Egzamin za łapówkę, to nie jest tak rzadkie jak nam się wydaje.

Pierwszy rok studiów 1995 rok pełni marzeń, dobrych chęci i ideałów. Mamy zajęcia z tajemniczej psychologii. Jak prowadząca pojawia się p. doktor z „Warszawy”. Na pierwszych zajęciach mówi:

Dzieci dzielimy na zdrowe i na nienormalne – przypominam psycholog.

Potem pyta, czy jest ktoś niepełnosprawny na sali. Było nas kilkoro, zgłaszam się.
Pani Doktor: na następnych zajęciach ma pani siedzieć w pierwszej ławce.
Szok, niedowierzanie, jak po co?
Po zajęciach pytam dlaczego, wierzyć mi się nie chce, że została właśnie poddana segregacji z racji niepełnosprawności.
Bo muszę panią widzieć.
Ale ja nie mam problemów ze wzrokiem i słuch też mam dobry.
Nie usiadłam.
Egzamin – przed egzaminem woła naszą starościnę i pokazuje jej katalog, z którego chce prezent.
Starościna nie do końca wie jak się zachować, słucha jej następnie zbieramy się całym rokiem i opowiada co się stało, bo przecież na ten prezent mają się złożyć wszyscy. Jesteśmy w szoku, jednogłośnie nie zgadzamy się na płacenie. Na następne spotkanie – ustalenie szczegółów przekazania prezentów, starościna wzięła ze sobą na świadka koleżankę. Po spotkaniu napisałyśmy pismo do Dziekana o wystąpieniu takiej propozycji, o uzyskaniu korzyści majątkowej.

Pani doktor poszła na zwolnienie lekarskie. Egzamin mieliśmy z kimś innym.

Parę lat później, kolejna psychologia i znowu jako wykładowcę mamy przydzieloną p dr Z. z „Warszawy”. Najpierw szok i niedowierzanie, strach – może to nie ona, może zbieżność nazwisk? Przecież to przestępstwo i już wróciła do wykonywania zawodu? Przecież nie możemy i nie chcemy mieć z nią zajęć. Znowu pismo, powoływanie się na poprzednia sytuację. Zmienili wykładowcę, zajęcia mieliśmy z kimś innym.
Proceder nadal trwa, 16 stycznia 2016 roku. Egzamin za łapówkę. Perfumy za obronę pracy magisterskiej, ciekawe kiedy pani dr hab. prof. nadzw.  wróci do pracy. Po roku? po dwóch?

A dziś. 2016 rok obejrzyjcie sami – UPH Siedlce, egzamin za łapówkę.

Prawie wszyscy studenci o tym wiedzą, ludzie na mieście o tym wiedzą, ekspedientki w perfumerii o tym wiedzą – a Państwo (Uczelnia) o tym nie wiecie. – Rafał Stangreciak – reporter

Kiedyś nie było tak popularne nagrywanie, a szkoda, bo tym słabszym rzadko kiedy się wierzy na słowo.