Ile siebie pokażę w Internecie, czyli jak rozpoznać uzależnienie od ekshibicjonizmu.

///Ile siebie pokażę w Internecie, czyli jak rozpoznać uzależnienie od ekshibicjonizmu.

Ile siebie pokażę w Internecie, czyli jak rozpoznać uzależnienie od ekshibicjonizmu.

Mam 41 lat i rzec można, że jestem starą wyjadaczką jeśli chodzi o internety.

Swojego pierwszego bloga założyłam w 2004 roku dokładnie na samym jego początku. O czym pisałam? O sobie, ale całkiem inaczej niż teraz. Byłam młodą poszukującą kobieta, która poznawała świat najpełniej jak się dało. Pisałam delikatnie mówiąc enigmatycznie o tym co mnie spotykało lub co sobie fundowałam. Emocje, mnóstwo emocji tych skrytych w najgłębszych zakamarkach mojej duszy. To był pamiętnik, prawdziwy pamiętnik, zapis chwil, ulotnych momentów mojego życia. Nie wahałam się kliknąć przycisk publikuj, bo szanse że ktoś mnie rozpozna były minimalne. Nie bałam się oceny i opinii innych ludzi, byłam prawdziwsza, pełniejsza, byłam ekshibicjonistką emocjonalną.

Minęły lata. Pisałam coraz mniej, coraz niechętnej dzieliłam się tym co czuje.

Przestałam pisać o tym co mi się przydarza na moją własną prośbę lub całkowicie przypadkiem. Nie opowiadałam już o chwilach, które rozwalały mój system wartości w drobny mak, o błędach które popełniałam świadomie wiedząc jakie będą ich konsekwencje. Z notki na notkę robiłam się coraz ostrożniejsza, powściągliwsza i bardziej skryta. W końcu przyszedł taki moment, że przestałam czuć potrzebę dzielenia się tamtymi emocjami ze światem. Nie wiem czy wynikało to z tego, że dorosłam, czy bardziej z tego, że z dnia na dzień traciło się anonimowość i zaczęłam się bać oceny innych. Tak bać się. Jak się zapewne domyślasz moja „czytelność” spadała na łeb na szyję, bo nie było do czego się „doczepić”.

Społeczeństwo bardzo lubi oceniać innych, wyrażać opinię, szczególnie na tematy, o których nie ma zielonego pojęcia. Lubi stać na straży moralności i spokoju domowego ogniska. A z drugiej strony jest żądne krwi i sensacji. Nie chce wypowiadać się na tematy pozytywne, takie które budują dobre relacje. Ono szuka emocji, tych pierwotnych: obrzydzenia, strachu, złości, nienawiści to je ekscytuje, to napędza. Wtedy można komuś dowalić za to, że źle się prowadzi lub chociaż za to, że ma jedną pierś większą od drugiej lub krzywy nos taki jak klamka od zakrystii. Można przez chwilę poczuć się tą lepszą, tą wartościowszą, bo przecież ja nie wstawiam zdjęć z porodu do sieci, nie pokazuje cycków żeby mieć większy fejm, nie publikuję zdjęć …….. <- dowolne wstawić. Ja dobrze się prowadzę i gdzieś umyka to, że oglądając to co robią inni świadomie lub nie, podbijam statystyki i promuję to co niby mnie oburza.

Zapominam, że również napędzam tę spiralę i staję się jednym z gapiów. Nigdy nie rozumiałam tego, że można poprawić sobie humor tym, że ktoś ma gorzej, że można się w taki sposób dowartościować. Często po jakimś osobistym wpisie, w którym poruszam specyfikę mojej choroby, czy życia na wózku elektrycznym dostaję od Was wiadomości prywatne w których piszecie, mniej więcej tak:

Myślałam, że ja mam problemy, ale jak poczytałam Ciebie to zrozumiałam, że moje problemy są niczym.

Nie chcę być dla kogoś takim motywatorem. Nie chcę żeby ktoś patrząc na mnie myślał sobie, o kurwa, ta to dopiero ma przerąbane w życiu.  I chociaż wiem, że tak jest, że dla większości ludzi jestem jakimś dziwnym tworem, i że tak naprawdę nie mają nic złego na myśli pisząc mi takie wiadomości to jednak nie przepadam za czytaniem ich.

Dlaczemu? Pomyśl, jak można na nie sensownie i grzecznie odpowiedzieć? Może tak: Tak mi przykro, że do tej pory byłeś idiotą. lub cieszę się że moje kalectwo Cię podniosło na duchu? lub następnym razem jak będziesz mieć doła wal ja w dym opowiem Ci jak przerąbane mam życie, to się dowartościujesz. 

Coraz częściej zastanawiam się, czy nie za bardzo się odkrywam, czy nie za dużo piszę o sobie? Staram się być obiektywna i taka jaką jestem w realnym świecie dla moich znajomych. Nie piszę o tym jak wygląda naprawdę moje życie, o tym wiedzą tylko najbliżsi. Dlaczego? Bo staram się przedstawiać siebie jak najbardziej wiarygodnie, ale bez wzbudzania litości. To co dla Ciebie jest szokiem, dla mnie jest codziennością. Codziennie zmagamy się z moją niepełnosprawnością i przyjęliśmy ją już jako normalność. Czasami mam wrażenie, że moje intencje zostają odczytane na opak, że kompletnie nie umiem przekazywać swoich myśli.

Niedawno otrzymałam „informację” od mojej dalszej „rodziny”, że: powinnam się wstydzić, że żebrzę o pieniądze na wózek. Nawet nie wiem jak to skomentować, czy wyjaśniać? Najsmutniejsze jest to że zrobiła to osoba, która sama ma niepełnosprawne dziecko i przez wiele lat się go wstydziła. Teraz też rodzeństwo nie umieszcza tej chorej osoby na żadnym z rodzinnych zdjęć, które ma na FB, zachowują się jakby ta osoba nie istniała.

Czy nadal jestem emocjonalną ekshibicjonistką?

Tak, jestem. Zdecydowanie, nadal nią jestem i nadal potrzebuję Ciebie czytelniku do tego żeby funkcjonować w harmonii. Czy będzie mnie tu więcej, tej wzbudzającej litość, i cierpiącej? Nie wiem, na razie trzymam się w kupie, rzadko miewam doły i gorsze dni. Czy kiedyś pod ich wpływem powstanie notka pełna łez? Nie potrafię Ci na to odpowiedzieć.

Piszę o ciekawszych rzeczach niż moje stany emocjonalne i chwile w których użalam się nad sobą. Lubię wiedzieć, że moja opinia ma dla kogoś znaczenie, że motywuję, że inspiruję i daję siłę do życia. Jestem od tego „uzależniona”. Twoje komentarze są dla mnie bardzo ważne, nawet jeśli nie zgadzamy się w postrzeganiu danego tematu. Lubię wiedzieć, że przychodzisz tu dla mnie.

Dziękuję że jesteś 🙂

Poniżej inne teksty napisane w ramach projektu pt: Ile siebie pokażę w Internecie, czyli jak rozpoznać uzależnienie od ekshibicjonizmu. realizowanego przez grupę #blogiKOT:

Podróż na księżyc: Jestem Dinozaurem, nie ekshibicjonistką…

Wariacje nie zawsze na temat: Pokaż twarz! Nie, pokaż cycki!

Piątkowy Kącik Nienawiści dla Ludzkości: 27 rzeczy, których NIGDY się o mnie nie dowiesz

Pociąg do życia: Bloger jak z koziej dupy trąba.

Konfabuła: Mój kot na blogu kuwety nie pokazuje, czyli o ekshibicjonizmie blogowym.

Narwany: Czy na pewno chcesz to opublikować na fejsie?

Powoli. Po prostu: Bez jaj. 

O w morelę: Naturalnie o blogerach, czyli dwa gatunki na jednym terytorium. 

 

 

By | 2017-04-28T05:41:40+00:00 Kwiecień 27th, 2017|Poza Kategorią, Przemyślane|21 komentarzy

About the Author:

Wyobraź sobie kobietę o zaraźliwym uśmiechu i roześmianych oczach, jej rude, długie włosy powiewają na wietrze i niesfornie spadają na twarz. Kobietę dojrzałą na tyle, że wie czego oczekuje od życia, ma jasno ustalone cele, ustabilizowaną pozycję, pracę, dom, ale na tyle dziewczęcą, że wciąż poszukuje nowych inspiracji, zainteresowań, nadal z ciekawością dziecka obserwuje świat i ludzi, a to co widzi i co ją fascynuje opisuje na blogu. Cześć to ja Zaniczka - miło Cię poznać.