Początek

Ona wie, dokładnie wie co stanie się dziś, jak już ogarnie wszystko, co ma zaplanowane. Pójdzie do sklepu, nie wcześniej, nie później, ale właśnie tuż po tym jak powie sobie, że zasłużyła, że powinna się odstresować, uwolnić głowę. Kupuje z namysłem, długo ogląda, analizuje, czyta etykiety. W końcu podejmuje decyzję, nie kupuje nic oprócz tego. Wchodzi do domu, każdy zajęty swoimi sprawami. Nikt zbytnio nie zwraca na nią uwagi. Wyciąga z szuflady w kuchni korkociąg, chwilę męczy się z korkiem butelki. Otwiera szafkę, bierze z półki kieliszek i napełnia go czerwonym płynem.

Przecież to nic takiego - kobiecy alkoholizm.

Pierwszy łyk.

Przecież to nic takiego, jeden kieliszek wina na dobry sen, dla zdrowotności. Siada przy stole i nawet nie udaje, że czyta położoną tam wcześniej książkę. Siedzi i myśli. O czym? Może o tym co stało się z jej życiem. Jak dopuściła do tego, że zamieniła glany na szpilki, a dredy na koka. Kolejny kieliszek.  Zastanawia się kiedy jej ideały zmieniły się w zasady, a wolność kojarzy jej się li jedynie z kieliszkiem czerwonego wina, a nie realizacją szalonych pomysłów. Dorosła można by rzec, ale to nie do końca to.

Obecne życie odbija jej się czkawką, wywołuje torsje, które zapija czerwonym winem. Chciałaby jak najdłużej pamiętać siebie taką jaką była kiedyś, nieskrępowaną konwenansami, bez zobowiązań, bez obciążeń.  Teraz wszystko jej działa na nerwy, cały ten świat ją przerasta. Co z tego, że ma dom, rodzinę, dobrą pracę, pasje, przyjaciół i grono dobrych znajomych. Przychodzi czas, że musi wcisnąć reset. Nie zna dokładnej przyczyny i patrząc obiektywnie nie ma jej, po prostu codzienność, życie, spełnione i niespełnione marzenia. Nawet nie może z pełną świadomością powiedzieć, że pije bo lubi. Lubi ten stan, euforię, którą czuje, kiedy alkohol zaczyna krążyć we krwi, nie lubi samego aktu picia.  Chęć resetu, przychodzi coraz częściej.

Pijąca kobieta w Polsce skazana jest na ostracyzm.

Ma problem z alkoholem odkąd zaczęła pić. Kiedyś zastanawiała się, czy ma to związek ze znajomymi, czy to obciążenie genetyczne.  Nie potrafi powiedzieć stop. Wydaje się jej, że kontroluje sytuację, że tego kolejnego drinka wchłonie i nic się nie zmieni w postrzeganiu świata. Pije i zalicza kolejny zgon. Rano budzi się i nie wie jak trafiła do łózka. Pamięć podsuwa slajdy wczorajszego dnia, slajdy, które nie mają ładu i składu. Migawki, których nie może poskładać w całość, ustawić chronologicznie.  Sama przed sobą udaje, że nic się takiego nie stało, ale tak naprawdę czuje się z tym źle. Kolejny raz będzie tłumaczyć się mężowi, że znowu zawiodła.

Patrzy w lustro, spuszcza wzrok. Wstyd to czasami najmniejsza cena jaką zapłaci za dobrą zabawę poprzedniego dnia. Zdarza się, że ponosi o wiele większe konsekwencje, dlatego coraz częściej pije w domu, sama, jak już wszyscy zasną. Nie przyjmuje do siebie faktu, że jest alkoholiczką, nie szuka pomocy. Po co? Przecież ma to, jak wszystko, pod kontrolą.

 

Rano budzi się we własnym łóżku i znowu wmawia sobie, że panuje nad tym. Tylko skład pustych butelek uświadamia jej, że to kolejny reset w tym tygodniu. Szybko doprowadza się do porządku, zaciera ślady: te na twarzy i te wokoło. Musi być perfekcyjna, przecież nie może pokazać, że ma kaca. Makijaż na twarz, kok i koniecznie uśmiech, promienieje dzięki najnowszemu serum, którego użyła. I znowu mobilizacja i wiara w to, że nic się nie stało. Chociaż ma świadomość, że cały ten świat ją przerasta.

 

Tak wygląda prawie każda historia kobiecego alkoholizmu.

Problemu, o którym nadal bardzo mało się mówi. W naszym społeczeństwie od lat pokutuje kult picia, ale picia przez mężczyzn. Im się wybacza, łatwiej się ich tłumaczy, rozgrzesza z nałogu. Pijąca kobieta to niewygodny temat, nie wypada, nie mówi się. Pijany mężczyzna wzbudza rozbawienie, zrozumienie, pijana kobieta to zawsze widok godny politowania.

Kobiety piją coraz więcej, coraz częściej, na szczęście coraz mniej się z tym kryją. To dobrze, bo może zostaną zauważone i ktoś będzie chciał im pomóc.

Przecież to nic takiego - kobiecy alkoholizm.