Wolność… czym jest?

Home/Niepełnosprawność/Wolność… czym jest?

Wolność… czym jest?

Wydarzenia ostatnich tygodni postawiły przede mną mnóstwo pytań. Na niektóre znalazłam odpowiedź, na niektóre nadal szukam. Jedno z nich to pytanie o wolność.

Art. 54. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Konstytucja RP

 

wolnosc1

Czym dla Ciebie jest wolność? Co takiego musi się zadziać, żebyś poczuła, że jesteś wolnym człowiekiem? Zamykam oczy i co widzę? Zapewniam Cię, że nie zgadniesz.

Widzę mój wózek.

Tak, wózek, który dla wielu jest symbolem uwiązania i wręcz rozpaczy, który powoduje, że niektórzy chcą eutanazji. Wózek inwalidzki, którego ludzie nadal się obawiają i omijają go szerokim łukiem, nadal wierzą, że jak na niego siądą to już nie wstaną. Dlaczego więc dla mnie wózek to wolność? Jak chwilę pomyślisz – zgadniesz.

20150910_101818

Wózek, pozwala mi na iluzję samodzielności.

Tak iluzję napisałam świadomie, bo to tylko jedna ze zmiennych, która wchodzi w składową wolności. Dzięki środkom z PFRON (teraz już niestety ma tego programu) mnóstwie prywatnych i państwowych firm udało mi się zgromadzić pieniądze na wózek elektryczny. Wózek, którego już nikt nie musiałby pchać. Już nikt nie decydował za mnie ile czasu mogę poświęcić na oglądanie architektury, czy wystaw sklepowych. Wózek dzięki któremu mogę decydować gdzie i w jakim tempie mam się przemieścić. Chwilę w której pojechałam na pierwszą w życiu samodzielną wyprawę – zwykłe wyjście na miasto – zaliczam do jednych z najpiękniejszych momentów swojego życia. Długo nie mogłam uwierzyć, że jestem całkiem sama, że nie mam nikogo za plecami.

20150501_112017

To było 17 lat temu. Od tamtej pory poza domem cały czas jeżdżę na swoim „merolu” i nie wyobrażam sobie jak mogłabym funkcjonować zawodowo i towarzysko bez niego. Niestety 17 lat to kawał czasu i ostatnio mój sprzęt zastrajkował. Głupia rzecz – przebita opona. Do wymiany trzeba odkręcić koło. Niby proste, ale koło nie dało się odkręcić i okazało się, że nie mogę pojechać do pracy, że muszę siedzieć w domu.

Poczułam jak ulotna jest moja wolność, jak szybko mogę ją utracić.

Wystarczy, że wózek przestanie działać i znowu jestem skazana na stałą pomoc innych. Poczułam jakby ktoś obciął mi skrzydła i rany posypał solą. Na szczęście ten stan nie trwał długo Mąż robił wszystko, żebym jak najszybciej odzyskała poczucie bezpieczeństwa i możliwość samodzielnego poruszania się. Sprawczynie zamieszania i zachwiania mojego poczucia bezpieczeństwa po prostu sobie „zadzerwiały” i tylko specjalistyczne preparaty były w stanie je pokonać.

sruby1

Paradoksem jest to, że w przypadku zepsucia wózka – nie ma ŻADNEGO systemowego wsparcia. Paradoksalnie w lepszej sytuacji  są kierowcy, którzy w takiej sytuacji jadą po prostu do warsztatu. A ja…cóż mogę liczyć na pomoc innych. Nie ma firm zajmujących się serwisem, nie ma państwowej wypożyczalni wózków elektrycznych. Nie ma też dofinansowania do zakupu wózka elektrycznego, a koszt nowego to ok. 45 tyś zł. Jestem zamknięta, uwięziona w czterech ścianach bez praw konstytucyjnych i zapewniam Cię, że w mojej sytuacji jest mnóstwo niepełnosprawnych w Polsce. Uwięzionych w czterech ścianach bez szansy na wolność, bez szans na jakiekolwiek wsparcie, żyjących w skrajnej nędzy.

PAŃSTWO MA NAS W DUPIE

Ma gdzieś tych narodzonych i potrzebujących wsparcia. Dla przykładu podam: przy chorobach nowotworowych przysługuje dofinansowanie do 60 sztuk pieluch miesięcznie nie więcej niż 77 zł. Wyobrażasz to sobie? 2 pieluchy dziennie. Przy chorobach neurologicznych musisz mieć 30% wkładu własnego, żeby uzyskać dofinansowanie. Nie trzeba mieć dzieci żeby wiedzieć, że to kpina. Dodatkowe pieluchy kupujemy z pełną odpłatnością – 10 pieluch to koszt ok 30 zł. Do tego leki, odżywki, opłacenie opiekunki itp.

wolność…… czym jest dla Ciebie?

By | 2017-01-11T20:02:04+00:00 Wrzesień 17th, 2016|Niepełnosprawność|9 komentarzy

About the Author:

Wyobraź sobie kobietę o zaraźliwym uśmiechu i roześmianych oczach, jej rude, długie włosy powiewają na wietrze i niesfornie spadają na twarz. Kobietę dojrzałą na tyle, że wie czego oczekuje od życia, ma jasno ustalone cele, ustabilizowaną pozycję, pracę, dom, ale na tyle dziewczęcą, że wciąż poszukuje nowych inspiracji, zainteresowań, nadal z ciekawością dziecka obserwuje świat i ludzi, a to co widzi i co ją fascynuje opisuje na blogu. Cześć to ja Zaniczka - miło Cię poznać.
  • Przykro mi to czytać – wiem o potężnych kosztach, z którymi muszą się zmagać osoby niepełnosprawne- miałam studentkę poruszającą się na wózku, która prowadzi zresztą blog Wonder Woman on Wheels i pisze o życiu osoby niepełnosprawnej również w sposób bardzo praktyczny.

    Czy jest dla mnie wolność? Hm…zaczyna się w głowie.

  • Wolność jest dla mnie możliwością dokonywania wyboru, więc sądzę, że rozumiem, dlaczego wózek utożsamiasz ze swoją wolnością.
    Przykre jest to, co piszesz o sytuacji niepełnosprawnych w Polsce. Niby człowiek zdaje sobie sprawę, że jest marnie, ale nie sądzi, że aż tak, jak podpowiada intuicja. A jednak. Tyle szarpaniny o prawa nienarodzonych, o jakieś śmieszne idee, afery i aferki, a tak mało troski o podstawowe prawa ludzi – realnych, istniejących i często nie będących w stanie upomnieć się o te prawa. Kto by się przejmował? Przecież nie zaczniecie palić opon, nie? Ciężko dostać nowe.

  • Niestety, co dało się zauważyć, politycy chcą dbać o nienarodzonych, a po porodzie zostawiają ich samych sobie. Zwłaszcza w przypadku jakichś problemów czy chorób. To smutne, ale chyba nie zmieni się to, dopóki na wysokich szczeblach nie zasiądą ludzie faktycznie rozumiejący nasze problemy. Chociaż marne szanse, żeby to nastąpiło kiedykolwiek.
    A Tobie życzę, żeby wózek nie odmawiał więcej posłuszeństwa, bo wolność i poczucie bezpieczeństwa są bardzo ważne.

  • „Urodźcie nam jak najwięcej dzieci, żeby statystyki i demografia się zgadzała”, a statystyk chorób, niepełnosprawności…pfff kto by tam w tym drążył. To nie jest kraj dla „chorych ludzi” to jest kraj pełen CHORYCH RZĄDZĄCYCH, który WCIĄŻ nic z tym nie robią.

  • Pewnie słyszałaś niejednokrotnie, że wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się przestrzeń innych, granice których nie powinno się przekraczać. Wolność to tylko utopia lub pozorny moment, kiedy można poczuć się beztroskim. W przypadku choroby jest to kwintesencja tego, co możemy,a czego już nie. Robiąc sobie bilans tego kiedy jestem wolna,a kiedy mam jakieś ograniczenia częściej wychodzi to drugie..niestety. Co do polityki socjalnej w Polsce, przykro mi. Tak po prostu. Podziwiam cię, że zajmujesz się tym czym zajmujesz, bo ja bym chyba dawno z poczucia bezsilności i beznadziei padła trupem.

  • Dla mnie wolność to prawo wyboru, które nieststey bardzo łatwo jest stracić, bo ktoś inny podejmie za ciebie deyczję, bo coś nawali itp. I wtedy człowiek odczuwa bezsilność, bo nie na wszytsko ma wpływ. Smuci mnie bardzo, że nasze państwo ma w dupie ludzi chorych, ułomnych, słabszych.

  • Nie spodziewałem się, że porównasz wolność do śrubki, ale jakby na to nie patrzeć, to wszystkie śrubki w naszym życiu są ważne. I to nie jest tak, że jak jedna się popsuje to nie możesz funkcjonować, bo możesz. Tylko jest o wiele trudniej.

    A jakby tego było mało, to na każdym kroku mamy tylko dokumenty i przepisy pełne braku dostosowania do wielu sytuacji życiowych.

  • Bardzo cenie sobie wolność, prawdopodobnie właśnie dlatego założyłam własną firmę 🙂

  • Wolność najczęściej doceniamy wtedy, kiedy ją z jakiegoś powodu tracimy. Czy to z powodu śrubki, czy choroby, czy jakiejś pomysłowej ustawy… na co dzień nie myślę o tym, że częścią mojej wolności jest to, że mogę iść, gdzie chcę, jeść, co chcę itp. A przecież to jest podstawa jakiejkolwiek wolności – decydowanie o najbardziej podstawowych, codziennych czynnościach.