Śmierć początkiem - Frankenstein.

Śmierć od wieków fascynowała ludzi.

Czy istnieje coś po? Czy wracamy na ziemię ponownie pod inną postacią? Czy idziemy do Walhalli tudzież Nieba? To trudny i nieprzyjazny temat, szczególnie jak zabiera nam kogoś naprawdę bliskiego. Nie potrafimy się z tym pogodzić, zaklinamy rzeczywistość, a wielu z nas myśli i marzy o powrocie zmarłego. Nie zastanawiamy się nad konsekwencjami, nad tym co by się stało gdyby istniała możliwość przywrócenia zmarłych. Jak byśmy zareagowali na taki nagły powrót naszych ukochanych osób. Czy byliby po tym powrocie sobą? Jak zachowywaliby się i przede wszystkim, czy daliby nam nadal tyle szczęścia co przed śmiercią. Na te i inne pytania od wieków szukano odpowiedzi.

Polemikę powrotu do żywych podjęła Mary Shelley w swojej książce Frankenstein. Chyba każdy z nas zna to nazwisko i kojarzy się nam jednoznacznie – z ożywieniem martwego poskładanego ciała.

Śmierć początkiem - Frankenstein.

Frankensteina znamy zazwyczaj
z ekranizacji filmowych.

No powiedz szczerze przeczytałeś książkę? Myślę, że wątpię. Książka jest delikatnie mówiąc trudna. Dlaczego? Bo jest pisana typowym dla epoki romantyzmu językiem. Te wszystkie zawiłości, epitety, metafory, ta górnolotność przekazu i uduchowienie. Cóż, trzeba się szczerze mówiąc bardzo wczytać w historię, żeby przestać zauważać takie drobiazgi.

Przyznam się, że miałam z tym problem. Wielokrotnie odkładałam książkę z myślą „nie dam rady więcej” no ale romantyzm to nie jest moja ulubiona epoka literacka, więc było mi trudniej. Powróciłam i doczytałam. Stwierdzam z pełną świadomością, że to jedna z piękniejszych książek o człowieku, o emocjach, relacjach, jakie czytałam. To co widziałeś w filmie (nieważne którym) to tylko marne popłuczyny tego co odkryjesz w książce.

Książka została wydana przez In Rock i zawiera oprócz samej powieści, w czystej nieskalanej poprawkami wersji, dodatki, które pomogą nam zrozumieć okoliczności jej powstania. Został w niej zawarty wstęp napisany przez samą Mary Shelley, w którym to wyjaśnia w jaki sposób wpadła na pomysł napisania tak przerażającej książki. Fragment powieści George Gordona Byrona „Pogrzeb”, Opowiadanie Johna Williama Polidori i „Dziennik z Genewy. Opowieści o duchach” Percy Bysshe Shellego. Oprócz wyżej wymienionych tekstów dostajemy też posłowie napisane przez Macieja Płazę o wdzięcznym tytule: „Galwaniczna alchemia i niebyt utracony”. Autor dookreśla w nim okoliczności powstania historii umieszczając ją na osi czasu i ówczesnych zdarzeń, które miały niemały wpływ na napisanie powieści. Oprócz tego dostajemy wspaniałe ilustracje autorstwa Lynd Ward, które swym klimatem podkreślają walory powieści. Dzięki tej powieści Mary jest prekursorką literatury fantastyczno-naukowej.

Śmierć początkiem - Frankenstein.

Sama autorka tak pisze o inspiracji:

Inwencja – trzeba to przyznać z pokorą – nie polega na tworzeniu czegoś z próżni, lecz z chaosu. Wpierw trzeba dostarczyć jej surowca: niechby nawet rzeźbiła w materiach ciemnych, bezkształtnych, nie może powołać do istnienia materii samej w sobie. […]

Inwencja polega na tym, że umie się wykorzystać możliwości dawane przez temat i potrafi się przyoblec w stosowny kształt idee, jakie się w związku z nim nasuwają.

Nie wiem czy istnieje na świecie jakiś dorosły człowiek, który nie wie kim był Frankenstein. Jeśli jakimś dziwnym zrządzeniem losu Ty należysz do tego grona już tłumaczę czego dotyczy książka.

W wielkim skrócie to powieść o stworzeniu potwora-człowieka ze szczątków zmarłych
i ożywieniu go.

Wszystko co jest wcześniej i później to tylko przyczyny i konsekwencje takiego wyboru. Czyli odwieczne pytania o istotę nieśmiertelności. Pokonanie granicy między światem żywych i zmarłych. Poznając historię człowieka-twórcy Wiktora Frankensteina doświadczamy jego chęci do poznania tego co zakazane, tego co dla normalnego człowieka jest świętokradztwem. Z kart książki dowiadujemy się  jak funkcjonował potwór (?) stworzony przez niego. Co go spotkało i jak sobie radził z otaczającym go nieznanym światem. Powieść zadaje pytanie o istotę nieśmiertelności i o istotę człowieczeństwa. Czy samo urodzenie się w tradycyjny sposób zezwala na nazwanie siebie człowiekiem? Co decyduje o naszych wyborach? Jakimi ludźmi jesteśmy, a jakimi chcielibyśmy być? Ile można wybaczyć? Co można zrobić w imię nauki i zaspokojenia ciekawości? Te i inne pytania towarzyszyły mi w czasie czytania. Czy uzyskałam odpowiedź? Na niektóre tak na inne nie.

Czy Frankensteina można nazwać człowiekiem? – o tym zdecydujesz sam po przeczytaniu książki.

Zachęcam do poznania pierwowzoru historii, uwierzcie mi, warto oswoić sposób
w jaki jest napisana by dotrzeć do głębi.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu In Rock.

Mary Shelley
Frankenstein czyli współczesny Prometeusz. 

Ilość stron 352
wydawnictwo Vesper
Tłumaczenie Maciej Płaza
format 140×205 mm