No dobra przyznam się, nie byłam na wyborach, nie głosowałam i głosować nie będę dopóki nie zmieni się mój lokal wyborczy.

Mieszkam w takim miejscu, że i parafia i okręgowa komisja wyborcza mają w cholerę schodów i żeby skorzystać z jednej czy drugiej muszę opcja:

PIERWSZA
dać się wciągnąć po schodach,

DRUGA
wybrać się specjalnie do urzędu miasta po dokument, który mnie uprawni do zmiany miejsca głosowania, bądź wydrukować go w internecie i zanieść.

Szczerze NIE CHCE MI SIĘ

Jestem Polką od ukończenia studiów pracuję płacę podatki, nie chce mi się zmieniać swojego wypasionego elektryka na aktywny ręczny i prosić ludzi coby mnie wtargali do kościoła.
Nie chce mi się nic drukować, wypełniać bądź tak jak wyżej dać się wciągać po schodach po to żeby zagłosować na kogoś w kogo nie wierzę.

Kiedy jeszcze chciałam być dobra katoliczką przyjęłam księdza po kolędzie zwierzając mu się z mojego problemu niemożności uczestnictwa w nabożeństwie odrzekł on spokojnym głosem. Do kościoła chodzić Pani może gdzie Pani chce, a księdza po kolędzie (i kopertę) daje pani mi i parafii X. I ja się zapytowuję, po co ja mam to czynić, zapraszać ich do mojego domu skoro oni nie czynią nic aby ja mogła odwiedzić ich, w ich w bądź co bądź domu bożym.

Pomyślicie wybrzydza, mogłaby wydrukować ten dokument, przez umyślnego posłać i zagłosować tam gdzie kaleki przyjmują. Otóż zrobiłam tak, w wyborach samorządowych i co się okazało, że nie miałam możliwości zagłosować na przedstawicieli mojego okręgu tylko na tych, którzy byli przypisani do okręgu w którym głosowałam.

Nie zagłosowałam na nikogo.

W obecnych wyborach nie ma dla mnie kandydata, którego mogłabym poprzeć. Owszem mogłabym Kukiza gdyby nie fakt, że jak na niego patrzę przypomina mi się koncert z Katowic 1993 rok „Wojna z trzema schodami” występ zespołu Piersi kiedy to Kukiz przebrany za dzidziusia śpiewa piosenkę, a następnie wyciąga z pomiędzy nóg pieluchę i rzuca ją w tłum. Wiem ludzie dorastają itp., no ale jakoś nie mogę się przemóc.

Wiem, że moja postawa dla wielu z Was może się kojarzyć z powiedzeniem „na złość babci, odmrożę sobie uszy”, że więcej pokory, dostosowania, zrozumienia. Wiecie co? Mam to w nosie. Od dawna żyję jak chcę, czasami daję jeszcze naszemu społeczeństwu szansę, ale wielokrotnie już nie.

Jeśli nie mogę wejść do jakiegoś sklepu, trudno nie będą mieli zarobku, poszukam innego w ostateczności kupię w internecie. Nie mogę wejść do jakiegoś lokalu bo winda np. działa tylko do 19.00 – serio! To nie idę i nie zostawiam tam swoich pieniędzy. Nie robię nic na siłę i nie przebijam głową muru, jak nie mam z tego dla siebie wymiernych korzyści.