Charlotte Link Ciernista różaTa książka mnie zabolała. Zabolała tym bardziej, że w swojej nieświadomości sięgnęłam po nią zaraz po Głębokich ranach Nele Nelhaus, którą oceniam jaką godną przeczytania.

Wracając do Link, stypa nudna mętna stypa, która ciągnie się przez kolejne kartki i tylko nadzieja na to, że zaraz zacznie się coś dziać powoduje, że przekładamy kolejną kartkę. Rzecz dzieje się we współczesności i w czasach wojennych w mieścinie gdzieś w Normandii.

Opisuje właściwie same zaburzone relacje, między matka a synem, mężczyzną kobietą, kobieta i kobietą.

Tam nie ma nic co byłoby w stanie mnie zatrzymać na dłużej. Niby nic nie ma, a książkę przeczytałam 🙂 Ano tak przeczytałam bo oczekiwałam, że coś się stanie, że coś mnie poruszy, zachwyci… i na tym oczekiwaniu i dawaniu kolejnych szans przeminęła mi cała książka. Historia, która nam opisuje Link jest taka sama jak każda wojenna sytuacja. Zły nazista (który później okazuje się chorym psychicznie człowiekiem – no bo jak to inaczej logicznie wytłumaczyć?, jak to wytłumaczyć tak żeby Ci wrażliwsi zrozumieli), okupowana wioska, jedyną nowością jest tu to, że hitlerowiec nie gwałcił dziewczynki – nie do końca to rozumiem, bo jakoś ten wątek został przez autorkę przyjęty za fakt.

Hitlerowiec znajduje dziewczynkę w domu i postanawia że ona zostanie z nim i jego żoną, będzie udawać ich córkę, i nawet (mimo swojej choroby psychicznej) w obliczu śmierci głodowej nie wyrzuca jej na zbity łeb. Czasami zastanawiam się ile razy jeszcze tematyka wojenno-nazistowsko-obozowo-strasznietraumatyczna będzie wałkowana, i czy komuś uda się jeszcze wycisnąć z niej coś czego do tej pory nie wiemy?  Sporo w niej myślenia życzeniowego i tego że prawdziwa, przyjaźń, uczucie zmieni nawet najgorszą patologię w dobrego człowieka według mnie słabe.

Specjalnie nie piszę za dużo o treści bo wielu jest wielbicieli Link – przekonajcie się sami 🙂