Nowy pomysł MEN, edukacyjne getta dla niepełnosprawnych.

Home/Niepełnosprawność, Poza Kategorią, Przemyślane/Nowy pomysł MEN, edukacyjne getta dla niepełnosprawnych.

Nowy pomysł MEN, edukacyjne getta dla niepełnosprawnych.

Nie możemy pozwolić na tworzenie gett. Nowy pomysł MEN na edukacyjne getta dla niepełnosprawnych trzeba zablokować. Żeby osoby niepełnosprawne mogły funkcjonować w społeczeństwie od najmłodszych lat muszą być wychowywane w społeczeństwie.

Miałam przyjemność brać udział we wszystkich formach kształcenia jakie są dostępne w Polsce. Każda z tych form wywarła na mnie swoiste piętno i zachęciła lub zniechęciła do nauki. Uczyłam się w szkole masowej, następnie miałam nauczanie indywidualne, później kształcenie w ośrodku tj. szkoła specjalna, żeby w końcu na studiach doświadczyć – integracji. Byłam uczniem i nauczycielem. Wiem jak z obu stron wygląda kształcenie integracyjne w Polsce. Nie jest doskonałe, ale przebywanie z rówieśnikami jest sto razy lepsze niż wykluczenie przez nauczanie indywidualne w domu.

Szkoła masowa

To jedno z moich najfajniejszych wspomnień i jedna z pierwszych traum. Od zawsze byłam dzieckiem bardzo żywym i towarzyskim. Nigdy się nikogo nie bałam, obcy nie byli dla mnie zagrożeniem, tylko szansą na nową znajomość. Uwielbiałam spotkania rodzinne i zabawy z dziećmi na podwórku. Do przedszkola nie chodziłam, bo nie chciano mnie przyjąć. Pierwsze spotkanie z większą grupą rówieśników zaliczyłam w szkole podstawowej, do której szłam (tak szłam) dumnie wyprostowana z tornistrem i kokardami we włosach. Kadra szkoły wiedziała, że mam problemy z chodzeniem. Zostałam zapisana do klasy mieszczącej się na parterze i tam odbywały się wszystkie lekcje. Mama rano przywoziła mnie rowerem, po lekcjach odbierała. Nie miałam problemów z adaptacją. Chodziłam wolniej, ale za to gadaniem nadrabiałam zaległości.

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nasza wychowawczyni w jednym z pierwszych dni szkoły nie postanowiła iść z całą klasą na spacer do parku. Ja, ze względu na swoją niepełnosprawność, nie byłam w stanie przejść paru kilometrów, żeby znaleźć się w parku. Dlatego zostałam przez nauczycielkę zostawiona w szatni. Bo ona „kaleki nie weźmie”.

To była moja pierwsza trauma jaką przeżyłam dzięki niedostosowanemu systemowi edukacji.

Założę się, że nauczycielka nie widziała w tym nic zdrożnego, zostawiając mnie samą, wciśniętą między wieszaki. Ona musiała zrealizować swój plan, a ja jej do tego planu nie pasowałam. Nie pamiętam ile tam siedziałam, dla mnie to była wieczność. Kiedy w końcu odnalazła mnie mama, zapłakaną i pełną żalu, jeszcze tego samego dnia przepisała mnie do innej klasy, do innej „pani”. Pani Małgosia, tak która była od tej chwili moją wychowawczynią to prawdziwy anioł. Jej klasa mieściła się na piętrze i ona mnie na to piętro wnosiła i pomagała mi zejść. Miałam problem z wchodzeniem po schodach, ze schodzeniem sobie jakoś radziłam. Dyrektor nie przeniósł „klasy tamtej pani” z parteru, bo to była już emerytowana nauczycielka i nie mogła chodzić po schodach. Przez pozostały czas trwania mojej edukacji w klasie 1-3 już nigdy nie poczułam się inna, gorsza, niepotrzebna.

Moja wychowawczyni tłumaczyła klasie, dlaczego słabiej chodzę, dlaczego ona mi pomaga. Ja przez tę klasę zostałam akceptowana, wygłupialiśmy się na przerwach, śmialiśmy i dostosowywaliśmy zabawy tak żebym mogła brać w nich udział. Miałam swoje „psiapsiółki”, spotykałyśmy się po lekcjach i do tej pory z niektórymi utrzymuję kontakt. Niestety klasa czwarta to już zajęcia w różnych salach. Dzięki eksperymentom medycznym, których doświadczyłam, już nie poruszałam się na własnych nogach. Od 9 roku życia musiałam zacząć jeździć na wózku inwalidzkim. Szkoła  w najmniejszym stopniu nie była gotowa na przyjęcie takiej uczennicy.

Wtedy rozpoczął się dla mnie etap nauczania indywidualnego, które odbywało się w domu. 

To był koszmar. Koszmar dla mojej mamy – mieszkanie codziennie musiało być wysprzątane na tip top, koszmar dla mnie, dla mojej siostry. Dlaczego? Otóż, teoretycznie nauczanie miało odbywać się w godzinach porannych – praktycznie wychodziło, jak wychodziło. Wyobraź sobie małe niepełnosprawne dziecko i siedzącego obok nauczyciela. Dziecko, które już zaznało kontaktów z rówieśnikami. Miało już szansę należeć do społeczności klasy z jej plusami i minusami. Wiedziało już co to znaczy że: „może mi się uda dziś nie odpowiedzieć, „zapomniałam zrobić pracę domową, dziś mi się może upiecze”. Teraz nagle znajduje się sam na sam z nauczycielem, który wymaga od niego stuprocentowej uwagi przez 45 minut, czasami więcej, bo „nie robimy dziś przerwy, chcę wcześniej skończyć„.

Przez te 3 lata musiałam być przygotowana w 100 procentach na PRAWIE każdą z lekcji, bo nikt inny za mnie nie odpowie. Musiałam być grzeczna i wyprostowana. I powiem Ci to, nie było takie do końca złe. Gorsi byli nauczyciele, którzy kompletnie olewali swoją robotę i stawiali mi dobre oceny za nic. Przychodzili kiedy mieli na to ochotę, czasami późnym popołudniem, czasami już po dobranocce. Nie przekazywali żadnej wiedzy, ich rola zaczynała i kończyła się na podyktowaniu tematu i notatki. Do tego wszystkiego absorbowali czas mojej rodziny w pogawędki, wtedy kiedy teoretycznie ja miałam zajęcia.

Najgorsze dla mnie było kompletne odcięcie od rówieśników. Nie miałam do kogo się odezwać, czy uśmiechnąć. W przerwach między zajęciami, siedziałam w tym domu sama. Rodzice w pracy, siostra w szkole.  Ten okres mojego kształcenia wspominam najgorzej. Powiem Ci, że nawet popołudniowe spotkania ze znajomymi i odwiedzanie raz na jakiś czas klasy, nie było w stanie zrekompensować mi mojej samotności i poczucia wykluczenia. Nie potrafiłam już budować relacji społecznych z rówieśnikami, byłam taka „stara malutka”. Nie raz płakałam i zastanawiałam się, co ja takiego zrobiłam, że nie mogę być tam z nimi.Nowy pomysł MEN, edukacyjne getta dla niepełnosprawnych.

Na początku ósmej klasy, zaczęłyśmy się z mamą zastanawiać co dalej z tak pięknie rozpoczętym życiem. Chciałam iść do liceum ogólnokształcącego, ale tylko i wyłącznie w szkole z internatem. Nie miałam ochoty fundować sobie kolejnych lat traumy i siedzenia w samotności. Znalazłam szkołę, niestety nie ogólniak, a liceum zawodowe i tak rozpoczęłam życie w

Zespole Szkół Specjalnych z internatem

Internat

Internat Liceum Zawodowego i szkoły zawodowej zajmował całe pierwsze piętro wielkiego budynku, w którym oprócz nas były jeszcze dwa oddziały szpitalne i cała szkoła wraz z pracowniami zawodowymi. To był moloch. Zwykły dzień wyglądał mniej więcej tak: o 6.30 pobudka, toaleta, 7.30 śniadanie. Od 8 do 13.30 lekcje. Obiad  ok 14.00. 14.30 – 16.00 czas wolny – zajęcia z wychowawcami. O 16.00 „odrabianki” do 18.00. O 18.00 kolacja, czas wolny, telewizja, toaleta i cisza nocna o 21.00.

Piętro pierwsze było podzielone na skrzydła: jedno chłopców i drugie dziewcząt. Mogliśmy się spotykać na zajęciach w szkole lub przed telewizorem na korytarzu. Chłopcy mieli zakaz chodzenia do pokoi dziewcząt i na odwrót. Jeśli chciałaś opuścić piętro lub wyjść na teren ośrodka musiałaś meldować się wychowawczyni i prosić o zgodę. Wyjście poza teren ośrodka nie było możliwe, chyba ze w grupie z wychowawcą. Po ukończeniu osiemnastego roku życia mogłeś wystąpić z podaniem o udzielanie tak zwanych „przepustek”, ale zgodę na ten proceder i tak musieli wyrazić rodzice. To nie koniec. Miałeś zgodę rodziców, na samodzielne opuszczanie ośrodka, to jednak nie wystarczało. Jeśli chciałeś u kogoś spędzić noc, musiałeś podać dane i adres tej osoby, a oprócz tego uzyskać zgodę wychowawcy i ordynator.

Tu władzę sprawowali wychowawcy i pielęgniarki. Naczelnym dowodzącym był Ordynator oddziału. Nie zapominaj, że mimo tego iż byłam w szkole z internatem, formalnie był to oddział szpitala. Moje zdrowie było więc na pierwszym miejscu, na drugim nauka. Nie ukrywam, że ten fakt też przemówił za tym, żeby ten przybytek wybrać. Niestety poza łykaniem codziennej dawki wit. C i uciekaniem przed oklepywaniem tyłka spirytusem (Bo wszyscy jeżdżący na wózkach, musieli być oklepywani, taka profilaktyka przeciwodleżynowa. Na szczęście udało mi się wywalczyć zwolnienie z tego przykrego zabiegu, jak już wszystkim udowodniłam, że mam w pośladkach dobre krążenie, bo je czuję), to chyba raz w tygodniu miałam rehabilitację. Wyparłam to przykre wspomnienie.

Szkoła. 

Mieściła się jak już wspomniałam w tym samym budynku. Chodziliśmy na zajęcia w kapciach i tam uczyliśmy się z tak zwanymi „dochodzącymi”. Jak teraz na to patrzę, to chyba były początki integracji w Polsce. Dochodzącymi nazywana była młodzież z okolicznych dzielnic i miasteczek, która uczyła się wraz z nami. Do końca nie wiem na jakich zasadach. Nie wszyscy byli niepełnosprawni w widoczny sposób, niektórzy mieli problemy z zachowaniem i adaptacją w szkołach masowych. Niektórzy byli kompletnie zdrowi, mieli za to „wejścia” i dzięki temu mogli być w szkole. Moja klasa w liceum liczyła 19 osób. Przyznasz, że to luksusowe warunki do nauki. Tak też wydawało się mojej mamie, faktem było jednak to, że w tej szkole realizowano program minimum. W końcu to zawodu mieliśmy się tam nauczyć, a nie wiedzy ogólnej.

Niestety nie do końca byłam dobrze przygotowana do podjęcia nauki na studiach. W szkole panowało przeświadczenie, że to zawodu mamy się uczyć, a nie przygotowywać do dalszego kształcenia. Największą bolączką była nauka języków. Najpierw mieliśmy przez dwa lata tylko niemiecki, potem kolejne dwa tylko angielski. Żaden z tych nauczycieli nie był w stanie nas nauczyć języka na poziomie komunikacyjnym, a co dopiero marzyć o zaawansowanym. Zdałam maturę. Z polskiego na bardzo dobry z historii na dobry i chciałam iść na studia.

I znowu poszukiwania odpowiedniej szkoły, odpowiedniego kierunku i pomysłu na życie. Niestety nie mogłam wybrać tego co chciałam, musiałam dostosować swoje marzenia do istniejących możliwości.

Nauczanie w systemie integracyjnym.

Pójście na studia ze szkoły z internatem to jak wyrzucenie pisklaka z gniazda. Wyobraź sobie. Cztery lata funkcjonujesz w jakimś kompletnym odcięciu od rzeczywistości. Wszystko masz podane, nic nie musisz kupować, o nic martwić. Nie planujesz budżetu, nie zmywasz naczyń, nie myjesz okien itp. Twój byt zapewnia się sam. Jedyną rzeczą jaką robisz samodzielnie jest dbanie o swoją higienę i pranie. W tych krótkich momentach w jakich jesteś w domu, święta i wakacje, stęsknieni rodzice nie pozwalają ci nic robić i nagle bum! Studia. Dostajesz kasę na życie, masz opłacony akademik i nie wiesz co robić. Jak zagospodarować te pieniądze, żeby starczyło na miesiąc? Wiem, że nie ma się czym chwalić, ale idąc na studia nie miałam pojęcia ile kosztuje chleb i mleko. Byłam kompletnie nie przygotowana do samodzielnego życia.

Studia

To zdecydowanie najlepszy etap, jeśli chodzi o mój rozwój społeczny i intelektualny. Trafiłam na uczelnię akurat na samym początku rozwoju integracji w Polsce. Jak grzyby po deszczu powstawały przedszkola, szkoły, uczelnie kształcące w systemie integracyjnym. I wszystko byłoby pięknie gdyby przygotowanie infrastrukturalne szło w parze z przygotowaniem kadry. Nie mam pojęcia, czy ktokolwiek poinformował nauczycieli jak mają się zachować wobec osób niepełnosprawnych. Nie mam pojęcia, czy wiedzieli jakie trudności napotkają na swojej drodze.

Przypominając sobie swoich wykładowców mogę z pełną świadomością powiedzieć, że byli kompletnie nieprzygotowani. Przede wszystkim bali się osób niepełnosprawnych i profilaktycznie chcieli mieć z nimi jak najmniej do czynienia. Pamiętam swoją nauczycielkę od tańca – fakultet. Pozwoliła mi nie chodzić, bo sala w której odbywały się zajęcia była nieprzystosowana, w zamian miałam napisać referat. To było jak policzek. Uczelnia teoretycznie dostosowana, praktycznie niedostosowana plus niedostosowani nauczyciele. Mogłabym Ci przedstawić bardzo wiele takich kwiatków, ale chciałabym podkreślić, że do kształcenia integracyjnego powinny być przygotowane również osoby niepełnosprawne.

To nie jest takie proste zmienić swój światopogląd.Wyobraź sobie jesteś dzieckiem, które kształci się w systemie indywidualnym i masz tak jak ja kilku dobrych nauczycieli i kilku złych – takich którzy stawiają Ci dobre oceny za to, że jesteś. Później przychodzisz do szkoły masowej integracyjnej i okazuje się,  że nie potrafisz się uczyć. Bo o ile sam w sobie jesteś bardzo elokwentny, to wiadomości nie masz żadnych. Potrafisz mówić, ale nie potrafisz odpowiadać na pytania. Wiesz, że coś gdzieś, ale nie do końca wiesz co.

Skąd to wiem? Miałam przyjemność pracować kilkanaście lat w komórce uczelni, która zajmowała się pomocą osobom niepełnosprawnym w studiowaniu. Fachowo nazywało się to wyrównywanie szans. Praktycznie sprowadzało się do przenoszenie zajęć z miejsc niedostępnych do miejsc, gdzie osoby niepełnosprawne ruchowo mogły wejść. Zamienianie egzaminów z ustnych na pisemne lub tłumaczone przez tłumacza języka migowego, z pisemnych na ustne dla osób niewidomych i niedowidzących. Przez siedem lat spotykałam różne jednostki, wiele z nich było prawidłowo zrewalidowane, ale zdarzały się też jednostki roszczeniowe i bardzo jojczące. Miałam też przyjemność uczyć. Uczyłam też osoby niepełnosprawne, które nie wiedzieć czemu myślały, że będą miały u mnie jakieś fory.

Czytając o planach naszego rządu odnośnie powrotu do stanu sprzed prawie trzydziestu lat włos mi się jeży na głowie i nie wierzę, że to może być prawdą.

Lata kształcenia integracyjnego mają zostać przekreślone dzięki nowemu pomysłowi Ministerstwa Edukacji Narodowej.

MEN chce wprowadzić rozporządzenie, w sprawie indywidualnego obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego dzieci i indywidualnego nauczania dzieci i młodzieży.

W projekcie rozporządzenia napisano:

§ 1. Rozporządzenie określa sposób i tryb organizowania indywidualnego obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego dzieci, zwanego dalej „indywidualnym przygotowaniem przedszkolnym”, oraz indywidualnego nauczania dzieci i młodzieży, zwanego dalej „indywidualnym nauczaniem”, których stan zdrowia uniemożliwia lub znacznie utrudnia uczęszczanie odpowiednio do przedszkola, oddziału przedszkolnego w szkole podstawowej, innej formy wychowania przedszkolnego, szkoły podstawowej lub szkoły ponadpodstawowej

Przywracamy segregację z całą mocą tego słowa, bo jak inaczej rozumieć skreślenie § 5.2 z rozporządzenia z 2014 roku, który brzmiał:

§ 5.2. Zajęcia indywidualnego przygotowania przedszkolnego oraz zajęcia indywidualnego nauczania dla dziecka lub ucznia, którego stan zdrowia znacznie utrudnia uczęszczanie do przedszkola, innej formy wychowania przedszkolnego lub szkoły, mogą być organizowane odpowiednio w przedszkolu, innej formie wychowania przedszkolnego lub szkole, jeżeli:

1) w orzeczeniu wskazano możliwość realizacji indywidualnego przygotowania przedszkolnego lub indywidualnego nauczania w pomieszczeniu odpowiednio w przedszkolu, innej formie wychowania przedszkolnego lub szkole;

2) odpowiednio przedszkole, inna forma wychowania przedszkolnego lub szkoła dysponuje pomieszczeniem, w którym mogą odbywać się zajęcia dla tego dziecka lub ucznia.

Ja nauczanie indywidualne w domu miałam tylko trzy lata, ale to były najgorsze lata mojego życia. We wspomnieniach cofam się do tej małej zapłakanej dziewczynki siedzącej samej w domu i wyglądającej przez okno. Przypominam sobie jak nasłuchiwałam kroków, słuchałam, czy ktoś zapuka do moich drzwi. Pamiętam jak, czekałam na każde spotkanie z rówieśnikami, jak bardzo było mi przykro kiedy słuchałam ich opowieści o tym co robili z klasą. Przypominam sobie jak bardzo czułam się wykluczona i gorsza. Wiem jak bardzo ucierpiało poczucie mojej wartości.

Zamiast uczyć nauczycieli, edukować rodziców jak mają sobie radzić z dziećmi z różnymi trudnościami, Państwo chce wydać dekret, w którym popiera zamykanie ich w domach i skazywanie na powolne konanie. Zabierając nauczanie indywidualne ze szkół i przenosząc je ponownie do domów.

Nie zgadzam się z tym, bo wiem jak to jest być dzieckiem nauczanym indywidualnie, nie życzę takich doświadczeń najgorszemu wrogowi.

Podpisz petycję:

 

Rezygnacja z projektu rozporządzenia w sprawie nauczania indywidualnego

By | 2017-05-02T13:34:26+00:00 Kwiecień 28th, 2017|Niepełnosprawność, Poza Kategorią, Przemyślane|42 komentarze

About the Author:

Wyobraź sobie kobietę o zaraźliwym uśmiechu i roześmianych oczach, jej rude, długie włosy powiewają na wietrze i niesfornie spadają na twarz. Kobietę dojrzałą na tyle, że wie czego oczekuje od życia, ma jasno ustalone cele, ustabilizowaną pozycję, pracę, dom, ale na tyle dziewczęcą, że wciąż poszukuje nowych inspiracji, zainteresowań, nadal z ciekawością dziecka obserwuje świat i ludzi, a to co widzi i co ją fascynuje opisuje na blogu. Cześć to ja Zaniczka - miło Cię poznać.
  • Bardzo ważny tekst i głos w sprawie reformy edukacji. Petycja podpisana już wcześniej, ale dziękuję, że uświadomiłaś mi powagę sytuacji. Pozdrawiam serdecznie.

  • Przykre jest, że polityka sprawia, że cofamy się w czasie, zamiast rozwijać. Choć są przypadki, gdzie nauczanie indywidualne byłoby potrzebne, a nawet dałoby wiele więcej, niż to szkolne, to jednak ludziom powinno się zostawić wybór, czy chcą posłać dziecko do tej szkoły czy nie. Spotkałam się już z opinią, że przy nauczaniu indywidualnym jeden z rodziców musiałby być w domu z dzieckiem cały czas, żeby nauczycieli przyjmować. Jakiekolwiek narzucanie jednej słusznej formy jest szkodliwe, a dla osób jak Ty, towarzyskich i chcących do przebywania z innymi będzie przykrym doświadczeniem. Mam nadzieję, że ustawa nie wejdzie w życie.

  • Zadziwiające, że zwykli ludzie doskonale rozumieją temat, zaś uświadamiać trzeba tym, którzy teoretycznie powinni znać się na temacie, bo moc sprawczą tworzenia prawa, a co równie ważne zaufanie od społeczeństwa.

  • Nawet nie miałem pojęcia jak paskudnie wyglądała kiedyś integracja. Ja miałem szczęście doświadczyć klas integracyjnych bez żadnych niemiłych sytuacji. W porównaniu do Twoich szkolnych perypetii to jakiś kosmos i raj na ziemi był. Aż podziwiam samozaparcie po tych kłodach rzuconych pod nogi. Petycja podpisana, walczyć trzeba, choć mam wątpliwości czy rząd tego, niestety, nie oleje.

  • Jud

    Dla mnie chyba każdy kolejny pomysł obecnej władzy w zakresie edukacji jest niedorzeczny… dobrze, że mnie nie dotyczy, ale jednak w jakimś stopniu dociera do każdego z nas. Mam nadzieję, że jeszcze nie wszystko jest przesądzone.

  • pani Mondro

    choć temat jest mi obcy, to na chłopski rozum, wygląda to jak odizolowanie niepełnosprawnych od reszty… niech sobie siedzą cicho, ktoś ich tam czegoś nauczy albo i nie, ale generalnie niech się w ogóle cieszą że ktoś się nimi interesuje… zupełnie jakby niepełnosprawni byli niepełnoprawni :

  • To jest właśnie jeden z przykładów, dlaczego nie lubię polityki anii polityków. Siedzą sobie tacy na tyłku, zarabiają niesamowicie duże pieniądze tylko po to, żeby decydować o losie innych. O ludziach, w sytuacji, których często nawet nie mogą się postawić. Na całe szczęście istnieje coś takiego jak petycja, którą właśnie idę podpisać!

  • Ewa Dratwińska

    Mam nadzieję, że ten chory pomysł nigdy nie wejdzie w życie. To przykre, że ktoś chce na siłę wykluczyć ze społeczeństwa już najmłodszych. A gdzie te dzieciaki będą miały nauczyć się normalnego funkcjonowania w grupie? Zdecydowanie jestem na nie.

  • Aniola Triplets-Adventure

    nie bardzo moge sie co do tego tematu wypowiedziec poniewaz od 20 lat jestem za granica ale 8 klas podstawowki spedzilam w Polsce. Pamietam dziewczynke, ktorej rodzina walczyla o nauczanie indywidualne w domu, dla dobra dziecko, ktore nie potrafilo odnalezc sie w szkolnym swiecie. U niej bylo odwrotnie niz u Ciebie. Takie sprawy powinny byc rozstrzygane bardzo indywidualnie. Podstawowy problem to nauczyciele, ich podejscie do ucznia, nauczania i powolanie do tego zawodu.

  • Prawda jest taka że jak my o siebie nie zadbamy to nikt tego nie zrobi…Władza dba tylko o siebie , swoje zdrowie i kieszenie.

  • Polska robi się naprawdę okropnym krajem do życia 🙁

  • Chodziłam do szkoły integracyjnej i uważam że są one więcej niż potrzebne. Nie tylko po to, jsk to napisałaś, „Żeby osoby niepełnosprawne mogły funkcjonować w społeczeństwie od najmłodszych lat muszą być wychowywane w społeczeństwie”, tylko żeby też społeczeństwo umiało funkcjonować z osobami niepełnosprawnymi

    • Pau oczywiście że tak. Bo każdy z nas jest takim samym człowiekiem. Nie ważne czy mam okulary, niski wzrost, poruszam się o wózku…. Ale ważne co jest w głowie, w sercu…Pzdr Kasia

  • Matko- co ten rząd wyprawia?! Gimnazja na wariata, 5 latki i teraz to?! Idę podpisać petycje!
    ps. Rene- niesamowite jest to, że mimo tak wielu kłód jesteś tak ciepłym, inteligentnym i zaangażowanym w sprawę człowiekiem <3

  • Słysząc kolejne pomysł rządu mam ciarki. Należę do pokolenia, które urodziło się w wolnej Polsce i miało nie doświadczyć PRLu, ale widząc wprowadzane zmiany mam wrażenie, że szykuje się Polsce powtórka z rozrywki.

  • Piękny tekst: odważny, wzruszający, mocny i prawdziwy. Dzięki za Twoją otwartość. Udostępnię u siebie na fanpage’u nich się niesie dalej, bo to, co rząd wymyślił nie jest do zaakceptowania. Pozdrawiam Cię!

    • Dziękuję bardzo za udostępnienie. Niech się wieść niesie, oby jak najwięcej osób podpisało petycję.

  • oceanzone

    Warte uwagi

    • A i owszem, warte szczególnie dla tych kogo to dotyczy.

  • Tomasz Ksobiak

    Na temat pomysłów MEN można by niestety napisać mało optymistyczny elaborat.

    • Jest dokładnie tak jak piszesz. Odkąd Giertych zaczął szaleć co roku jest tylko gorzej.

  • Nie wiedziałam o takim pomyśle. Chore, nawet nie wiem jak to określić. Zresztą dlaczego ten temat jest tak mało nagłaśniany? Oczywiście podpisuję petycję. Dziękuję!!!!!!!!!!!!!! Petycję z podpisem udostępniłam na Twitter hrwdomu.pl Katarzyna

  • Sam jestem nauczycielem i w pełni się z Tobą zgadzam. Co prawda nie miałem zajęć z najmłodszymi, czyli przedszkolaki i podstawówka (poza praktykami na studiach), to od kilku lat mam także nauczania indywidualne. Przydzielane z różnych powodów – przeważnie zdrowotnych, choć nie zawsze. Miałem różne przypadki, ale to najmilej wspominam takiego ucznia. Mimo, że był lekko upośledzony to swoim zainteresowaniem tematu naprawdę „zmuszał” do przygotowania się do zajęć. To nie było wyłożenie tematu na stół tylko dyskusja o danym zagadnieniu. A swoją wiedzą niejednokrotnie przekraczał to, co wiedzieli „zwykli” uczniowie.

  • O ile uważam większą część reform rządowych dotyczących edukacji za poprawną, o tyle ten pomysł jest tak chybiony, jak tylko może być! Podziwiam Twoją twardość charakteru, bo skoro przy tak słabo prowadzonej edukacji jesteś osobą tak wyszkoloną, musiałaś naprawdę wziąć tyłek w troki i nadrabiać wiedzę samodzielnie. Sama jestem pedagogiem specjalnym i wiem, że edukacja domowa jako opcja, którą wybiera się dla osób jej potrzebujących jest ok. Natomiast w Twoim przypadku była to pomyłka i też boję się, że te pomyłki wrócą.

  • Magda

    Temat edukacji osób niepełnosprawny to bardzo trudny temat. Skomplikowany i każdy widzi to inaczej. Jednak ja uważam że każdy ma prawo do edukacji i socjalizacji i bycia z rówieśnikami.

  • Polski system edukacji to jest jednak ułomny.

  • Piotr Szostak

    Nie wiedziałem o tym pomyśle. Zamykanie komukolwiek możliwości wyboru drogi jaką podaży jest złe. Jeżeli chcę się uczyć w domu to mam do tego prawo, ale takie samo jak do nauki w szkole. Pozdrawiam.

  • Mnie się nóż w kieszeni otwiera, jak czytam o tych pomysłach. Bardzo dobry tekst, jak zawsze!

  • Super tekst. Mam nadzieję,że pójdą po rozum do głowy i odejdą od tych pomysłów.

  • Rozumiem, że można nie być we wszystkim orłem, można mieć jakieś
    nietrafione pomysły, ale to co robi obecny rząd jest wyczynem
    niesamowitym – zepsuć przepisy w każdej dziedzinie życia społecznego!

  • System edukacji w Polsce kuleje od lat, ale jak czytam o tego typu pomysłach, to naprawdę nie wiem czy da sie to skomentować przy użyciu kulturalnego słownictwa…

  • Agata Maj Cher

    Nie wyobrażam sobie, by rząd wprowadził coś takiego. Piękny artykuł

  • Kto takie coś wymyśla! W głowie się nie mieści. Każdy sam powinien móc wybrać, w jaki sposób chce się uczyć. Osoba niepełnosprawna nie powinna być z automatu wykluczana.

  • Piękny post, bardzo poruszający, bo szczery i prawdziwy. Zgadzam się z tobą w 100%, dzieci niepełnosprawne nie powinny być odizolowane od swoich rówieśników. Kontakt z innymi dziećmi jest bardzo ważny w rozwoju młodego umysłu. Pomysł MEN-u jest absurdalny. Pozdrawiam! 🙂

  • Antypatycznie.pl

    Przepiękny tekst, przeczytałam od deski do deski jak rzadko. Współczuje Ci ogromnie tej nauki indywidualnej, ja zawsze myślałam, że to super sprawa. Szkoły są nieprzystosowane, ale nie tylko szkoły. Cała infrastruktura jest nieprzystosowana, wiele sklepów, galerii, pociągów, nadal autobusów. Wszystko leży i dopiero powoli raczkuje w tym temacie

  • Chyba trudno się z Tobą nie zgodzić, to skandal taki jak ich pełno, co nie oznacza, że nie ważny.

  • Dee Lukasik

    Wzruszyłam się czytając twoją opowieść i zdecydowanie podpiszę petycję, dla mnie to nieludzkie, co chcą zrobić.

  • Przykre, naprawdę. Traci na tym nie tylko dziecko niepełnosprawne, ale także dzieci pełnosprawne. Przez integrację uczą się życia z innymi ludźmi. Jeżeli będziemy tak segregować społeczeństwo to nic dobrego z tego nie wyjdzie.

  • Miałam indywidualne nauczanie po wypadku, gdy jeździłam na wózku. Czułam się odizolowana, jakbym była jakimś zagrożeniem dla dzieci. Rozumiem, że to były lata 90-te, szkoła nie była przystosowana pod moje potrzeby. W dzisiejszych czasach dziwi mnie ten pomysł, integracja to ważna sprawa byśmy wszyscy zdrowo się rozwijali, wszyscy jesteśmy równi. Myślę, że dzieci, które mają do czynienia z niepełnosprawnymi mają rozwiniętą wrażliwość, więcej rozumieją.

    Wiesz, w ogóle nie mieści mi się to w głowie. Nie rozumiem i wkurza mnie, że można mieć taki chory pomysł. Przecież to krzywdzące dla dzieci, które zmagają się z niepełnosprawnością, dlaczego ktoś chce je odciąć, jakby były czymś złym. Tak to obieram. Dotyka mnie to, nie wyobrażam sobie by ktoś dla mojego dobra zamykał mnie gdzieś, przecież mamy prawo uczestniczyć we wszystkim. To nie pomoże dzieciom, nie uchroni i nie ułatwi im niczego, to zwykłe odbieranie wolności!

  • Patrząc na to co się w naszym kraju dzieje…aj cenzuralnych słów mi brakuje

  • Zobacz art. 3.2 z podanego przez ciebie linku. Jest tam zapis, że strony ustalają zakres, miejsce i czas prowadzenia zajęć. Według mnie w tym tekście jest zawarta możliwość zorganizowania indywidualnego nauczania w wybranym pomieszczeniu w szkole. Jak również w innych miejscach np. w bibliotece miejskiej, ponieważ strony ustalają miejsce między sobą. Co prawda stroną nie jest rodzic, ale zawsze może przecież porozmawiać z dyrektorem placówki i podać swoje preferencje. Według mnie rozporządzenie nie skazuje na siedzenie w domu, ale nie jestem prawnikiem 🙂