Tydzień Porażki – 5 błędów życiowych.

Home/Poza Kategorią/Przemyślane/Tydzień Porażki – 5 błędów życiowych.

Tydzień Porażki – 5 błędów życiowych.

Zostałam zaproszona do projektu Tydzień Porażki – uczymy mówić o błędach i długo się nie zastanawiałam, bo niby czemu nie?

W czasach kiedy każdy chce być kimś i osiągać sukces bycie osobą, która mówi otwarcie o swoich porażkach jest co najmniej źle widziane. Ja nigdy nie będę taka jak inni. Przyzwyczaiłam się już do tego, że nie zniknę w tłumie, że moja zajebistość przewyższa mnie o głowę.

Więc po marudzić trochę mogę.  No ale jak to tak. Chcę narzekać kiedy wszyscy wkoło podnoszą sobie endorfiny biegając lub ćwiczą jogę. Są pełni entuzjazmu i zarażeni wspólnie wirusem optymizmu. A, no tak. Opowiem Ci o moich porażkach.

Tydzień Porażki - 5 błędów życiowych.

#1 Pierwsza i podstawowa porażka jaka nie dawała mi spać po nocach to ta, że nie urodziłam się chłopcem. Serio? Serio!

Facetom można więcej, pozwala im się na więcej i więcej wybacza. Od maleńkiego chciałam móc tak samo broić jak moi koledzy i nie być za to ukaraną. Nie żebym dostawała jakieś codzienne lania pasem, czy też sznurem (co w latach mojego dziecieństwa było społeczną normą), ale nie raz i nie dwa usłyszałam, bądź grzeczna – jesteś dziewczynką. Jak ja tego bycia dziewczynką nienawidziłam. Tych kokard we włosach, które zawsze się zsuwały z kucyków. Nie znosiłam tych białych podkolanówek, które brudziły się zaraz po nałożeniu i tych sukienek, przeszkadzających w zabawie. Nie cierpiałam „dziewczynce nie wypada”, „uspokój się nie jesteś łobuzem” wrrrr.

Wszystko się zmieniło w okresie dojrzewania, kiedy to zauważyłam, że bycie dziewczynką jest fajne. Uśmiechem i trzepotem rzęs mogę o wiele więcej spsocić niż chłopcy.

Czego mnie to nauczyło?

Szukania atutów w sobie, szukania dobrych stron tam, gdzie wydawać by się mogło, że ich nie uwidzisz. No i przede wszystkim cierpliwości i akceptacji tego czego zmienić nie mogę, bo nie jestem w stanie.

#2 Teraz opowiem Ci o kolejnej porażce. Za dużo umiem i za bardzo się tym chwalę.

Ta porażka odnawia mi się co jakiś czas i niestety nie nauczyłam się jej nie doświadczać. Nie lubię stać w miejscu ani się cofać. Zawsze idę-jadę do przodu. Jak to się objawia. Ano najprościej jak można. Wytyczam sobie nowe cele i je spełniam. I to nie zawsze są jakieś tam ogromniaste rzeczy. Często to drobiazgi począwszy od nauki szydełkowania, a skończywszy na nauce graficznego programu komputerowego. Lubię się rozwijać, poznawać nowe rzeczy, ludzi i uczyć się. Nie potrafię robić stron www? Czytam, szukam, ogarniam. No projektowania od a do z nie jestem w stanie się nauczyć, ale mogę poznać narzędzie, które ułatwi mi stworzenie strony. Nie potrafię ładnie pisać? zaczynam ćwiczyć rękę i kaligrafię.  I tak mam z prawie wszystkim, tylko jest jedno ale. Niestety przyznaję się do swoich talentów.

A nie powinnam tego robić, szczególnie w pracy. Pracodawca bardzo szybko to podchwytuje i to co do tej pory robiłaś ot tak, nagle jest w Twoim zakresie obowiązków. Miałam taką pracę, gdzie byłam zatrudniona na całkiem innym etacie, a robiłam dużo różnych innych rzeczy, które powinni robić specjaliści. Nie zatrudniało się ich, bo jak ja to zrobiłam, było taniej, a moja podstawowa praca leżała i kwiczała, bo nie miałam kiedy jej robić. Ta porażka idzie za mną cale życie, ale powoli zaczynam się uczyć asertywności. Dzięki świadomości, która posiadam, uczę się odmawiania i szanowania swojego wolnego czasu. Przychodzi mi to z wielkim trudem, bo nie lubię nie wiedzieć i nie potrafić, ale staram się.

Tydzień Porażki - 5 błędów życiowych.

#3 porażka to właściwie rozczarowanie. Coaching – ściema total.

Rozczarowanie dotyczyło coachingu. Tak, kiedyś miałam na to parcie totalne. Wierzyłam we wszystko co mi mówiono, do czasu aż przestałam się tym zachłystywać. Pierwsze wow minęło i co się okazało jak spojrzałam na ten cały proces z perspektywy? Otóż to ściema. Totalna ściema. Jesteś w stanie wmówić sobie, że możesz wszystko, że jesteś w stanie, że potrafisz do czasu aż zderzysz się z rzeczywistością. Ja się z tą rzeczywistością zderzyłam dość brutalnie, bo żebym nie wiem jak wierzyła i chciała to ze schodów nie zrobię windy i nie wydostanę/dostanę się tam gdzie chcę bez pomocy ludzi, czy wózka elektrycznego.

Tak wiem wszyscy zwolennicy motywacji zjedzą mnie teraz. Podadzą tysiące argumentów, które ich zdaniem mają realne przełożenie na rzeczywistość. I nie chodzi mi tu o pozytywne myślenie, czy o mierzenie sił na zamiary, tylko o taki żywy siermiężny coaching skierowany do mas. Ja zostanę przy swoim umiarkowanym optymizmie i nie będę udawać że coś jest białe w czarne paski skoro jest na odwrót. Taka porażka zmienia całkowicie Twój światopogląd, nic po takim zderzeniu nie jest już takie samo. Nie docierają do Ciebie teksty, że „ogranicza nas tylko umysł” Serio? powiedz to mi prosto w twarz stojąc ze mną np. przed teatrem do którego nie mogę wejść. Jaką naukę wyniosłam z tej porażki? Tylko i wyłącznie jedną.

Nikt nie będzie wiedział jak to jest być Tobą.

Pomysł na życie musisz znaleźć sama i sama walczyć z przeciwnościami losu.  

#4 porażka dotyczyła moich relacji społecznych.

Tak bardzo chciałam być lubianą, że zgadzałam się na znajomości na które nie miałam ochoty. Ostracyzm społeczny dla kogoś tak lubiącego towarzystwo jak ja jest straszny. Hołdowałam zasadzie im więcej ludzi, którzy Cię znają tym lepiej. Wiecie, gdziekolwiek się pojawisz wszyscy dają Ci dzióbki i z tych dzióbków sobie nawzajem spijamy nektar. Ten etap przechodziłam na studiach. Paczki, grupy, koła zainteresowań, wszędzie mnie było pełno. Nie da się lubić i być lubianym przez wszystkich. Bardzo dobrze jest to pokazane w Simach (kto grał ręka w górę), z tego co pamiętam, dobre relacje można utrzymywać z 5 osobami jednocześnie. Wszystko ponad to już relacje letnie lub bardzo powierzchowne.

Jaką wyniosłam z tego naukę? Nic na siłę. I nie ilość, a jakość. I ta najważniejszą. To że ktoś lubi Ciebie, chce spędzać z Tobą czas nie znaczy, że musisz mu to odwzajemniać. Długo to trwało zanim oczyściłam się ze znajomych, którzy swoim zachowaniem osaczali mnie lub wprawiali w złe samopoczucie. Toksyczność w relacjach to coś czego trzeba się wystrzegać. A jak to poznać? Wsłuchaj się w siebie, tylko Ty wiesz jak bardzo dana jednostka wpływa na stan Twoich nerwów i jak się czujesz po spotkaniu z nią. Jeśli masz ochotę pociąć się szarym mydłem, lub pierwsze co przychodzi Ci do głowy kiedy o nim myślisz to – jaki on biedny. Odpuść sobie. Nie warto tracić energii.

Tydzień Porażki - 5 błędów życiowych.

#5 porażka związana jest z odkładaniem ważnych dla siebie spraw na później

Skończenie studiów psychologicznych to było i jest moje marzenie z pierwszej trójki. Na początku mojej policealnej edukacji odłożyłam wybór tego kierunku z powodu – barier architektonicznych na uczelniach. Studiowałam „coś w zamian, coś innego” To nie jest tak, że jakoś cierpię z powodu bycia pracownikiem socjalnym, ale ten zawód dla osoby na wózku inwalidzkim jest prawie że niewykonalny. Obecnie mogę pracować w zawodzie, dzięki temu że wszystkich podopiecznych mam w jednym miejscu. Wszystko jest pięknie, jeśli  nie muszę opuszczać budynku. Na przykład na załatwienie sprawy w prokuraturze nie mam szans, bo w moim mieście urząd ten umieszczony jest w budynku bez windy. Nie jestem też w stanie wejść do większości budynków opieki społecznej – szczególnie na wsiach. Wybierając kierunek studiów nie wiedziałam jak ciężko będzie mi znaleźć pracę w zawodzie z powodu ograniczeń naszych instytucji. Nie wiem co by było gdybym jednak odważyła się pójść na studia na kompletnie nieprzystosowaną uczelnię. Kilka lat temu próbowałam rozpocząć studia psychologiczne, nazbierałam pieniądze, zaczęliśmy jeździć do Warszawy. I miało być pięknie, ale znowu przeciwności losu spowodowały, że z powodów ode mnie niezależnych musiałam je przerwać.

Czego się nauczyłam. Przede wszystkim tego, żeby żyć tu i teraz*.

Nie mam oczywiście na myśli życia konika polnego z bajki J. de La Fontaine, ale życia z rozsądkiem teraz. Znam zbyt wiele matek, które po urodzeniu dziecka odkładają siebie na potem. Różnie to tłumaczą, począwszy od tego, że nie mają ochoty, a skończywszy na tym, że dziecko jest najważniejsze. Matek, które zamiast wykupić sobie masaż czy pojechać do SPA, kupują kolejną zabawkę dziecku. Znam wielu pracoholików z mojego pokolenia, którzy nie odpoczywają, tylko pracują na swoje lepsze jutro. Pracują w pracy, potem pracują w domu, pracują w weekendy i w święta ku chwale firmy.  A co będzie jak jutro nie nadejdzie?  Żyjemy teraz, pozwólmy sobie na wyjście do kina, wtedy kiedy mamy na to ochotę, na spontaniczny wypad nad morze, zjedzenie deseru z bitą śmietaną czy pójście do opery w której wielu z nas nie było, bo nie wie czy lubi. Pozwól sobie na sprawdzenie czy lubisz.

Żyj teraz, jakby jutra miało nie być 

Tydzień Porażki - 5 błędów życiowych.

 

Jak widzicie wbrew pozorom jestem malkontentką i wychodzi ze mnie melancholijność polska, a amerykański power owszem miewam, czasami.

Podsumowanie

*Z każdego doświadczenia życiowego możesz (o ile chcesz) wyciągnąć naukę. Najlepszą książką na ten temat jaką kiedykolwiek w życiu czytałam jest PolyAnna Eleanor Hodgeman Porter,  ona zastąpi Ci wszystkie podręczniki i kursy motywacyjne 🙂

#tydzienporazki #weekforfailure #blogiKOT

By | 2017-03-29T11:49:45+00:00 Marzec 29th, 2017|Poza Kategorią, Przemyślane|26 komentarzy

About the Author:

Wyobraź sobie kobietę o zaraźliwym uśmiechu i roześmianych oczach, jej rude, długie włosy powiewają na wietrze i niesfornie spadają na twarz. Kobietę dojrzałą na tyle, że wie czego oczekuje od życia, ma jasno ustalone cele, ustabilizowaną pozycję, pracę, dom, ale na tyle dziewczęcą, że wciąż poszukuje nowych inspiracji, zainteresowań, nadal z ciekawością dziecka obserwuje świat i ludzi, a to co widzi i co ją fascynuje opisuje na blogu. Cześć to ja Zaniczka - miło Cię poznać.
  • Anna Szlosek

    Bardzo wartościowy wpis, każdy powinien umieć przyznać się do porażki

  • Ach, jak ja nie lubię słowa „porażka”. Jest takie dołujące :). W moim życiu chyba ich nie ma… To znaczy, że niczego nie żałuję. Miałam parę wpadek, kilka złych wyborów życiowych, jakieś związane z tym traumy, ale dla mnie to lekcje. Zdecydowanie bardziej wolę właśnie tak to określać.

  • grałam w the sims, ale nie miałam pojęcie, że można utrzymywać dobre relacje tylko z 5 osobami. może dlatego, że zawsze bardziej skupiałam się na karierze i pieniądzach 😉 ale spokojnie, w życiu mam na odwrót.

    porażka to takie brzydkie słowo. nie ma w nim nic pozytywnego. a nauka na błędach i powstawanie z upadków jest mega pozytywne.

    staram się żyć pełnią życia. wykorzystywać każdy moment, dbać o teraźniejszość, jednocześnie budując przyszłość. i to jest mega trudne.

    • Na więcej nie starcza Ci normalnie czasu, jak masz prace i takie tam, a codziennie nie dasz rady robić imprez ;D
      Słowa naładowane pejoratywnie trzeba oswajać, żeby przestać się ich bać. Ja tak miałam ze słowem kaleka.

  • Zacisze Lenki

    Piękny i budujący wpis. Podziwiam Cię, że nie rozczulasz się nad porażkami i potrafisz „przekuć” je w sukces.

  • człowiek bez porażki jest jak żołnierz bez karabinu. najważniejsze to nie zamartwiać się tym, że coś nam w życiu nie wyszło i przeć do przodu:)

  • generalnie z motywatorów coachingu jest beka … jednakże są techniki, które wywołują u mnie ciepłe uczucia ale przekonałem się o nich dopiero w momencie ich zastosowania.

  • Nie wypowiem się niestety na temat swoich porażek, bo musiałbym tutaj chyba książkę napisać. Powiem Ci tylko tyle, że niejeden z wymienionych przykładów pasuje do opisu mojej osoby, pomimo, że mam tylko 23 lata 🙂

    • Renata Orłowska

      To napisz :)) porażki Narwanego i jak je przekuć na skuces. 🙂

      • Pomysł zapisany. Dzięki!

  • Kiedyś też żałowałam, że nie urodziłam się chłopcem 😉 Później zrozumiałam, że mogę myśleć jak facet i mieć męskie zainteresowania, będąc przy okazji kobietą w spódnicy, z full mejkapem – i czuję się szczęśliwsza.
    Co do coachingu – hah, to spróbuję ocieplić jego wizerunek! 😉 Tylko żeby nie było – nie traktuje poważnie 90% oszołomów, którzy zwą się kołczami! Bardziej chodzi mi o to, że istnieją pewne techniki negocjacyjne, sprzedażowe i manipulacyjne, które po prostu działają. Nie pytają czy chcemy czy nie, tylko działają. Czysta psychologia społeczna. Myślę, że o nich warto wiedzieć, bo ta świadomość bardzo pomaga odróżnić dobrych kołczów od złych, no i trochę wpływa na jakość życia 😉

    • Renata Orłowska

      Ania 🙂 oczywiście że działają chociażby zasada wzajemności, ale to wyższa szkoła jazdy. Pracowałam w corpo trochę i wiem jak się „manipuluje” ludźmi, zgadzam się na to tylko w dobrej wierze niekoniecznie w sprzedaży czegoś czego kompletnie nie potrzebuje, a Ty dzieki wiedzy udowadniasz mu że może mu się przydać. 😀

      • Ja kiedyś tak brutalnie stwierdziłam, że całe życie jest sprzedażą. „Sprzedajemy się” na rozmowie rekrutacyjnej. Potencjalnemu partnerowi. Nowym znajomym. To całe pokazywanie się od jak najlepszej strony. A pieprzyć to! 😉

  • Martyna Cieslinska

    Bardzo ważne dla samorozwoju jest świadomość swych porażek, jednak trzeba starać się pracować nas dobą i znaleźć pozytywy w codziennym życiu. PS. Tak zawsze narzekałam na to, że nie jestem chłopcem 😀 Pozdrawiam
    Martyna z http://www.wpuszczonawmaliny.blogspot.cpom

    • Renata Orłowska

      Tych porażek mogłoby być jeszcze drugie tyle, ale tamto to już drobiazgi.

      ps. W disgusie dodasz sobie swój blog to po kliknięciu w Twoje imię i nazwisko będzie się przechodzić na Twoją stronę.

  • Z porażkami jest tak, że na początku dają nam po głowie, ale z czasem pozwalają na swojej podstawie wyciągać wnioski. I dlatego są w naszym życiu trudną, lecz jak istotną lekcją.

  • Niestety żyjemy w czasach trwającego nieustannie wyścigu. Zewsząd słychać głosy: dalej, szybciej, więcej, możesz być lepszą wersją samej siebie. Ja uczę się trudnej sztuki opuszczania, lubię te obecną wersję samej siebie i podobnie jak Ty celebruje umiarkowany, ale uważny optymizm

  • Idealna puenta, staram się pamiętać o tym każdego dnia nie oglądać się wstecz 🙂

  • Dystyngowana Panna

    Zazdroszczę Ci takiego dystansu do życia! Ja czasami aż za bardzo przejmuje się głupotami i zapominam co tak naprawdę jest ważne. Czasami moimi priorytetami stają się duperele,a to co ważne idzie w zapomnienie.
    Także lubię się dokształcać,o co tak naprawdę nikt mnie nie podejrzewa (może niekoniecznie dlatego,że jestem blondynką, ale kto wie? Stereotypy nadal mocno się nas trzymają). Zdobywając wiedzę pozbywamy się barier komunikacyjnych, ponieważ stajemy się coraz lepszymi rozmówcami i żyje się też odrobinę łatwiej 🙂

  • Świetny temat o trudnej umiejętności. Pointa idealna – w zasadzie dlaczego nie wrócić do tej książki? 🙂

  • Świetny temat, świetny post, świetnie i dowcipnie napisany. Możesz to sobie z powodzeniem wliczyć w poczet sukcesów. Wielu tym postem pokażesz, że nie są tacy kiepscy jak im się wydaje (bo sobie uświadomią, że każdy ma słabości). Wielu też zacznie się zastanawiać nad swoimi porażkami – do nich ja należę i niektóre mamy, że tak powiem – wspólne. Pozdrawiam cie ciepło gorąca dziewczyno!

  • Ja straciłam 3 lata na znienawidzonych studiach – to dopiero porażka, ale dała mi wiele – usamodzielniłam się, poznałam siebie i to, co chcę robić 🙂

  • Ja porażek mam wiele, pół mojego życia to porażka. Ale nauczyło mnie to bardzo dużo i to jest najważniejsze. Motywuje mnie to by się nie poddawać, skoro nie dałam rady znaczy, że trzeba coś z tym zrobić. Wiem, waleczna jestem. Ps: punkt pierwszy, rozumiem doskonale!

  • Podoba mi się przesłanie Twojego artykułu. Często zdarza nam się o tym zapomnieć, a tak jak mówisz – jutro może nie nadejść.

    Nie zgadzam się tylko odnośnie coachingu. Dla mnie coaching to coś innego niż ,,możesz wszystko”. To raczej pokonaj siebie, swoje granice i stań się najlepszą możliwą wersją siebie.

  • O swoich porażkach mogłabym napisać sagę składającą się z kilku tomów. Trudno zliczyć, ile razy dostałam po dupie – nie mam najmniejszych złudzeń co do tego, że jeszcze nie raz i nie dwa dostanę. Z tym odkładaniem siebie na później to święte słowa – ja konsekwencje tego ponoszę do dziś, staram się to ogarnąć, wiele rzeczy wyprostować, mnóstwo pracy jeszcze przede mną. Niekiedy zastanawiam się czy podołam.

  • Ja miałam tak samo, najwięcej czasu mi zajęło pozbycie się toksycznych ludzi.