Eutanazja i aborcja jedynym wyjściem

Jestem szczęśliwą spełnioną kobietą, ale uważam że eutanazja i aborcja jedynym wyjściem jest. Realizuje się jako żona, siostra, przyjaciółka, pracownik. Cale życie szłam swoją drogą, chociaż nie zawsze było łatwo. Z roku na rok moje mięśnie słabły. Stawałam i staje się coraz słabsza i coraz bardziej uzależniona od innych. I o ile na co dzień mi to nie przeszkadza, to podczas ostatnich tygodni strach doskwiera mi bardzo.

Dochodzą do mnie głosy moich, tak samo jak ja, bezsilnych koleżanek i kolegów pozostawionych samym sobie.

Koleżanek niepełnosprawnych mieszkających ze starszymi rodzicami, chorymi mężami i mieszkających w dps. Kobiet i mężczyzn, którzy tak jak ja próbują żyć w czasach pandemii. Osób niepełnosprawnych funkcjonujących w naszym kalekim państwie.

Eutanazja i aborcja jedynym wyjściem

Brak wsparcia najbardziej potrzebujących

Nikt obecnie nie pomaga chorym, jesteśmy skazani na powolną eutanazję pod okiem pseudo opiekuńczego państwa. Pisze pseudo – bo nie ma ŻADNEJ pomocy dla ludzi takich jak ja.

Siedzimy zamknięci w domach, często naszym jedynym opiekunem jest stary rodzic lub partner. Instytucja pomocy społecznej nie działa. Opiekunki funkcjonują w okrojonej ilości godzin. W szpitalach ludzie leżą we własnych odchodach, bo nie ma jednorazowych fartuchów, masek, rękawiczek dla personelu, który może pomóc. Gniją, tygodniami nie mają szans na umycie się, o przekręceniu – zmianie pozycji  mogą pomarzyć. Chcesz chociaż przez chwilę poczuć się jak ja?

Leż tak długo w jednej pozycji aż zacznie cię boleć i nie przekręcaj się, trwaj. Gwarantuję ci że oszalejesz z bólu, że z każda sekundą kości i mięśnie będą cię boleć bardziej. Pochwal się ile godzin tak wytrzymałeś?

Każdego dnia jak mój mąż wychodzi po zakupy, do pracy i wraca drżę, czy już się zaraził, czy tym razem miał szczęście?

Każdy się boi, boję się i ja.

Nie chcę wartościować naszego strachu, ale pomyśl. Ty w przypadku zachorowania zrobisz wszystko wokół siebie. Ja nawet się nie wysikam sama. Owszem mogę przestać pić i wytrzymać bez sikania do 14-16 godzin – tak już to trenowałam.

Mogę też:

  • sikać w wózek lub łóżko.
  • nie myć się, mogę nie przekręcać się z boku na bok.
  • cierpieć w ciszy, tak jak tysiące innych chorych i niepełnosprawnych ludzi w naszym kraju.

Eutanazja i aborcja jedynym wyjściem

Przyzwolenie na powolną eutanazję trwa.

Państwo ma to w pompie za to bardzo zainteresowało się projektem „zatrzymaj aborcję”. Obcy maja decydować o tym, czy ty czy ja mamy urodzić chore dziecko. Urodzenie chorego dziecka to żadna nobilitacja, żadna. To godziny, tygodnie, miesiące, lata bólu i wykluczenia, braku pomocy i wsparcia. Urodzisz chore dziecko i jesteś w samym środku czarnej dupy.

Nikt ci nie pomoże w nocy, nikt nie odessa wydzieliny z jego płuc żeby się nie udusiło własnym śluzem, nikt nie wytrze mu tyłka z gówna i cipki z krwi miesięcznej. Ty jako matka  będziesz to robić dzień po dniu, miesiąc po miesiącu. Oczywiście, będą takie dzieci, które w swej nieświadomości będą się cieszyć ze żyją, ale będą też te które cię znienawidzą, że takie je urodziłaś.

Eutanazja i aborcja jedynym wyjściem.

Wiesz, mimo tego wszystkiego co mnie dobrego w życiu spotkało, wolałabym się nie urodzić lub móc poddać się dobrowolnej eutanazji.

Tak, dobrze czytasz. Ta uśmiechnięta kobieta nie chciałaby żyć. Żyję tylko dzięki mojemu mężowi, który oprócz 24 godzinnej opieki nade mną zajmuje się jeszcze pracą zawodową, bo zdechlibyśmy z głodu pod okiem opiekuńczego państwa. Opiekunka mi nie przysługuje, teraz w stanie pandemii wszystkie usługi zostały zawieszone, w moim mieście nie ma wsparcia asystenta osobistego – zresztą nie wiem czy będę się o niego ubiegać. Te zawrotne 30 godzin miesięcznie to taka rozpusta, ze nie wiem na co je przeznaczyć.

Mam świadomość, że gdyby mężowi coś się stało jedynym wyjściem dla mnie jest samobójstwo. Bo na pomoc państwa i pomocy społecznej nie mam co liczyć.