.