Kobiecość i męskość, poczucie seksualności, poczucie bycia piękną – jesteś piękna jak w to wierzysz.

Nie, to nie będzie wpis motywacyjny, sama takich wpisów nie cierpię, tak samo jak nie cierpię określenia, że mogę wszystko, jeśli tylko zechcę. Nie mogę wszystkiego. Nic nie zmieni tego, że jestem chora, że świat wokoło jest bardziej niedostępny niż dostępny – nic. To że będę stała przed schodami z super optymistycznym nastawieniem ani moje nastawienie, ani optymizm, ani wiara nie zrobią ze schodów windy. Wierzę, że na wszystko przychodzi czas. Na każda najmniejszą rzecz, o której marzysz. Oczywiście musisz działać, samo nic się nie zrobi, chyba że przykurcze.

Ważne jest żeby po prostu żyć.
Dawać życiu i brać z życia tyle ile się da.

Ważne jest żeby po prostu żyć.

Mimo całej mojej zajebistości, gdzieś tam w środku mam – chciałabym napisać miałam, ale to jeszcze nie teraz, teraz jeszcze mam kompleksy. Wiesz co? i chyba zawsze je mieć będę, bo one uczą pokory. Walczę z nimi, walczę z lenistwem i z tym że często sensu w życiu mi brak. Walczę codziennie o to żeby wstać i po prostu żyć. Ale nie o tym dziś. Wracam do poczucia piękna.

Ważne jest żeby po prostu żyć.

Nigdy nie uważałam się za super laskę, ale kiedyś było zdecydowanie lepiej niż teraz jak jest mnie dużo więcej i paradoksalnie teraz zdecydowałam się na sesję zdjęciową, której nigdy wcześniej nie miałam. No dobra miałam jedną, ale wyszła koszmarnie więc się nie liczy.

Przypadkiem, tak, bo najlepsze rzeczy dzieją się przypadkiem. Spotkałam Anię, robiła zdjęcia na firmowej imprezie. Ja na tej imprezie byłam bez makijażu, bez ułożonych włosów – jak to na pikniku – normalna ja.  Robiła zdjęcia, wszędzie jej było pełno, zarażałam uśmiechem i bardzo, ale to bardzo spodobało mi się to jak widzi mnie Ania. Tak bardzo, że zaryzykowałam sesję. Ja się denerwowałam, Ania pewnie mniej. Szukałam inspiracji, pomysłów, ale  momencie dostania po oczach lampami – wyparowało z głowy wszystko. Pomysły, które miałam wyszły tragicznie, połowę zapomniałam. Ania się starała, jej mąż Radek się starał, mój mąż też. Żałuję, że zapomniałam okularów – wyszłoby kilka „nauczycielskich” ujęć, paru koncepcji, niemniej jednak to co zostało utrwalone jest ładne.

Ania z Radkiem potrafili tak rozluźnić atmosferę, że byłam w stanie w miarę, (w miarę piszę, bo pamiętasz, że to moja pierwsza sesja prawda?) normalnie się zachowywać przed obiektywem – dziękuję.

Tekst ilustrują zdjęcia właśnie z tej sesji. Jest ich więcej, ale to pokażę później 🙂

Ważne jest żeby po prostu żyć.

Ta sesja doskonale pokazuje, że dobry fotograf może zdziałać cuda.

zdjęcia: Foto-Gra Anna Harasim

makijaż: Lucynka

włosy: Moja najkochańsza Agu, która biegła bladym świtem coby mi ułożyć kudłów moich moc.

stylizacja: ja!