Nie umiem w ludzi, nie umiem być słodką idiotką i udawać, że coś jest czarne jeśli ja to widzę jako białe.
Na szczęście tu za literkami nie widać mojej mimiki, która podobno doskonale mnie zdradza.
Każdy mięsień na mojej twarzy potrafi z taką sama łatwością okazać sympatię jak i niechęć. I żebym nie wiem jak się starała nad tym zapanować, udawać że wszytko jest ok to zdradzają mnie oczy. Znacie te uśmiechy, takie wystudiowane grzeczne i zawsze na miejscu, ale osadzone w twarzy z zimnymi oczami. Oczami do których nie dociera promień uśmiechu.
Bo to jest tak, że z jednymi ludźmi jest nam po prostu po drodze i żeby nam zrobili świństwo najgorsze: czytaj stłukli najulubieńszą filiżankę, czy wypili moje 20 letnie wino sami, to im wybaczymy. Wybaczymy im wszelakie drobne i mniej drobne grzeszki, bo po prostu nadajemy na tych samych falach.
A z innymi?, a z innymi nie. I nie zmieni tego faktu nic, żebyśmy nie wiem jak się starali sobie wytłumaczyć, że są fajni, że wartościowi, że warci uwagi, że same korzyści mieć będziemy z tej znajomości i że oni np. tą kiełbasę to wędzą najlepiej na świecie to nic, nie zaiskrzy i nie da rady nic z tym zrobić.
Ile to ja razy starałam się przekonać do kogoś, bo tak wypada, bo te korzyści, bo wszyscy pozostali „lubiom”. I nic, null, zero.
I niestety z blogerami też tak mam. O ile jestem w stanie polubić kogoś, ot tak za to co pisze, jak pisze i jak kreuje swój wizerunek, to tak samo nie umiem i nie potrafię przemóc się do polubienia kogoś, kto mi po prostu nie pasuje, a powinnam lubić, bo wszyscy lubią.
Uważam, że mam stosunkowo dobra intuicję i nic mnie tak nie wkurza, jeśli okazuje się, że ta intuicja mnie w którymś momencie zawodzi. Kiedy dzieje się tak, że ktoś kogo lubiłam, ceniłam i szanowałam zaczyna wyznawać wartości, których ja nie toleruję. Nie umiem w ludzi, których skali wartości nie potrafię zaakceptować. Odsuwam się od nich powoli – do całkowitego zniknięcia. I zazwyczaj ta osoba nawet tego nie zauważa.
Kiedyś próbowałam udawać, że mnie obchodzą opowiadane po raz setny te same historie, kiedyś potrafiłam wybaczyć, że ktoś tak naprawdę nie chce rady tylko chce mnie opluć swoim jadem i potraktować mnie jak spluwaczkę*. Teraz już nie.

Jak to odróżniłam? Jak wyselekcjonowałam tych, którzy są warci mojej przyjaźni. Tak warci – uważam się za osobę wartościową, jestem wierna, chętna do pomocy, szczodra, dyskretna i ciepła.
Pierwsza podstawowa rzecz którą zweryfikowałam to fakt jak moi „przyjaciele” reagują na moje sukcesy i porażki.
I o ile porażki wyszły jako tako, to sukcesy? Cóż albo zostają przemilczane, albo sprowadzone do poziomu porażki. Bo „przyfarciłam”, bądź okazywało się, że ktoś zna mnie tak słabo, że nie ogarniał, iż to co postrzegam jako sukces, tym sukcesem jest dla mnie faktycznie.
Druga zweryfikowałam częstotliwość kontaktów i ich jakość.
Czy to były niezobowiązujące spotkania, czy odwiedzano mnie „po coś”. Kolejna sprawa dość istotna dla mnie – czy te spotkania odbywały się zawsze u mnie, czy były tzw. rewizyty. Dlaczego to dla mnie istotne? Specyfika mojej pracy powoduje, że często pracuję w domu i czasami mam tego domu serdecznie dość i chciałaby wyjść jeżeli nie do mojego „przyjaciela” to chociaż do publicznego miejsca. Podczas spotkania istotne jest też to ile czasu dajemy sobie na wygadanie się i czy to wygadanie działa w obie strony.
Trzecia to jak podchodzi do mojego kalectwa.
Miałam kiedyś taka sytuację. Wspólne „grupowe” spotkanie na piwo. Została wybrana knajpa, do której teoretycznie dało się zjechać, praktycznie nie dało, bo winda była zamknięta. Został nam ogródek. Usiedliśmy w ogródku zamówiliśmy drinki i rozpadało się totalnie. W skrócie – oni poszli do piwnicy, dokończyć drinki, ja w deszczu wracałam do domu.
To jak zachowuje się przy robieniu wspólnych zdjęć.
Dziwne kryterium? Może i tak, ale dla mnie to istotne, na ile ktoś nie chce stać koło mnie tylko za mną, żeby ukryć defekty, może nawet nie defekty, a brak akceptacji swojego ciała. Takie zdjęcia są tragiczne, ja sama na pierwszym planie, a za mną, za moim wózkiem właściwie grupa chowających się kobiet.
Dlaczego teraz o tym? Bo zbliża się czas świąt, bo zbliża się czas oznaczania na postach świątecznych, wysyłania smsów i kartek. Nie wyznaję zasady, że trzeba wysłać chociaż raz w roku kartkę do znajomych, z którymi nic nas nie łączy. Nie lubię tego. Skoro cały rok nie masz czasu na to żeby się odezwać, to nie uspokoisz swojego sumienia wysyłając mi raz (dwa razy) w roku kartkę lub sms. Nie odpowiadam na takie oznaki „pamięci”, wkurzają mnie one bardziej niż brak kontaktu. Adrian Bysiak napisał w swoim poście o instagramie
Według mnie – śledzenie czegoś, tylko dla jakiejś idei jest głupie.
Cysta prawda, bycie znajomym z kimś tylko dla idei, dlatego że kiedyś się znaliśmy, a teraz nie mamy sobie nic do powiedzenia jest głupie i szkoda na to czasu.

Wiesz….. chciałam Ci powiedzieć żebyś się nie bał powiedzieć „nie” wszystkim toksycznym relacjom, w których jesteś uwikłany. Skasuj z FB tych z którymi nie zamieniłeś przez ostatnie pół roku ani słowa, po co Ci taka relacja? Nie bój się tego co powiedzą inni, oczyść swoje otoczenie z wampirów energetycznych i odeślij ich do specjalisty, który za swoje usługi bierze pieniądze. Nie masz obowiązku być powiernikiem i nie bój się, że zostaniesz sam. Natura nie lubi próżni, miejsce wysysaczy i spluwaczy zapełnią ludzie wartościowi i tacy których interesujesz Ty, a nie to ile czasu możesz poświęcić na jego problemy.
Tego Ci na te święta życzę.
Odwagi w oczyszczeniu przestrzeni wokoło siebie.
*To taka osoba, do której przychodzi się tylko po to żeby się wyżalić i zwierzyć ze swoich problemów. Nie słuchając przy tym spluwaczki. Spluwa się do niej cały swój syf i odchodzi się oczyszczonym. A ona? Ona zostaje z tą toksyczną flegmą i ma ją w sobie i na sobie.
Oj Reniu kolejny świetny tekst! Niestety czasem nie da się kogoś polubić. Ktoś nie zawsze polubi nas. Ale na szczęście są też tacy, którzy będą nas lubili, tych prawdziwych nas, bo sami są prawdziwi i nie zakładają masek. Z blogami mam podobnie przerażają mnie te blogi gdzie wszystkie rozumy zostały zjedzone. Czuję się tam nieswojo. Nic nie jest idealnie, a oni kreują jakiś nieistniejący świat.
Dziękuję Dola za szczere słowa. Ja na takie blogi wchodzę, żeby wyrobić sobie zdanie na ich temat, ale nie wracam. Szkoda mi czasu, żeby przekonywać się czy już nadajemy na tych samych falach 🙂
Też nie wracam, więc jak zobaczę, że muszę skomentować post, bo ktoś nade mną jest w poście gdzieś na jakiejś grupie promującej dla nas to mam ochotę skasować swój komentarz i udawać, że mnie nie było 😀 ale są blogi i ludzie, których z chęcią zaprosiłabym na ciasto i wino ;*
Do mnie zaproszenie nadal aktualne 🙂 :*
Pozbieram się w całość i wpadniemy z Kopernikiem :* Ostrzegam, że chłopakowi buzia się nie zamyka 😉
Umiesz w ludzi. Umiesz prawdziwie i szczerze. <3 Myślę, że najgorzej jest jeśli wampir energetyczny trafi się w rodzinie, o ile obcych można oddalić o tyle bliskich nie zawsze.
Dziękuję Basiu, mam nadzieję, że w nowym roku uda nam się w końcu spotkać na kawie i pogadać tak od serducha – tak wspólnie 🙂
A z rodzinnymi wampirami, też trzeba unikać na tyle na ile się da.
Albo się uodpornić, jeśli nie da się zbytnio unikać. 🙂
Myślę, że spotkanie jest całkiem realne. 🙂 I konieczne. 😀
Zgadzam się z Tobą 🙂 ja już dawno dorosłam do tego, że mam bliskich znajomych niewielu, ale wiem, że zawsze mogę na nich polegać 🙂 właśnie jestem w trakcie kolejnej „selekcji” znajomych wokół siebie 🙂
Ano własnie – tych kilka osób do których możesz zadzwonić w środku nocy i pomogą, wysłuchają. Wiesz, ze możesz ale nie robisz tego, jeśli okoliczności Cię nie zmuszają. 🙂
Dziękuję Dola za szczere słowa. Ja na takie blogi wchodzę, żeby wyrobić sobie zdanie na ich temat, ale nie wracam. Szkoda mi czasu, żeby przekonywać się czy już nadajemy na tych samych falach 🙂
Dziękuję Dola za szczere słowa. Ja na takie blogi wchodzę, żeby wyrobić sobie zdanie na ich temat, ale nie wracam. Szkoda mi czasu, żeby przekonywać się czy już nadajemy na tych samych falach 🙂
Ano własnie – tych kilka osób do których możesz zadzwonić w środku nocy i pomogą, wysłuchają. Wiesz, ze możesz ale nie robisz tego, jeśli okoliczności Cię nie zmuszają. 🙂
Dokładnie też tak mam. Myśle ze to przychodzi z wiekiem, kiedy dostrzegamy w innych wartości które nam są bliskie, a tych do których nie pasujemy zostawiamy gdzies w tyle.
Tak, z wiekiem, ale jest też tak, że często nieświadomie, przez dużą empatię, przyciągamy tych którzy chcą nas wykorzystać.
Dziękuję za ten tekst. Sama ostatnio dużo o tych kwestiach rozmyślałam i nie będę odkrywcza, jeśli powiem, że doszłam do tych samych wniosków co Ty. Nie zliczę, na ile sposobów przećwiczyłam znajomości, gdy ktoś po prostu doił ze mnie jak z krowy. Bo mimo tej całej mojej otoczki, ja gdzieś tam głęboko wierzę w ludzi (naiwna jestem?) i to chyba niczym magnes przyciągało różnej maści wampirki. Z wiekiem nabieram rozumu, a grono ludzi, na których naprawdę mogę polegać, zawęża się. Smutne to trochę, ale częściej wolę towarzystwo moich kotów niż ludzi.
Nie jesteś naiwna Monia 🙂 to super cecha taka wiara w ludzi, ale połączona z ochroną siebie.
Koty są fajne i mruczą 😀
Super wpis. A ja mam na specjalną okazję kołki. Nie tylko osinowe. Tylko zawsze mam dylemat w co wbijać, bo w serce, to zbyt lekka śmierć 😉
może w mózg Paweł? :)) ps. dzięki za pozytywną opinię
Tylko jeśli podejrzany nie był nigdy nawet posądzany po posiadanie mózgu?
Tekst bardzo bliski mojej refleksji na temat przyjaźni, a raczej relacji towarzyskich. W sumie czulam,ze cos takiego pojawi się na twoim blogu. Nie chce tego tutaj rozdmuchiwac, ale intuicyjnie czulam, że cos jest nie tak z ta dobra energia u Ciebie ostatnio. Twoje przemyślenia skłoniły mnie również do pochylenia się nad sobą sama. Myślę,ze od pewnego momentu stałam się bardzo skryta mimo pozornej otwartości na drugiego człowieka. P.s Adrian ma świetne przemyślenia.
Życie Ania, życie raz na górze raz na dole 😉 ale przecież wszystko się niedługo wyprostuje 🙂
Moje oczy również zawsze mnie zdradzają, nie umiem ukryć prawdy. Moje życie samo weryfikuje znajomych, kolegów, przyjaciół. To wszystko bardzo sie u mnie zmieniło, im więcej robię, im bardziej się staram, tym mocniej inne osoby mają ze mną problem. Ja zawsze cieszę się z sukcesów bliskich, bardzo mi przykro, że wiele osób tak nie potrafi…
Justynka 🙂 nie mają z Tobą problemu – uwierz mi. Szukają innej ofiary do wyssania 🙂
Ja również pozbyłem się z mojego życia wielu toksycznych znajomości i wiem, że za każdym razem dobrze zrobiłem. Po co katować się znajomością z ludźmi, dla których drugi człowiek stanowi wartość tylko na tyle, na ile da się go wykorzystać do własnych celów. I którzy lubią i szanują innych tylko wtedy, kiedy mają w tym swój interes. Takich ludzi poznałem niestety mnóstwo. Niestety czasami trzeba pozbyć się problemu i tyle.
Współczuję takiego potraktowania Ciebie w knajpie. Co za banda buców, nigdy bym już później z takimi ludźmi nie chciała wyjść.
Co do „oczyszczenia” relacji, wydaje mi się, że to jedna z oznak dojrzałości. Gdy jesteśmy bardzo młodzi, często zależy nam na to, by wiele osób nas lubiło i akceptowało. Z wiekiem zdajemy sobie sprawę, że ważniejsze jest to, czy to my lubimy kogoś – a nie czy ktoś lubi nas. Popieram zatem ostrą selekcję znajomych!
Co do FB – usunęłam na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy ze 100 osób ze znajomych. Ale nie dlatego, że nie zamieniliśmy słowa przez pół roku, tylko dlatego, że treści, które prezentowali, godziły w moje wartości. Cóż, uważam, że czas nie jest „miernikiem znajomości”. Wydaje mi się, że wartościową znajomość poznamy między innymi po tym, że mimo upływu czasu, dalej można z tą drugą osobą rozmawiać, jakby nie upłynęło go nic a nic.
Nasza znajomość na tym wyjściu się zakończyła. I teraz to ja wybieram miejsce spotkań, tak żebym czuła się w nich komfortowo.
Odnośnie wartości prezentowanych na FB – to chyba temat na osobny wpis. Ile ja ludzi przestałam lubić za to 🙂 po prostu mam inne poczucie humoru 🙂
Współczuję takiego potraktowania Ciebie w knajpie. Co za banda buców, nigdy bym już później z takimi ludźmi nie chciała wyjść.
Co do „oczyszczenia” relacji, wydaje mi się, że to jedna z oznak dojrzałości. Gdy jesteśmy bardzo młodzi, często zależy nam na to, by wiele osób nas lubiło i akceptowało. Z wiekiem zdajemy sobie sprawę, że ważniejsze jest to, czy to my lubimy kogoś – a nie czy ktoś lubi nas. Popieram zatem ostrą selekcję znajomych!
Co do FB – usunęłam na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy ze 100 osób ze znajomych. Ale nie dlatego, że nie zamieniliśmy słowa przez pół roku, tylko dlatego, że treści, które prezentowali, godziły w moje wartości. Cóż, uważam, że czas nie jest „miernikiem znajomości”. Wydaje mi się, że wartościową znajomość poznamy między innymi po tym, że mimo upływu czasu, dalej można z tą drugą osobą rozmawiać, jakby nie upłynęło go nic a nic.
Bardzo dobry wpis! Dobrze jest od czasu do czasu robić sobie taki remanent. Przeanalizować, jakimi ludźmi się otaczamy, ale i jakim my jesteśmy otoczeniem dla drugiej osoby. Czy traktujemy ludzi tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Pewne kwestie, które tu poruszyłaś, zaszokowały mnie. Na przykład chowanie się na zdjęciu za osobą niepełnosprawną. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy zasłaniać w ten sposób jakichś tam swoich defektów. Jeśli się czegoś wstydzę, to po co w ogóle robić zdjęcie? I dlaczego mój komfort miałby być ważniejszy, niż drugiej osoby na zdjęciu? Zdjęcie ma być pamiątką, miłym wspomnieniem utrwalonym na papierze fotograficznym i fajnie, jeśli spoglądając na nie widzi się szczere pozytywne emocje.
No niestety to jest nagminne. Chowają się żeby same wyjść „lepiej”. W pewnym sensie to rozumiem, ale stanie samej w pierwszym rzędzie nie jest fajne i takie jakieś —samotne 🙂 po co więc robić zdjęcia?
Ja też często tracę wiarę w ludzi. Ciężko czasem komuś zaufać jeśli już któryś raz z kolei się „Przejechaliśmy”. Ludzie są różni, ale w głównej mierze są źli. Może pesymistyczne nastawienie, ale taka jest moim zdaniem prawda.
Ajć, faktycznie pesymistycznie. Takie podejście strzeże nas przed kolejnymi rozczarowaniami, ale ja wole wierzyć że ludzie są z natury dobrzy – tylko czasami mają głupie pomysły 🙂
Ja też często tracę wiarę w ludzi. Ciężko czasem komuś zaufać jeśli już któryś raz z kolei się „Przejechaliśmy”. Ludzie są różni, ale w głównej mierze są źli. Może pesymistyczne nastawienie, ale taka jest moim zdaniem prawda.
Też tak mam, że moja twarz mnie zdradza, szczególnie spojrzenie. A od pewnego czasu sama selekcjonuję znajomych. Widzę, że niektóre znajomości po prostu nic mi nie dają. Są, bo są. Mam też znajomych, którzy ewidentnie nie szanują mojego czasu twierdząc, że zawsze powinnam być czasowa, nawet, jak odzywają się na ostatnią chwilę.
Fazę oczyszczania znajomych z toksycznych, dołujących, czy mało życzliwych, choć pozornie ok, mam już za sobą, to przychodzi chyba z wiekiem, z doświadczeniem życiowym, jedni wcześniej do tego się przekonują, drudzy później. I to nie jest tak, że nie dostrzegam wad u tych pozostawionych, a wręcz odwrotnie, mają swój unikalny urok, ważne, że są przeze mnie akceptowane. Natomiast nie chcę mieć do czynienia z ludźmi wiecznie niezadowolonymi z życia, oskarżających innych a zło, które ich spotkało, czy notorycznie atakujących innych.
Oj tez nie lubię takich ludzi, co to potrafią każdy sukces obrócić w porażkę jednym swoim stęknięciem – bądź przynajmniej próbują.
Bardzo prawdziwe i jednocześnie bolesne…Bo chyba każdy ma podobne doświadczenia. Miewałam takich znajomych, którzy zawsze byli, kiedy czegoś potrzebowali, którzy nie mieli problemu przyjechać „na gotowe”, ale dla których problemem było wykazanie się i zorganizowanie czegoś samodzielnie. Argument był prosty – bo Ty umiesz lepiej, ja nie mam do tego ręki…Ech…Nie potrafię sobie wyobrazić, jak można kogoś zostawić w deszczu i iść świetnie się bawić. Sorry za wyrażenie, ale to świnie a nie znajomi.
Napisane „w punkt”. Szczególnie podobała mi się część „uważam się za osobę wartościową”. To jest chyba sedno Twojego podejścia, prawda? Przestańmy być konformistami i przyklejać sobie uśmiech, bo tak trzeba, bo co ludzie powiedzą. Zacznijmy widzieć swoją wartość, doceniać siebie, bądźmy z siebie dumni, bądźmy sobą, świadomie.
Mam ostatnio (przez jakieś ostatnie pół roku) podobną misję. Zadziało się trochę takich rzeczy, które mi otworzyły oczy na relacje wokół mnie i zupełnie tak, jak u Ciebie, niektórzy nawet nie zauważyli, że mnie nie ma. „Cysta prawda, bycie znajomym z kimś tylko dla idei, dlatego że kiedyś się znaliśmy, a teraz nie mamy sobie nic do powiedzenia jest głupie i szkoda na to czasu.” – zgadzam się z tym i podpisuję pod tym zdaniem wszystkimi kończynami. Myślę, że do tego potrzeba też dojrzałości, żeby w końcu stwierdzić, że wolimy swoje własne uszczuplone towarzystwo od kompanii osób, które zostawią Cię na deszczu, bo nie masz możliwości, żeby zjechać z nimi do knajpy na dole (aż mną zatrzęsło, jak to przeczytałam). Dla mnie to też zawsze był problem z kategorii „co jest ze mną nie tak? Dlaczego wszyscy mają znajomych a ja nie?”. Jakiś czas temu zrozumiałam jednak, że to z moim otoczeniem może być coś nie tak, a jedynym sposobem na to, żebym trafiła w końcu na to właściwe jest zajęcie się z większą uwagą samą sobą.
Podziwiam za odwagę i trzymam kciuki za to, żeby zostali w Twoim życiu tylko cudowni i wartościowi ludzie! 🙂
Mam kilku cudownych i wartościowych ludzi, dla których to że mieszkają na pietrze nie jest pretekstem żeby mnie nie zaprosić do siebie. Wiesz i tych kilku mi w zupełności wystarczy. Grałaś kiedyś w Simy? tam nie da się utrzymywać dobrych relacji ze „wszystkimi” 🙂
Odnośnie wyjścia na piwo? Cóż tacy są ludzie – myślą tylko o sobie, zamykają oczy i uciekają.
Grałam, grałam – cóż, to prawda…
O, tak… zgadzam się z Tobą bardzo. Ostatnie trzy lata macierzyństwa oraz ostatnie miesiące mojej diagnozy wyczyściły mi toksycznych znajomych z życia.
Matki to wbrew pozorom najsamotniejsze osoby na świecie.
Pozdrawiam 🙂
Doskonałe rady, które od jakiegoś czasu próbuje już wprowadzić w życie, ale bez większego powodzenia. Jednak bycie „spluwaczką”, nazwanie tego po imieniu, może to jest to czego, dotąd mi brakowało. Dziękuję 🙂
Alez proszę, cieszę się, że chociaż trochę pomogłam 🙂
Buziaki Ewa i dziękuje za te dobre słowa – adres podany 😀
Tak, odciąć „gnijąca rękę i przypalić ranę”. Też jestem tego zdania, trzeba szanować siebie i swój czas SAMEMU, bo nikt tego za nas nie zrobi 🙂
I tak z wiekiem każdy ogranicza swoje kontakty z ludźmi i nie ma w tym nic złego. Po prostu jedne znajomości się sprawdzają a inne niekoniecznie. Nie mówiąc już o tym, że z wiekiem po prostu zaczyna brakować czasu na tłumy znajomych. 🙂
Zaniczka, dobrze gadasz 🙂 Każdy z nas spotyka wielu ludzi na swojej drodze, ale to czy relacja się rozwinie (bądź nie rozpadnie) czy będzie czymś więcej niż sms kopiuj-wklej na święta zależy od obu stron. Pielęgnujmy to co mamy.
/Pozdrawiam,
Szufladopółka
Nie umiem udawać, robić dobrej miny do złej gry, jestem na to zbyt szczera 🙂
A ja tak sobie myślę, że nie zawsze jest łatwo odejść i zakończyć stare znajomości w świecie rzeczywistym. W internecie, na blogach, łatwo jest stwierdzić „tu więcej nie zaglądam”. Ale jak już mam znajomych, z którymi nawet niewiele mnie łączy teraz, to zawsze łączą jakieś wspomnienia. I jakoś głupio mi zerwać znajomość, choćby się nie kleiła i choćby coraz trudniej było znaleźć łączące tematy. Może właśnie teraz ta druga osoba potrzebuje mojej obecności, a za parę lat będę jej potrzebować ja…
dobrze napisałaś trzeba mieć odwagę wyznaczyć swoje własne granice, których potrzebujemy, są dla nas ważne a nie które inni narzucają na nas! niestety wampirów energetycznych jest wielu ale łatwo ich rozpoznać wsłuchując się w swoje ciało 🙂 i trzeba unikać jak ognia, odcinać się i uciekać od nich daleko ! naprawdę nie są nam do niczego potrzebne takie relacje 🙂
Mam identyczni jak Ty, jeśli ktoś mi od początku „nie podejdzie” to nie da rady tego ukryć i choćbym sie nie wiem jsk starała od razu wiem, że z tej znajomości nic nie będzie. Z wiekiem chyba zaczyny odróżniać wartościowe relacje od tych byle jakich. I to chyba dobrze bo najważniejsze to skupić się na pogłębianiu więzi z tymi z którymi chcemy niż tracić czas na osoby, ktore mają nas gdzieś
Dobrze, że potrafisz weryfikować! Mnie czasami zajmuje za dużo czasu załapanie, że nie łączy mnie z kimś chemia. Też krążę i drążę różne tematy w głowie, też myslę, że „nie wypada się zachowywać jakoś, albo wypada pisać na siłę…”. Dobry post, i daje do myślenia. A co do znajomych, którzy poszli do piwnicy dokończyć drinki?!?!?! Nawet nie mam jak tego skomentować. Może te drinki były z uzależniającymi prochami i dlatego nie można było ich zostawić, inaczej żyłki by popękały. 🙂 Nic innego mi nie przychodzi do głowy.
Niestety nie zawsze tak się da. W biznesie oczekuje się podtrzymywania dobrych relacji ze wszystkimi, nawet jeśli prywatnie tych ludzi nie darzysz sympatią.
o rety, jak dobrze czasem odciąć się od tych, z którymi utrzymuje się znajomość pro forma… niektórych dziwi, jak mówię, że robię to dla swojej higieny psychicznej. Szkoda mi czasem niektórych znajomości, ale po kilku latach się okazuje, że każde inaczej dojrzewało i po jakimś czasie jesteśmy sobie prawie obcy, więc na co to komu? Żeby mieć więcej pokemonów na fejsie?
uwolnienie jednego toksycznego związku
spowoduje tylko, że ten drugi będzie podobny
lub nawet gorszy 🙂
Jeśli tak nie jest, to proszę o zdementowanie.
Ci ludzie są po coś w naszym życiu. Tak
tacy nauczyciele.
Istnieje metoda jak tego się pozbyć raz na zawsze…
Ktoś chętny, żeby ją poznać, zastosować?
Gorzej jak taka toksyczna i fałszywa osoba jest Twoją szefową..:/. Ale z resztą się zgadzam- należy odciąć się od ludzi, którzy nic nie wnoszą, a nawet babrają, w naszych życiach.
ps. Po mnie też od razu widać, i też mam tak że albo po prostu „polubuje” albo jest niechęć i nic tego nie zmieni ;).
Ja też kiepsko umiem w ludzi, ale … Nie wiem w sumie, cyz to takie złe. Jakość chyba stawiam ponad ilość. Niektóre relacje rozpadają się same, prawie niezauważalnie i bezboleśnie. I dopiero po czasie widzę, że tak chyba musiało być, że od początku coś w nich nie grało. A inne trwają latami i choć czasem milczymy, czasem się kłócimy, mamy bratnie dusze i wracamy do siebie z takim samym entuzjazmem, jakby ciszy nie było…
Rozumiem Twoje podejście. Czasem mniej znaczy więcej.