Kaleka – społeczne przyzwolenie na niszę.
W naszym kraju przyjęło się, że niepełnosprawny jest tylko i wyłącznie osobą biorącą. Tylko jak tu zmienić punkt widzenia kiedy media walą nam po oczach wszelkimi akcjami pomocowymi, utrwalając ten stereotyp.
Od wielu lat działam i pracuję w instytucjach zajmujących się udzielaniem wsparcia i pomocy osobom niepełnosprawnym jako osoba pomagającą nie jako osoba, która tej pomocy potrzebuje. Spotkałam się wielokrotnie ze zdziwieniem kiedy to rodzic, opiekun itp., przychodząc po poradę spotyka mnie. Osobę na wózku. Najczęściej nie wie jak się zachować, ba nie wie czy ma ta sytuację traktować poważnie. Szuka zagubionym wzrokiem kogoś kto porusza się na dwóch nogach, a nie czterech kołach, rozgląda się ukradkiem po ścianach, zakamarkach. Co chce zobaczyć? Nie wiem, być może ekipę programu ukryta kamera, która za chwilę wyskoczy i krzyknie mamy Cię, wszyscy zaczną się śmiać i wtedy odetchną z ulgą, że nie dali się nabrać.
Konsternacja powoduje, że nie wiedzą jak się zachować, co pozwala mi na szybkie wtrącenie kilku zdań i spróbowanie udowodnienia, że wiem co mówię, wiem co robię, ba mogę nawet pomóc.
Szablonowe myślenie zmusza mnie do ciągłego udowadniania, że się nadaję, że potrafię, że nie zaskoczę ich jakimś niestosownym zachowaniem np. womitując im na buty.
Poniekąd ich rozumiem, sami mają dziecko, które ich zdaniem nie potrafiłoby oddychać bez ich udziału, a co dopiero podjąć decyzję. Sami dzięki wieloletniemu wpajaniu mu, że nie potrafi doprowadzili do bierności. Dzieciak boi się otworzyć usta, żeby o coś zapytać. Ja rozumiem, że czasem jest trudno i że chce się szybciej, ale uwierzcie mi można to zorganizować. Można zrobić tak żeby dziecko mogło uczestniczyć w swoim własnym życiu na pełnych prawach.
Rodzic potrafi najlepiej, a ty się tylko zmęczysz.
Przy takim zachowaniu najczęściej dziecku wmawia się, że wystarczy, że jest i jest cudowny i wspaniały i nic nie musi. Nie musi się uczyć, bo jest chory, nie musi pracować, bo ma rentę, państwo zapłaci. Nie musi się męczyć i uczyć samoobsługi, bo rodzic mu zmieni pieluszkę, umyje, ubierze itp.
I nawet przez głowę mu nie przyjdzie, że on rodzic kiedyś się zestarzeje i po prostu umrze. Całe szczęście jak dziecko umrze przed nim, bo jak nie… Nie pomagają sugestie, że czas pozwolić mu wydmuchać samemu nosek, że zdrowie już nie te. Nic nie dają przykłady, że można, że trzeba, że to podniesie samoocenę, wzmocni, nie pomaga nawet to, że krzywdzą.
Taka nadopiekuńczość nie prowadzi do niczego dobrego. Powoduje, że niepełnosprawni częściej zapadają na depresję i mają problemy z motywacją.
Wkurza mnie to, mnie osobę, która sama bez pomocy oprzyrządowania niewiele może, poza pyszczeniem, czyli pracą umysłową jak to ładnie nazywamy. Właśnie pracą umysłową, o możliwość wykonywania której nie podejrzewają mnie obywatele. Wiem, że takich jak ja jest więcej tych, którzy codziennie udowadniają, że potrafią, że się znają, czasami nawet lepiej niż niektórzy zdrowi.

nawet nie wiem jak można skomentować to co piszesz…wymieniłaś tak dużo problemów! może zbyt wiele osób uważa, że cokolwiek zrobią, niczego nie zmieni; dlatego uważam, że robisz cholernie dobrą robotę…pozdrawiam
Dzięki Krystyna, wiesz jak to jest jak się pisze bloga.
"Czasami człowiek musi, inaczej się udusi" 🙂
Pozdrawiam
W mieście którym mieszkam istnieje Delta Centre centrum dla dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną. Centrum jest obecnie głównym pracodawcą w Carlow dla około 120 osób z taką niepełnosprawnością, prowadzą oni Ogrody Sensoryczne Delta – cudowne miejsce, które niedawno odwiedziłam. Muszę przyznać że nie odczułam ani nie zauważyłam aby turyści odwiedzający to miejsce jakoś dziwnie traktowali pracujących tam niepełnosprawnych. Także nie wszędzie tak jest. Pozdrawiam
Pisz więcej! O takich właśnie problemach, nie to nie bedzie tabu, do cholery!
Znam kilka osób niepełnosprawnych pracujących umysłowo i są bardzo dobrymi pracownikami. Z drugiej strony znam też rodziców dzieci pełnosprawnych, którzy swoim nadopiekuńczym zachowaniem sprawiają, że te dzieciaki są mniej samodzielne od swoich niepełnosprawnych kolegów.
Oczywiście, że nie wszędzie tak jest o tyle o ile akceptujemy np. osoby niepełnosprawne ale pełnosprawne ruchowo to np. w moim zawodzie osoba niepełnosprawna to ewenement chociażby z utrudnień na jakie napotyka pracując w tzw. socjalu. Wiem ile zawziętości potrzeba, żeby udowodnić że mogę innym pomóc chociaż sama potrzebuję pomocy. Ja zaczynałam pracę w 2000 roku, ale dla osób na wózkach niewiele się zmieniło.
🙂 pozdrawiam…. będę pisać i o tych dobrych sprawach też. Teraz mierze się z notką która we mnie dojrzewa już drugi tydzień…
Dokładnie. Niedługo powstanie nowy termin niepełnosprawność nabyta dzięki nadopiekuńczości rodziców.
Tekst naprawdę daje do myślenia ! Czekam na więcej postów poruszające takie problemy jak i dobre sprawy 🙂
flawlessbananaa.blogspot.com
to zapraszam do przejrzenia bloga 🙂
W mieście którym mieszkam istnieje Delta Centre centrum dla dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną. Centrum jest obecnie głównym pracodawcą w Carlow dla około 120 osób z taką niepełnosprawnością, prowadzą oni Ogrody Sensoryczne Delta – cudowne miejsce, które niedawno odwiedziłam. Muszę przyznać że nie odczułam ani nie zauważyłam aby turyści odwiedzający to miejsce jakoś dziwnie traktowali pracujących tam niepełnosprawnych. Także nie wszędzie tak jest. Pozdrawiam
Pisz więcej! O takich właśnie problemach, nie to nie bedzie tabu, do cholery!
Znam kilka osób niepełnosprawnych pracujących umysłowo i są bardzo dobrymi pracownikami. Z drugiej strony znam też rodziców dzieci pełnosprawnych, którzy swoim nadopiekuńczym zachowaniem sprawiają, że te dzieciaki są mniej samodzielne od swoich niepełnosprawnych kolegów.
Oczywiście, że nie wszędzie tak jest o tyle o ile akceptujemy np. osoby niepełnosprawne ale pełnosprawne ruchowo to np. w moim zawodzie osoba niepełnosprawna to ewenement chociażby z utrudnień na jakie napotyka pracując w tzw. socjalu. Wiem ile zawziętości potrzeba, żeby udowodnić że mogę innym pomóc chociaż sama potrzebuję pomocy. Ja zaczynałam pracę w 2000 roku, ale dla osób na wózkach niewiele się zmieniło.
🙂 pozdrawiam…. będę pisać i o tych dobrych sprawach też. Teraz mierze się z notką która we mnie dojrzewa już drugi tydzień…
Dokładnie. Niedługo powstanie nowy termin niepełnosprawność nabyta dzięki nadopiekuńczości rodziców.
to zapraszam do przejrzenia bloga 🙂
trochę z innej beczki będzie. dawno temu na mojej dzielni mieszkał chłopak, który poruszał się na wózku. Był tak niesamowicie przystojny, że walczyłam sama ze sobą, żeby się na niego za bardzo nie gapić i nie wyjść na prymitywa. A podobał mi się bardzo (tak, jestem pustakiem poważne tematy sprowadzam do takich płytkich problemów)!! Trochę półżartem, ale zmierzam do tego, że takie blogi jak Twój są potrzebne, żeby uświadomić nieprzebranej rzeszy "Januszy i Grażyn", że osoba poruszająca się na wózku nie musi być gorsza.
Dziwne jest myślenie ludzi zdrowych o osobach niepełnosprawnych , bo szczerze mówiąc jak były w czasie wojny getta to wszyscy teraz tłumnie mówią o tym jakie to było złe ,ale robią to samo. Pakują osoby niepełnosprawne do osobnego worka, żeby nie mieć z nimi do czynienia. A przecież to też są ludzie, więc w jaki inny sposób mają się z nami zintegrować? Musimy walczyć z takim podejściem i dyskutować o tym, bo skoro świat pododbno idzie do przodu to trzeba go zacząć zmieniać
Ważny i wartościowy tekst 🙂 Pozdrawiam 🙂
Osoba niepełnosprawna, to przecież nie znaczy że jest nieogarnięta. Super tekst. Widać że jesteś silną osobą. Niestety ludzie nie mający na co dzień do czynienia z osobami niepełnosprawnymi nie wiedzą często jak się zachować ze stycznością z nimi. Fizycznie to jeszcze pikuś, ale umysłowo – jak jeszcze inni (bo tez i tacy są) to naprawdę nie wiadomo jak się zachować. A i problem z takim oto faktem że nawet jak by się chciało z taką osobą nawiązać rozmowę to co z tego, jeśli się nie rozumie co mówi. Wózek to przecież nic złego, mimo to jest to inne patrzenie już na świat, niestety. Fajnie wyglądasz na zdjęciach 🙂
Zawsze uważałam, że pomocą osobom niepełnosprawnym, doradztwem, powinna się zajmować osoba znająca problem od podszewki. Kto więc, jak nie Ty!
Tu nawet nie chodzi o nadopiekuńczość, tylko o brak wyobrażenia, że coś co miliardy osób robi w dany sposób, można zrobić inaczej. To są zwyczajne ograniczenia umysłowe.