tajemne
Ludzie ze swoją prywatnością, a raczej brakiem prywatności przesadzają od zawsze i to że pojawił się internet to tylko zwiększyło skalę ekshibicjonizmu.

Od razu piszę, że nie jestem przeciwniczką internetu, czy też całej tej społecznościówki, kiedyś w czasach bez internetu tez można było spokojnie zaobserwować zachowania ekshibicjonistyczne.

Ja zawsze byłam dość undergroundowa, wynikało to z tego, że jak miałam naście lat, to każdy taki był. Szukaliśmy swojej drogi w blokowiskach, nawzajem uczyliśmy się życia.

Wyrośliśmy na nowej fali słuchaliśmy Armii i The Clash, nosiliśmy włosy stawiane na cukier, spodnie gumki lub zwężane ręcznie dżinsy. W sklepach nie było odjazdowych ciuchów, a jak już się coś trafiało to ceny były zaporowe. Ciuchy robiło się z tego co się miało, podkradało się ojcu swetry, malowało bluzki, szyło samemu sukienki, lub spódnice itp.

Kto miał tak samo pamięta, kto nie miał ciężko będzie wyjaśnić.

Poszłam na pierwszy rok studiów i zalała mnie inność masówka katalogów z kosmetykami – dziewczyny przeglądały kupowały wymieniały się poradami kosmetycznymi, ten katalog fajniejszy.

Cóż to jak nie obecne blogi urodowe.

Następnie na drugim i trzecim roku studiów szukały sukien ślubnych, ta już wyszła za mąż, ta jeszcze nie, ta poczeka chwile, ta szuka chłopaka, ale już zapisuje numer do superfajnego zespołu, sali, krawcowej itp.  – blogi ślubne – poradnicze, strony na fb

4 i 5 rok no cóż oglądanie zdjęć ze ślubu, po ślubie w trakcie itp. – facebook, instagram, blogi. Do tego pojawiły się już brzuszki – co jeść czego nie jeść – panika na psychologii rozwojowej. Następnie zdjęcia dzieci, pierwszy ząbek, kupka, pierwszy krok. – blogi facebook, instagram.

Pamiętam swój pierwszy blog, który prowadziłam i (prowadzę) od 2004 roku był całkiem inny niż ten.

Ludzie podpisywali się nikami (no tak jak teraz), ale nie było przekierowania do profilu na fb, nikt go nie lustrował, zanim dodał Cię do znajomych, straciliśmy anonimowość, tajemniczość, pozbyliśmy się prywatności i wyobraźni na własną prośbę.

Kiedyś rzadkością były osobiste zdjęcia (zdarzały się takie blogi) umieszczone na blogu. Pamiętam to zastanawianie się czy dany nick oznacza kobietę czy mężczyznę. Z tamtych czasów pozostały mi dwie wierne koleżanki i jeden kolega 😉

Ludzie się nie zmienili, zmieniły się narzędzia i zmniejszył się dystans… a ja tak naprawdę tego nie lubię.

Nie umiem mówić o sobie, swoim życiu obcym osobom, muszę się „zapoznać”. Wszystkie wpisy, w których pokazuję trochę siebie, tego jak żyję, głęboko przeżywam. Nie jest dla mnie łatwe epatować niepełnosprawnością wśród pięknych, zdrowych i zadowolonych z życia blogerek. Przedrzeć się przez zasłonę jaką stworzyły niepełnosprawnym media, wizerunku człowieka, który nie ma nic do zaoferowania poza dziękuję.