Czy jesteś spontaniczny? Czy potrafisz zrobić coś, co przez innych nazywane jest szaleństwem, tak bez zaplanowania po prostu z sekundy na sekundę?
Kiedyś w dawnych czasach zdarzało się nam jechać z jednego końca miasta na drugi przez Zakopane. Zdarzało się też wyjechać w piątek po południu do Kazimierza tylko po to by wdrapać się na Górę Trzech Krzyży, a potem pojechać dalej.
Wraz z wiekiem, no nie nie wiekiem chyba, raczej wraz z obowiązkami nasza spontaniczność powoli rozmywa się, robi się przeźroczysta by za chwilę zniknąć kompletnie. I ja chyba w tej ostatniej fazie zdążyłam ją jeszcze złapać.

12 dałam hasło, że trzeba koniecznie obejrzeć spadające gwiazdy – Perseidy.

Na szczęście mam równie szalonych znajomych no i męża 🙂 Zapakowaliśmy się do auta i hajda na… Doliwo. Miałam tylko mętne pojecie ze to gdzieś tam niedaleko w kierunku na… ustawiliśmy nawigejszyn i jedziemy. Po dojechaniu do wsi …… puste pole kilka domów i rozstaje dróg. Skręciliśmy nie tam gdzie trzeba idąc za tłumem – czyli innymi samochodami, które jechały prosto. Drogaa… jak to droga wiejska nieutwardzona, pełna kolein, występków i dołów ja ze swoimi prętami w plecach czułam się jakbym była co najmniej na camel tophy, wytrzęsło niemożebnie. No ale jedziemy dalej…. wtem … zapada noc i kończy się droga. Jakiś sad, jakiś lasek i tyle. Samochody przed nami zatrzymały się i robimy wspólną naradę.

Pierwszy plan – rozbijamy się koło niedawno widzianego stawu i robimy konkurencyjną imprezę na ściernisku. Drugi plan, próbujemy odnaleźć docelowe miejsce. Cóż nie było to takie proste.

Na stronie wydarzenia nie było numeru tel organizatorów, ale może to i lepiej bo mój operator sieci komórkowej tam nie sięga, ale LTE tak. – całe szczęście. Znaleźliśmy mapkę i wspólnymi siłami próbowaliśmy rozszyfrować ją. Normalnie podchody dla samochodów 🙂 Obcy ludzie, których połączyła jedna ideaa spadające gwiazdy 🙂 Przypominam jest już ciemno, trochę się bojałysmy otwierać drzwi samochodu obcym, ale kto nie ryzykuje ten w kozie nie siedzi. 🙂 Po zweryfikowaniu mapki pojechaliśmy do wsi nazad i to my otwieraliśmy konwój. Jedziemy, jedziemy, jedziemy, las robi się coraz gęściejszy, jest coraz ciemniej, dojeżdżamy do kolejnego rozstaju dróg. I popas, co dalej…. Aga wychodzi, ustalać z pozostałymi kierowcami co dalej i na szczęście bogowie nam zesłali nam człowieka, tubylca, który wiedziony przeczuciem wyszedł z domu widząc nasz konwój.

Okazało się, że jesteśmy na dobrej drodze, jeszcze tylko dwa razy w lewo i już będziemy na miejscu.

Dojechaliśmy do gospodarstwa umieszczonego na końcu świata albo jeszcze dalej. Tu już się nami zaopiekowano. Poprowadzono na parking i na miejsce obserwacji. Oczywiście ja na swoim elektryku w środku nocy z włączonym halogenami wzbudziłam sensację – reszta myślała że transformersi zaatakowali. Rozłożyliśmy kocyczki notabene na ściernisku i patrzymy w niebo.
Wiecie co? Dawno tak się nie wyciszyłam, ogrom nieba i te spadające gwiazdy było cudnie i nawet niezbyt mdło i romantycznie. Chłopcy z STMA nam laikom pokazywali laserem gwiazdy. Opisując, która jak się nazywa. Mówili co to te Perseidy. Było magicznie 🙂
Niestety nie mam ani jednego swojego zdjęcia nieba, ciekawych odsyłam do FP osoby, która robiła focie na tym spotkaniu (my się niestety nie załapaliśmy) ZDJĘCIA

Mi udało się zrobić focie bardzo ważnej rzeczy: GAŚNICY 🙂

Polecam takie wypady, no i obserwowanie nieba, wycisza uspokaja i uświadamia jacy jesteśmy malutcy 🙂

Pielęgnujesz w sobie spontaniczność?