
Zastanawialiście się kiedyś dlaczego musimy współczuć?
Dlaczego bardziej wypada powiedzieć „oj jaki biedny” i dorzucić się do zbiórki, do pomocy, do oczyszczenia sumienia, niż powiedzieć nie, cholera nie dam ani grosza z moich ciężko zarobionych pieniędzy. Zarób sobie sam! Wszyscy pomagają, więc Nie wolno, nie wypada, nie można nie pomagać prawda?
Zastawialiście się co się dzieje z wpłaconymi przez Was pieniędzmi na fundacje, na osoby indywidualne, dla powodzian, domów dziecka, niepełnosprawnych, żebrzących?
Pewnie niejednokrotnie. Ja przedstawię Wam kilka sytuacji, których doświadczyłam bezpośrednio lub doświadczyły ich bliskie mi osoby.
Sytuacja I
Koleżanka – rehabilitantka wyczytała gdzieś, ogłoszenie. Kobieta potrzebuje pieniędzy na rehabilitację swojego dziecka. Zgłosiła się, że może nieodpłatnie je rehabilitować 3 razy w tygodniu.
ZERO REAKCJI
Sytuacja II
Fundacje przekazują niepełnosprawnym dzieciom wózki inwalidzki i sprzęt. Wiadomo niektóry się niszczy inny mniej. Zamiast po „wyrośnięciu z niego dzieciaka” poprosić o zwrot, a nóż widelec przyda się innym – sprzęt jest zostawiany, a…. dziecko dostaje nowy wózek/balkonik etc.
Sytuacja III
Umiera Ci dziecko – zostaje Ci po nim kupa sprzętu rehabilitacyjnego, który dostałaś od fundacji. Nie oddasz go innym – wystawiasz na aukcjach, portalach, a nóż widelec się sprzeda.
Sytuacja IV
Szlachetna paczka – znajomy wiedział, że dana rodzina potrzebuje sprzętu domowego użytku. Wymieniał u siebie DZIAŁAJĄCĄ pralkę, zaproponował, że odda tej rodzinie – odmówili, bo mają dostać kasę z szlachetnej paczki i nowe rzeczy.
Sytuacja V
Widzisz żebrzącego – obdarty głodny – robisz mu zakupy, bo już trochę wiesz o pomaganiu – nie dasz kasy, bo wódka itp. On za te zakupy dziękuje i wędruje z nimi na koniec parkingu. Wiedziony ciekawością idziesz za nim. Widzisz jak otwiera bagażnik całkiem fajnej bryki i dokłada Twoje zakupy do mnóstwa innych umieszczonych już tam.
Sytuacja VI
Dajesz pieniądze obcokrajowcowi żebrzącemu z dzieckiem na ręku – później dowiadujesz się że to mafia. Że dziecko jest na narkotykach i tak naprawdę powinna się tym zająć policja.
Czujesz złość, wściekłość, czujesz się oszukany.
Mam świadomość, że jest to ułamek tego co wiem nt. pomagania ludziom, ale takich sytuacji jest mnóstwo.
Jestem tym zmęczona.
Kolejnymi prośbami o pieniądze, które mają ratować życie. Najlepiej „sprzedają się” dzieci – im bardziej „popsute” tym lepiej. Więcej pieniędzy na leczenie, na życie, na wszystko. Dobrze sprzedają się też osoby bardzo upośledzone przez los, powykręcane z dodatkowym oprzyrządowanie, im bardziej widać, tym żal większy.
Czy mamy prawo być na to nieczuli – czy mamy prawo przechodzić obojętnie, nawet jeśli wiemy o takich sprawach?
Czy mamy prawo być na to nieczuli – czy mamy prawo przechodzić obojętnie, nawet jeśli wiemy o takich sprawach?
Takie osoby jak ja, czyli 30+ nie mają szans na uzyskanie, ani wsparcia od państwa, ani od ludzi. Nie jestem wystarczająco popsuta, żeby się dobrze sprzedać i poza nadwaga i wózkiem nic mi nie dolega na pierwszy rzut oka. Na pomoc od państwa nie mam co liczyć, bo pracuję (wkurza mnie bezczynność i zbijanie bąków) i jeśli dostanę dofinansowanie do niezbędnego mi sprzętu to będzie ono minimalne.
Mniej więcej 16 lat temu kupiłam elektryczny wózek inwalidzki z dofinansowaniem z PFRON-u (Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych) – niestety przez te 16 lat nie udało mi się uzbierać na nowy, ten już mi się psuje. Program na wózki elektryczne został zamknięty przez PFRON i nie ma szansy na pożyczkę z banku – bo takich kredytów się nie udziela.
I teraz stoję przed dylematem, czy wyciągnąć rękę do ludzi tak jak Ci, których nie toleruję, czy jeździć dopóki będę mogła na tym wózku który mam, licząc na to, że nie stanę na środku ulicy i że nic mi się na nim nie stanie na skutek awarii 🙂
I chyba zostanę przy tej drugiej wersji, gdyż jeśli moją prośbę o wsparcie przeczyta ktoś tak zblazowany pomaganiem jak ja – to wzbudzę tylko złość i podniosę poziom zobojętnienia.
Jakoś to będzie, wymyślę coś 🙂
Jakoś to będzie, wymyślę coś 🙂
Bo przecież wszystko jest możliwe prawda? 🙂
obejrzyjcie filmik 🙂 NIEMOŻLIWE? NO CO WY – PRZECIEŻ ON TO ROBI!!
DOPISANE
Krysiu 🙂 jestem emocjonalna, ale nad tym wpisem myślałam trochę i nie napisałabym go inaczej innego dnia, ale jeśli sugerujesz, że pisząc go byłam pełna żalu itp. to nie.
To zdanie mam od zawsze, ale to nie przeszkadza mi w pomaganiu, tylko że robię to trochę inaczej. Tak jak napisała Klaudia – pomagam lokalnie.
Owsiak robi bardzo fajną robotę i uważam, że za tą pracę należy się wynagrodzenie i jemu i tym wszystkim wolontariuszom, którzy pomagają. On od lat wyręcza państwo w działaniu. To co zapewnia on powinno robić państwo – specjalistyczny sprzęt, pomoc starszym. Kibicuję mu od pierwszej orkiestry 🙂
Teraz pracuję z ludźmi chorymi na Alzheimera i wiem jak to wygląda od strony starszych ludzi. Nie ma, żadnego systemowego programu wsparcia ani dla takich osób, ani dla ich rodzin. Stowarzyszenie, w którym pracuje prowadzi grupę wsparcia dla opiekunów ludzi chorych na Alzheimera – to co oni przeżywają to jest dramat. Zamykają się z chorym w czterech ścianach (bo nie ma ani lekarzy geriatrów, którzy mogliby ich wspomóc, ani przeszkolonych psychologów) i z jednej osoby chorej, a drugiej pełnosprawnej robią się dwie osoby niepełnosprawne, bo opiekunka przychodzi na 2 godziny lub wcale zależy czy kryterium dochodowe jest przekroczone czy nie.
Mnie po prostu wkurza jak fundacje wspierają wyuczoną bezradność ludzi, czy to sprawnych, czy niepełnosprawnych. Wiele razy zdarzyło nam się, że przychodzili do nas ludzie „żebrząc” na swoje niby niepełnosprawne dzieci, a kiedy dopytywaliśmy czy dziecko korzysta z np. darmowej rehabilitacji, dofinansowania do sprzętu – uciekali.

Od momentu kiedy matki niepełnosprawnych dzieci zaczęły walczyć o prawa do zasiłku dla siebie moje zdanie się nie zmieniło.
Pieniądze powinny iść na dzieci, czyli dziecko do placówki, która się nim zaopiekuje – do przystosowanej szkoły – gdzie jest nauczyciel wspierający i pani która mu pomoże. Pomoc jest potrzebna czy to w toalecie, jeśli ze szkoły już wyrosło to do domu dziennego pobytu, gdzie będzie się dalej rozwijać, a matka do pracy. Moim zdaniem byłoby to zdrowsze i dla matki i dla dziecka. Zmiana środowiska, uspołecznianie obu stron, a nie kiszenie się w swojej „biedzie” przez lata.
To nie jest dla nikogo zdrowe – wiele takich „dzieci” jest już pełnoletnich i nadal przez matki jest traktowane jak dzieci – bez prawa do znajomych, do używek o seksie nawet nie wspominam.
I to że matka mi powie iż nikt tak dobrze się nie zajmie jej dzieckiem jak ona sama – ma rację, ale też dziecko i ONA powinny mieć prawo do posiadania INNYCH przyjaciół i znajomych poza sobą. „Dziecko niepełnosprawne” musi nauczyć się prosić i dziękować za okazaną pomoc – niestety takie są realia, bycie niepełnosprawnym uczy pokory. Matka kiedyś umrze, a pozostawione samo sobie dziecko nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować w świecie. Ono uważa, że wszystko mu się należy, gdyż tak zostało przyzwyczajone przez lata, że nie zdążyło pomyśleć, a mama spełniała jego życzenia.
Paranoją jest obecna sytuacja, gdzie matka niepełnosprawnej osoby nie idzie do pracy, bo straci zasiłek.
Kurde, a jak dziecko umrze? Bez doświadczenia w zawodzie, często z zniszczonym zdrowiem – co dalej ma robić?
Pracowałam przez kilka lat z takimi „dziećmi”, które tylko oczekiwały, bo tak zostały nauczone i uwierz mi to była droga przez mękę aczkolwiek bardzo satysfakcjonująca. Inną sprawą jest to, że matki zdrowych dzieci tak samo postępują i tez „produkują” życiowe kaleki.
Wiem, że ktoś w okolicy potrzebuje pomocy, robię wszystko żeby go wspomóc i nie tylko ja ale też mój mąż, moja rodzina. I mam zasadę, pomagam tym, którzy chcą sobie pomóc. Jeśli widzę, że np. ktoś nie ma pieniędzy na np. nowy komputer, a jest mu potrzebny po to żeby np. podjąć pracę, czy żeby dziecko mogło się rozwijać (tak komputer może wspomagać rozwój) to wraz z mężem szukamy części, z których on składa działający sprzęt. Jeśli ktoś nie wie jak szukać pracy – pomagam mu, szukam, podsyłam linki, poprawiam cv, listy motywacyjne itp. Jak widzę grajków na ulicy, zawsze rzucę im parę złotych – oni coś dają, umilają mi przejście ulicą swoją muzyką, często poprawiają mi humor.
Ale jeśli ktoś wyciąga tylko rękę nie dając nic od siebie – nie pomagam.

Ja staram się pomagać, ale ostatnio zauważyłam, że ktoś wykorzystuje naiwność innych i to strasznie mi się nie spodobało! Ale jak tylko mogę to staram się i wiem, że pomoc to nie zawsze dawanie pieniędzy.
Ja pomagam jeżeli wiem na co to idzie. Jeżeli wiem na pewno. I jeżeli jestem w stanie pomóc. Bo niestety ale, nie można pomóc wszystkim. Smutne jest to, że płacimy podatki, państwo co rusz nam coś zabiera i chce coraz więcej, a jak czegoś nam zabraknie to się wypina i znikąd pomocy.
Nie sposób nie zgodzić się z tym, co piszesz. Jednak…ja pomagam. Mimo wszystko i wbrew wszystkiemu. Nie umiem stać obojętnie, jeśli widzę potrzebujących. Staram się w miarę możliwości weryfikować czy ktoś faktycznie potrzebuje pomocy, czy jest zwyczajnym naciągaczem. Nie zawsze się jednak da.
Mimo to nie wolno nam przechodzić obok obojętnie.
Ja też pomagam choć działaliśmy w szlachetnej paczce i na fundacje lokalne też daję bo po co mam dawać fundacji TVN która na samą reklamę przeznaczy dużo bo nie wszystko. Zrobię to co mogę dam grosza na WOŚP choć wiem, że nie cała suma idzie na te dzieciaki. Wezmę tak jak ostatnio udział w wiejskim festynie byle pomóc. Co do żebraków to oni są u mnie wyjątkami studiując na UJ napatrzyłam się ile to ściemy i nie daję
Pozdrawiam ciepło 🙂
widzisz, od kilku dni nie mogę się pozbyć zdania, które tłucze się po mojej głowie, że czasem najwięcej robimy dla siebie, robiąc coś dla innych…i nie zgadzam się z tym co napisałaś, bo trzeba pomagać, jeśli możemy pomóc…i wolę, żeby mnie oszukano, niż żeby potrzebujący poczuł się odrzucony/niepotrzebny…nie ufam fundacjom, rzadko daję grosz żebrzącym na ulicach, ale Jurkowi Owsiakowi powierzyłabym ostatni grosz…i wspieram szlachetną paczkę…myślę, że innego dnia napisałabyś na ten zupełnie co innego…a może się mylę?
Rene też mam takie dylematy, bo na przykład uczciwie z mężem pracując płacę tak duże koszta życia:wynajem mieszkania, opłaty że muszę się nagimnastykować by na wszystko starczyło, a oczywiście nie żyjemy ponad stan, a za "bogaci" na jakąkolwiek pomoc jesteśmy… uroki dzisiejszych czasów. Co do pomagania, mam tak jak Ty czasem już nie wiem w które intencje wierzyć. Staram się kupować jedzenie, kasy nie daję po tym jak ćpun na centralnym poszedł i wbił sobie coś w żyłę po moim wsparciu.. P.S Koleś wymiata pięknie celuje do kosa 🙂 A my i tak będziemy pomagać bo takie ju ż jesteśmy, prawda ?:)
Krysiu odpowiedziałam Ci w poście u góry 🙂 bo strasznie dużo tego wyszło i chciałabym, żeby inni którzy tu zajrzą tez na to zwrócili uwagę.
Prawda Aniu 🙂 tacy jesteśmy i będziemy pomagać ino z głową 🙂
Klaudia dokładnie 🙂 Za pracę należy się wynagrodzenie zarówno dla Owsiaka jak i dla tej młodzieży, która pracuje w wolontariacie.
I o takie pomaganie mi chodzi. O weryfikację, czy warto – tak jak napisałaś w miarę możliwości.
Dokładnie tak Aniu. Nie można pomóc wszystkim.
Dola 🙂 masz rację czasami wystarczy z dana osobą spędzić trochę czasu, czy też np. posiedzieć z jej chorym dzieckiem, matką a ona niech "odsapnie" – pójdzie na spacer, do fryzjera, złapie oddech.
Ja mam generalnie dużo wątpliwości komu pomagać, komu nie… kto jest szczery, kto nie. Temat ciężki, decyzje ciężkie…
Też staram się pomagać, choć mam świadomość, że mogę zostać oszukana. Czasem jednak serce podpowiada mi zupełnie co innego niż rozum;)
Niestety z tymi przykładami to masz rację. Nadziałam się na takie osoby już wiele razy. Moim zdaniem osoby potrzebujące nie siedzą, leżą, stoją na ulicy. Osoby, którym naprawdę potrzeba najczęściej siedzą cicho i samodzielnie starają się jakoś uzyskać fundusze. Najgorszy jest ten czarny PR, który żebracy robią ogółowi 🙁
Bardzo mądry tekst. Mówisz to co i mnie kołacze się po głowie. Wielokrotnie pomagałam rożnym osobom, a potem wiedziona ciekawością, widziałam co się z moja pomocą stało. Boli mnie oglądanie chorych i niepełnosprawnych dzieci, ale jeszcze bardziej boli mnie gdy czytam lub słyszę, że zostałam oszukana. Że pośrednik wziął większość pieniędzy, że nadwyżka uzyskanych pieniędzy poszła nie na rzecz chorego ale na inne cele.
Teraz nie wiem komu pomóc, dlatego wybieram tak jak Ty "pomoc lokalną".
Pozdrawiam 🙂
Bardzo dobry tekst. Potrzebujących jest mnóstwo…mam podobne odczucia do Twoich dlatego postanowiłam pomagać w swoim otoczeniu…
droga Renato, twój post zbiegł się w czasie z opublikowaną przeze mnie na facebooku prośbą o wsparcie Wojtka Nowaka i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że powstał pod wpływem, musiałaś widzieć moją prośbę, jesteś moją znajomą na fb; nie rozumiem dlaczego rozmawiasz ze mną w formie POLEMIKI, bo i ja uważam, że należy rozsądnie ludziom pomagać, że raczej powinno się dać wędkę niż rybę; są i zawsze będą ludzie, którzy są SKAZANI NA PORAŻKĘ, niezaradni życiowo; co innego wsparcie osoby chorej, wielodzietnej rodziny a co innego narkomana czy alkoholika, często z wyboru; choć i w stosunku do wielodzietnej rodziny można by zadać pytanie, czy nie należałoby się zastanowić nad ilością potomstwa, bo dzieci trzeba wychować, wykształcić i przygotować do życia…a nie tylko spłodzić; powiedziałaś, że jesteś "za mało popsuta", by tobie należała się pomoc…chyba nie w tym rzecz, jesteś INNA, bo zaradna, wykształcona, pracowita…i sama zapewniasz sobie byt; dobrze wiesz, że te cechy nie dotyczą wszystkich; no i jest spora grupa ludzi, to wręcz problem społeczny, ludzi uważających że im się NALEŻY, bo TAK; problem jest bardzo złożony, należy ludzi edukować, tłumaczyć, pokazywać alternatywne rozwiązania…to wymaga czasu, nakładu pracy i …pytanie kto ma to zrobić? najłatwiej zrzucić wszystko na PAŃSTWO i żyć w błogim przekonaniu, że skoro płacę podatki, to już nic nie muszę….a wracając do mojej prośby o zbiórkę pieniędzy dla Wojtka…ZMARŁ W UBIEGŁYM TYGODNIU, nie doczekał pomocy, nie znałam go osobiście…pozdrawiam
Tez tak robię i wtedy przynajmniej sama decyduje czy pomagam komuś leniwe czy tylko wspomagam aktywnych
Mnie już nie boli oglądanie chorych dzieci – znieczulilam się
Dokładnie tak….ci naprawdę potrzebujący siedzą cicho.
Nie zawsze trzeba kierować się rozumem jak ma się jeszcze serce
Takie życie 🙂
Pomoc jest bardzo ciężkim tematem. Ja patrzę na niego z nieco innej perspektywy – mieszkając w mieszkaniu studenckim zbierałyśmy puszki i butelki dla jednego pana, który był bezdomny i je sprzedawał; potem kupowałyśmy mu chleb, wędlinę, wodę. Pamiętam, jak przyniósł nam kwiatka na Dzień Kobiet – takiego zwykłego, polnego, ale miał łzy w oczach, jak go dawał. A kilka lat później koleżanka spotkała go, ubranego już normalnie, dziękował – znalazł pracę, ogarnął życie. Chciał oddawać pieniądze za to, co od nas dostał, ale to nie o pieniądze chodzi, a o zaufanie.
W mojej "tematyce" natomiast – pomoc bezdomnym zwierzętom – problem jest inny. Ludzie się zacietrzewiają, często odcinają od innych, którzy mogą pomóc, z powodu prywatnych animozji. Co więcej, znajduje się całe grono ludzi, także tych prowadzących stowarzyszenia czy fundacje, który pomagają niedbale, tylko dla zaspokojenia potrzeby "sławy" i usłyszenia – "ty to jesteś taki zajebisty, że pomagasz". Ja się od tego odcięłam, pomagam sama tam, gdzie widzę efekty i mogę sprawy dotknąć. Ale działa to na niekorzyść zwierząt, które o pomoc przecież nie proszą, a potrzebują ją wyłącznie z powodu ludzi…
Osobiście nie lubię jak ktoś żebrze. Wiem, że bywają ludzie, którzy po prostu nie mają wyjścia 🙁 ale to jest moim zdaniem straszne. Takimi rzeczami powinny się zajmować właśnie fundacje. Nikt nie powinien tak stać na ulicy. W ogóle nie ufam takim ludziom, bo też byłam świadkiem jak ktoś nazbierał jedzenia za darmo…albo pieniędzy na wódkę…
Widziałam plakaty dotyczące tego problemu, na których było napisane, żeby nie dawać osobom żebrzącym pieniędzy. Było ich bardzo dużo, tylko nie pamiętam, czy to był Kraków, czy Wrocław.
Szczerze Ci współczuję 🙁 i mogę Ci tylko poradzić taką stronkę, na której każdy wpłaca pieniążki, tyle ile chce. Tu przykładowo, zbiórka dla zespołu:
https://wspieram.to/projekt/5222/george-dorn-screams-szosta-pyta
Jeśli coś takiego zrobisz, daj znać 🙂
Dzięki 😉 na razie zreperowany na tyle, ze mogę jeździć 🙂 wiec na razie pomagajmy tym, którzy bardziej tego potrzebują 🙂
Dokładnie… tez wolę pomagać zwierzętom.
Rene, świetny wpis. A Ty jesteś wrażliwą, dobrą i inteligentną kobietą.
Często jest tak że Ci naprawdę potrzebujący (jak Ty) mają opory żeby się z tym zwrócić do innych.
Jest niestety mnóstwo hien które wykorzystują ludzką dobroć/naiwność.
Ja staram się pomagać zawsze-na tyle ile potrafię i nie przez podarowanie pieniędzy-na taką mnie po prostu nie stać.
Ludziom się R nie chce pracować, wysilić, pomyśleć. Taki Owsiak robi mega imprezę by zebrać kasę. Nawet bieg policz się z cukrzycą każdy dostał medal. J trzyma go nadal na pamiątkę. Lepiej wyciągnąć łapę i daj. Każdy powinien pracować i zarobić na swoje potrzeby. Ale i ku temu powinny być stworzone odpowiednie warunki i coraz częściej są. Ale się nie chce. A co do Twojego wózka to chore ,że płacąc składki zdrowotne i to nie małe jest tak beznadziejny dostęp do sprzętu. Pytanie jak to zmienić?
Nie zawsze pomoc oznacza kasę 😉 na szczęście 😉
trzeba więcej zarabiać, albo czekać aż się zestarzeje wtedy może załapię się na jakiś program 😀