Zalewa nas toksyczna pozytywność.
W tym wpisie chciałabym poruszyć trudny i złożony temat, który w pewnym stopniu dotyczy nas wszystkich, a już na pewno dotyczy nas dziś zaraz po dniu zakochanych. Kto z nas nigdy nie usłyszał „uśmiechnij się, jutro będzie lepiej” czy „myśl pozytywnie”, gdy uśmiech był ostatnią rzeczą, na jaką mieliśmy ochotę? Zalewa nas toksyczna pozytywność i mamy trudność ze złapaniem oddechu.
Termin toksyczna pozytywność odnosi się do postawy, która faworyzuje emocje uznawane za „pozytywne”, kosztem tych uznawanych za „negatywne”. To właśnie toksyczna pozytywność odpowiada za takie komunikaty, jak np. słynne „positive vibes only” (pol. tylko pozytywne wibracje). Postawa ta na pierwszy rzut oka wydaje się atrakcyjna, bo kto nie chciałby być ciągle szczęśliwy? Ale pod tą piękną maską kryje się mnóstwo problemów.
„Positive vibes only”
Samo dzielenie emocji na „pozytywne” i „negatywne” ma w sobie coś oceniającego – pozytywne emocje to emocje przyjemne, towarzyszące nam w dobrych i radosnych chwilach. Z kolei trudne i przykre emocje są naturalną reakcją na trudne i przykre wydarzenia, których nie zawsze jesteśmy w stanie uniknąć. Toksyczna pozytywność nie pozwala nam jednak w pełni przeżyć smutku, złości czy frustracji. Zamiast tego proponuje nam wymuszony uśmiech i oklepane frazesy. „Positive vibes only” nie zostawia nawet centymetra przestrzeni na to, by nie czuć się dobrze, niezależnie od tego, czy przyczyną jest zwyczajne niewyspanie czy żałoba.
Oprócz tego, toksyczna pozytywność jest związana także z innym, dużym problemem: odrywaniem naszego nastroju i stanu psychicznego od wpływu czynników zewnętrznych. A czynniki zewnętrzne są przecież różne, i w większości nie są nawet zależne od naszej woli, jak np. choroba, utrata pracy, śmierć. Każde z Was pewnie potrafi rozwinąć tę listę. Gdy wierzymy, że nawet w obliczu takich sytuacji możemy wybrać pozytywne podejście i odrzucić emocje, których nie chcemy czuć, zaczynamy się obwiniać o to, że mimo wszystko smutek, złość czy frustracja i tak znajdują sposoby, by do nas dotrzeć. A stąd już prosta droga do wyrzucania sobie, że „za mało się staramy”, i dalszego pogorszenia swojego stanu, z uśmiechem przyklejonym do twarzy.

Nie możemy żyć w bańce
Skoro już jesteśmy przy czynnikach zewnętrznych – ogromne znaczenie dla naszego samopoczucia ma środowisko, w którym żyjemy. Różni ludzie obracają się w różnych kręgach, a to samo środowisko nie jest tak samo przyjazne dla wszystkich, którzy się w nim znajdują. Dużo łatwiej jest być szczęśliwym i patrzeć w przyszłość z nadzieją, gdy wszystkie Twoje potrzeby są spełnione. Kiedy nie żyjesz w ciągłym strachu i masz mnóstwo możliwości rozwoju. Nie wszyscy mają niestety taki luksus. Ale positive vibes only nie widzi tych różnic. Zgodnie z tym podejściem, czujesz się źle nie dlatego, że boisz się utraty pracy i jesteś jedną wypłatę od bezdomności, ale dlatego, że wybierasz przejmowanie się. Toksyczna pozytywność to zatem świetna przykrywka do obwiniania jednostek za problemy systemowe czy społeczne. I udawania, że przecież żadnych problemów nie ma, wszystko jest w porządku, uśmiech i do przodu!
Toksyczna pozytywność jest szczególnie krzywdząca dla osób z problemami psychicznymi. Ogromną rolę w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi odgrywa internet. Niestety, szukanie pomocy w internecie nie zawsze jest dobrą drogą. Niestety czasami internet to jedyne medium, przez które możemy jakąś pomoc uzyskać. Zwłaszcza, gdy np. nie stać nas na prywatne wizyty u psychologa. A na NFZ w naszej okolicy czeka się JEDYNIE DWA LATA. Grupy samopomocowe, instagram, a może tiktok? Wszędzie, gdzie wejdziemy, aż roi się od treści o charakterze doradczym. I w tym, że dostęp do takich treści jest łatwy, nie ma niczego złego, jednak ich zawartość może być różna. A publikacja trwa tyle, co jedno kliknięcie, bo nie musi jej sprawdzać zespół redaktorów.

Wsparcie psychologiczne i równowaga
Wspominam o tym, by nakreślić dość poważny problem. Dostęp do toksycznie pozytywnych treści zajmuje tyle, co przescrollowanie social mediów. Nawet jeśli mamy możliwość skorzystać z terapii czy wsparcia psychologicznego „na już”, to samo umówienie wizyty trwa dłużej, niż dotarcie do posta na facebooku czy instagramie. A regularne chodzenie na spotkania, otwieranie się i rozmowa o naszych problemach długi proces, wymagający też własnej pracy. Toksyczna pozytywność jest w takiej sytuacji szczególnie niebezpieczna, bo podsuwa pozornie łatwiejsze rozwiązania.
I w ramach domknięcia tematu, jakich komunikatów warto unikać, by nie wprowadzać w swoim życiu toksycznej pozytywności. No i na jakie komunikaty je zamienić?
- “Myśl pozytywnie” zamień na “Jak mogę ci pomóc?”
- “Przecież zawsze mogło być gorzej” zamień na “Przykro, mi że przez to przechodzisz”
- “Nie smuć się, uśmiechnij się” zamień na “Wypłacz się, jeśli potrzebujesz”
- “Masz strasznie negatywne podejście” zamień na “Nie musisz niczego przede mną udawać”
Spotkaliście się kiedyś z toksyczną pozytywnością? A może macie jakieś własne przykłady?
