Uwaga Gniot - Woziła, arabskie księżniczki

Przyznam się, że kupiłam bo zainteresowała mnie reklama, bo chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o stosunkach panujących w rodzinach arabskich, a książka obiecywała dużo, dużo więcej.


Rzuciłam się i w połowie książki spostrzegłam, że….nic nowego się nie dowiedziałam.

Autorka opisuje swoje życie w LA i to jak stała się szoferką, następnie zaczyna otaczać swoją pracę tak wielką tajemnicą, że mam wrażenie iż sama o wiele bardziej nakręca się tym co przeżyła, niż czytający.

Napiszę tak.

Niczego nowego nie dowiedziałam się z tej książki. Niczym mnie nie zaskoczyła, nie zaszokowała ani nie odniosłam wrażenia, że autorka robi to z reporterską wręcz dokładnością. Ot po prostu opisała przygodę swojego życia.

Pożaliła się nam jak to jej było ciężko, bo nic nie mogła zjeść w czasie pracy, bo była dyspozycyjna 24h/na dobę. Sorry taka praca. Wystarczyłoby, żeby wcześniej zamiast batonów energetyzujących kupiła sobie owoce i inne zdrowe przekąski czułaby się lepiej.  Parę stron dalej pisze, że służące zabierały ją do hotelu i jadła z nimi posiłki z pięciogwiazdkowej restauracji na koszt rzecz jasna króla. Czyli aż tak źle nie było. Autorka chce być doceniona i podejmuje się załatwienia spraw, których inni nie mogą, bądź najzwyczajniej w świecie nie chcą załatwić. Swoją nadgorliwością pokazuje rodzinie królewskiej, że mogą wszystko. Następnie dziwi ją, że księżniczka chciała 3 ipody teraz już i nie rozumie, że potrzebna jest historia karty kredytowej itp. A skąd niby to dziecko ma o tym wiedzieć? Na co dzień zamknięta w pałacu, teraz wypuszczona między ludzi, na dodatek może ubierać się jak chce i robić co chce. To co chce nie obejmuje przebywania z chłopakami i ludźmi spoza świty królewskiej. Księżniczki dobrze wiedza, że nawet niewinne podejrzenie o to, że zrobiła coś niezgodnego z koranem jest wstanie wykluczyć ją z dostatniego życia. Przestrzegają więc zasad i bawią się jak mogą.

Ta ogromna potrzeba bycia docenionym wyziera na czytelnika z kart książki. Podkreśla, że np. nikt inny nie byłby w stanie załatwić sześćdziesięciu identycznych biustonoszy w stonowanych kolorach i, czego nie ukrywa, liczy na suty napiwek, na zakończenie pracy. To jedyna, albo aż jedyna rzecz, która mnie zainteresowała. Czy było warto tak się poświęcać i tak pracować, czy zapłata będzie sowita?

Nie będę dalej spolerować, bo może jednak ktoś będzie chciał przeczytać tę książkę.