wioska-mordercowZaczyna się inaczej niż większość książek. Bohaterem prologu jest pies, który nocą coś słyszy i chce temu czemuś pomóc. Wie, czuje, instynkt mu podpowiada, że dzieje się coś niedobrego, że musi biec na ratunek. Razem z nim czują to inne psy które wyciem budzą cała pogrążoną we śnie wioskę.

Mija dwadzieścia lat. Pięknego słonecznego dnia wycieczka szkolna, spaceruje po ogrodzie zoologicznym, dzieci przyglądają się zwierzętom, śmieją się i żartują.   Do czasu, kiedy to na jednym z wybiegów dostrzegają ludzką rękę.

Formuła jest trochę inna niż w typowym kryminale, tu sprawcę (teoretycznie) znamy już na początku książki. Do morderstwa przyznaje się pracownica ZOO, która zajmuje się hodowlą małych zwierzątek – wiecie słodziutkie białe myszki, szczurki itp., które służą za karmę dla większych zwierząt – ona je rozmnaża, dba o nie, a potem zabija. Osobiście nie przepadam za cyrkami i ogrodami zoologicznymi i nigdy wcześniej nie zastanawiałam się skąd pracownicy biorą pożywienie dla tych mięsożernych. Kiedyś myślałam, że po prostu kupują u rzeźnika jakieś resztki, ale to przecież takie nieekonomiczne.

Przyznanie się, przyznaniem, ale zawsze znajdzie się jakaś nadgorliwa osoba, której „coś nie pasuje” i zacznie szukać na własną rękę sprawiedliwości. I tak jest też w tym wypadku. Tą nadgorliwą jest niedowartościowana policjantka Sanela Beara, która nie dość, że jest imigrantką to jeszcze charakteryzuje się nadzwyczajną zaciekłością i odwagą. Wiecie taka mała upierdliwa co wszędzie nos swój wściubi i na dodatek ma niesamowita intuicję. Podobały mi się przebłyski wspomnień Saneli, to było niepokojące i intrygujące.

To zdecydowanie nieszablonowy kryminał, który wsysa czytelnika do swojego świata i nie pozwala mu odejść nawet na chwilę. Ciekawostką jest fakt przedstawienia procesu określania poczytalności mordercy przez psychologów, wcześniej z taką tematyką się nie spotkałam. I przyznam, że parę razy się mocno zdziwiłam czytając jak pracują tacy psychologowie.

Powiem tak, to jedna z lepszych książek jakie ostatnio przeczytałam, co prawda wkurzał mnie młody psycholog, który był kompletnie nieprofesjonalny i wręcz antypatyczny, ale przecież tacy idioci też żyją na świecie i często zajmują wysokie stanowiska. Podejrzewam, że miał wkurzać i wkurzał. Watek romantyczny też mnie wkurzał, ale to dlatego, ze mój romantyzm określam na minus 10.

Jest takie powiedzenie „Czym różni się fikcja od prawdy? Fikcja musi być prawdopodobna”. I ta fikcja mogła się wydarzyć. Istnieją takie opuszczone wioski, nawet w naszej Ojczyźnie, gdzie największym wspólnym dobrem jest święty spokój. I to co dzieje się za furtką, dzieje się i zostaje za furtką. Zresztą to nie jest reguła, która dotyczy tylko wsi, także w miastach ludzie nie reagują na krzywdę, która spotyka innych.

Serdecznie polecam i zachęcam do kupna.

Za możliwość przeczytania ebooka dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

Autor: Elisabeth Herrmann
Tytuł: Wioska morderców
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: 20 x 13 cm
Liczba stron: 552