Nie da się zautomatyzować relacji międzyludzkich w mediach społecznościowych.

Czynnik ludzki ma znaczenie, jeśli uwierzyłeś, że jest inaczej – jesteś w błędzie i sam o tym jeszcze nie wiesz.

W socjalmediach nie ma drogi na skróty

Internet zalewa nas cudownościami, na których szanujący się bloger MUSI BYĆ instagram, pintersttwitter, snapchat, linkedin, youtoube no i Facebook.

Zaistnienie na tych wszystkich platformach powoduje, że czas przeznaczony na blogowanie kurczy się, a gdzie znaleźć czas na pracę zarobkową, na życie off-line, czy też na sen.

W związku z tym każdy z nas (no dobra większość – nie uogólniać pierwsza zasada pisania do ludzi) szuka rozwiązań, ułatwień, chce zaoszczędzić czas używając aplikacji, które za niego będą podtrzymywać aktywność w socjalach. I po odnalezieniu takiego cuda jaramy się, najpierw tym że to znaleźliśmy, potem że działa, a później, że ludzie są na tyle gupi, że łykają takie „kwiatki”.

Klikalność nam rośnie i jest pięknie.

Otóż nie łykają. Uświadomcie sobie, że ludź do którego piszesz nie jest „głópi”, ba jest zazwyczaj bardzo bystry, bo przecież tak jak Ty działa w tej samej branży i na tych samych platformach. Bardzo niewielki odsetek ludzi czytających Cię nie bloguje, bądź nie działa w socjalach – musi działać, bo przecież tam Cię znalazł. Oczywista oczywistość.

W socjalmediach nie ma drogi na skróty

Znacie to, pojawia się jakiś profil na FB i w ciągu miesiąca ma 3 razy tyle lubisiów niż Ty. To samo na insta i na innych – zachodzisz w głowę, jak oni to robią?

Otóż odpowiedź jest jedna. Jeśli pod ich postami nie ma aktywności – czytaj sensownych komentarzy w liczbie chociaż 10% tego co mają oznaczone jako ilość lubisiów to wiedz, że kupili sobie polubienia. Przykro mi, że pozbawiłam Cię złudzeń. Istnieją tacy, którzy zamiast cierpliwie stosować szantaż emocjonalny wśród znajomych, angażować się w komcie za komcie,  po prostu kupują czyjś kciuk do góry. Tak, można tego dokonać, tak, to działa! To znaczy, że możesz sobie dokupić subów na YT, polubienia posta, followersów też możesz.

Nie możesz kupić komentarzy budujących relacje – nie wymyślono jeszcze takiego boota.

Testowałam rożne apki i polepszacze na przykład takie które z automatu wrzucają stare posty na tweeta tudzież inne platformy. Testowałam program, który obsługuje za Ciebie insta, serduszkuje za Ciebie i podąża za innymi. W aplikacji, która automatyzuje nasze działania na Instagramie możesz nawet wpisać teksty, które maja się pojawiać w Twoim imieniu na innych profilach.

Fajne prawda? Zajefajne tylko, że one również nie budują relacji, ba… musisz wpisać coś co będzie w miarę neutralne, gdyż nie ma nic gorszego niż przypał z źle napisanego komentarza. Typu na zdjęciu jest nagrobek, a program za Ciebie dodaje komentarz w stylu „jakie słodkie” lub coś równie idiotycznego i gównoburza gotowa.

Traktuj innych tak jak chciałbyś być traktowany.

W socjalmediach nie ma drogi na skróty

Jeśli zależy Ci na sensownych czytelnikach, Twojego bloga, takich którzy mają coś do powiedzenia, tak też się zachowuj.

Normalny czytelnik nie łyknie w środku lata notki o przygotowaniu do bożego narodzenia – chyba że to Twój celowy fejk i że reagujesz na komentarze pod takowym wpisem. A Twoja jedyna aktywność na danej platformie to wrzucenie linka do swoich postów przez automat – serio? Wrzucanie linków do bloga, gdzie popadnie nie jest fajną promocją i nie wierz innym, którzy twierdzą że jest inaczej – okłamują Cię.

Dlaczego? Chociażby z jednego najprostszego powodu, popatrz na grupy w których jesteś, ilu znajomych jest z Tobą w rożnych grupach. Co z tego, że grupa liczy 1029201 osób skoro aktywnych jest 100, a z tej setki połowę znasz, przynajmniej kojarzysz i kisisz się z nimi w tych samych treściach z tygodnia na tydzień. To jak wołanie o kasę w tłumie ludzi bez grosza, ktoś tam grosikiem sypnie ale szału nie ma.

Trochę mi zajęło, zanim przekonałam się, że same linki nic nie dają, że odgrzewane posty mogą co najwyżej nabawić nas niestrawności.  Dzięki Pawłowi z Bookworm on the run i Bartkowi z Gender Gosposi wiem, że takie akcje na tweecie to nie przejdą. Trzeba czegoś więcej, żeby mieć fajnych i mądrych czytelników. Sama również nie obserwuję ludzi, u których na ścianie widnieją li jedynie linki do ich osobistych wypocin. 

Każde z socjal mediów ma swoją specyficzną społeczność, ale KAŻDA z nich ma swój rozum i wie gdzie autor się angażuje, a gdzie ma to w nosie.

Nie stosuj bezmyślnie wszystkich poradników jakie znajdziesz w sieci.

Miej świadomość, że możesz co najwyżej stać się materiałem na mem.

W sumie taka popularność też się chyba liczy prawda?