Opowiem Ci czym był dla mnie udział w Marszu Wolności.

Home/Punkt widzenia na:/Wydarzenia/Opowiem Ci czym był dla mnie udział w Marszu Wolności.

Opowiem Ci czym był dla mnie udział w Marszu Wolności.

Opowiem Ci czym był dla mnie udział w Marszu Wolności.

Nie będę w tym wpisie agitować, nie będę Cię zapewniać o wyższości jednej partii nad druga, jestem daleka od tego. To że organizatorem była ta, a nie inna partia to kwestia przypadku. Gdyby organizowała inna opozycyjna partia też wzięłabym w nim udział w Marszu. Chodziło o ideę. Ideę wolności, której nigdy nie miałam i nadal nie mam za dużo.

Czym jest Wolność?

Każdy z nas inaczej rozumie pojęcie wolności, dla każdego z nas co innego ono oznacza. Według Słownika Języka Polskiego

wolność to:

1. niezależność jednego państwa od innych państw w sprawach wewnętrznych i stosunkach zewnętrznych,
2. możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą,
3. życie poza więzieniem, zamknięciem,
4. prawa obywateli wyznaczone przez dobro powszechne, interes narodowy i porządek prawny,

Pisałam Ci już czym dla mnie jest wolność. To przede wszystkim możliwość samodzielnego poruszania się, decydowania o sobie i o tym gdzie i z kim chce iść. To brak przymusu. To możliwość funkcjonowania tak jak chcę, mimo swoich ograniczeń. Wiesz już też, że mój wózek, który zapewniał mi tę wolność, na skutek wyeksploatowania stał się kupą bezwartościowej stali.  Przez coś tak banalnego jak popsucie wózka inwalidzkiego miałam chwile załamania i zwątpienia, moja wewnętrzna wolna kobieta poczuła podmuch zimnego powietrza na karku.

Bardzo bałam się powrotu do czasów sprzed elektrycznego wózka inwalidzkiego, a jednocześnie wiedziałam, że muszę być silna i wierzyłam, że jakoś się wszystko ułoży. I na razie ułożyło się. Nie mam obecnie swojego elektrycznego wózka. Poruszam się na wypożyczonym od firmy, w której kupowałam poprzedni sprzęt i czekam na cud zebrania pieniędzy na nowy.

Wiesz…. poczucie wolności mam już tak głęboko zakorzenione, że staram się aby fizyczność mnie nie ograniczała.

Nie martwię się na zapas rzeczami, na które nie mam wpływu – działam. Nie lubię książek motywacyjnych, bo moim zdaniem są, zresztą to nie jest ważne co o nich sądzę. Ale to nie tak, że pozjadałam wszystkie rozumy i nie słucham mądrzejszych od siebie. Mam jedną książkę, którą od lat traktuję jako swoistego rodzaju przewodnik. Książkę, która pomaga mi w ciężkich momentach mojego życia i przywraca mi moja siłę. To Biegnąca z wilkami, Clarissy Pinkola Estés. Opowiem Ci kiedyś o tej książce, a dziś chciałabym przedstawić Ci jeden z moich ulubionych cytatów:

Z a c z n i j. Tak się czyści zatrutą rzekę. Jeśli się boisz niepowodzenia, zacznij mimo to, a jeśli nie można inaczej, to ponieś klęskę, pozbieraj się i zacznij od nowa. Jeśli znów się nie uda, to co z tego? Zacznij jeszcze raz. To nie porażka powstrzymuje- to niechęć do zaczynania od początku powoduje stagnację. Co z tego, że się boisz? Jeśli się obawiasz, że coś wyskoczy i cię ugryzie, to niech się to wreszcie stanie. Niech twój strach wyjrzy z ciemności i cię ukąsi, żebyś miała to już za sobą i mogła się posuwać dalej. Przezwyciężysz to. Strach minie. Lepiej, żebyś wyszła mu naprzeciw, poczuła go i pokonała, zamiast mieć w nim wieczną wymówkę do czyszczenia rzeki.

I tak jest, strach mija.

Wiesz, bardzo bałam się pojechać na ten pochód. Czego się boi osoba taka jak ja? Tego, że będę tam w tłumie sama. A dlaczego to dla mnie takie straszne? Nie chodzi o samotność, ale o bezradność. Wyobraź sobie, że coś się dzieje z moim pożyczonym wózkiem na trasie przemarszu, i co wtedy? Zaczepiam idących obok mnie obcych ludzi i tłumaczę jak mają mi pomóc? Wyobraź sobie, że zechce mi się pić i akurat nie dam rady podnieść butelki z wodą. Może się przydarzyć wiele różnych trudnych sytuacji, w których nie będę w stanie sama sobie poradzić. Mój strach zwielokrotniał fakt, że to był mój pierwszy tak duży marsz.

Rzeczywistość i tym razem nie pozostawiła mnie samej sobie. Przypadkiem zgadałam się Moniką i okazało się, że ona jedzie do Warszawy z grupą. Przypadek sprawił, zgodziła się ze mną pojechać jedna z moich przyjaciółek – Sylwia.

Udało nam się, bez przeszkód dojechać na miejsce wymarszu. Pogoda z pochmurnej zrobiła się upalna, grzało niemiłosiernie, a mi w końcu było ciepło. Usiadłyśmy z Sylwią pod pomnikiem Słowackiego i czekałyśmy na ekipę, a tłum na Placu Bankowym gęstniał. Już godzinę przed pochodem animatorzy zachęcali do aktywnego udziału w skandowaniu okrzyków.

W końcu „nasi” dojechali i Monika przebijając się przez tłum przyszła po nas. Potem razem przebijaliśmy się przez tłum, żeby dotrzeć do grupy. Zadziwiające jak bardzo ludzie byli zaskoczeni tym, że ktoś na wózku jest tu między nimi i „przedziera się” przez podekscytowany tłum. W momencie wypowiedzenia słowa „przepraszam” rozglądali się na boki potem dłuuugo nic i w końcu patrzyli w dól na mnie i łaskawie się przesuwali. Jakimś cudem dotarliśmy do grupy. Właściwie nie cudem, tylko dzięki donośnemu głosowi Moni.

Czekamy na wymarsz, stoimy w upale coraz bardziej stłoczeni. Powiem Ci, że jedną z najbardziej podnoszących na duchu chwil, był moment wspólnego odśpiewania przez wielotysięczny tłum hymnu. Miałam normalnie ciarki na plecach, jak z tysięcy gardeł zabrzmiał Mazurek Dąbrowskiego.

Kto maszerował?

Przeważającą grupą byli ludzie w średnim wieku i starsi. Młodzież, trafiała się sporadycznie. Maszerowali ludzie z partii, bezpartyjni, osoby LGBT, osoby, które doskonale pamiętają ustrój komunistyczny, kobiety mnóstwo kobiet. Byli tam wszyscy, dla których wolność jest ważna. No i maszerowali przede wszystkim zdrowi. Niepełnosprawnych było jak na lekarstwo. Oczywiście nie byłam w stanie zobaczyć wszystkich, ale na swojej trasie spotkałam tylko 3 osoby na wózkach inwalidzkich. Nie widziałam też migających, ani niewidomych z przewodnikami. Smutne, że kolejny raz potwierdza się to co mówią handlarze, kiedy zwracam im uwagę, że mogliby dostosować obiekt w którym sprzedają. Wiesz co mi odpowiadają? Że im się to nie opłaca, bo klientów na wózkach mają jak na lekarstwo. Niektórzy mówią, że wcale. I mają rację, bo niepełnosprawni są tak przyzwyczajeni do tego, że wszędzie są jakieś bariery, że nie wychodzą. Boją się porażki, boją się kolejnego upokorzenia. A Ci którzy chcą wyjść i brać udział często nie mogą, bo na przykład „wystawiają” ich asystenci.

Opowiem Ci czym był dla mnie udział w Marszu Wolności.

Funkcjonowanie osób niepełnosprawnych w społeczeństwie to zamknięte koło. Społeczeństwo nie widzi konieczności dostosowania się do potrzeb niepełnosprawnych, bo niepełnosprawni nie wychodzą i nie biorą czynnego udziału w życiu społecznym. A niepełnosprawni nie wychodzą, bo społeczeństwo nie jest dostosowane.

Co mi dał udział w Marszu Wolności?

Przede wszystkim szansę zademonstrowania, że nie zgadzam się z tym, co proponuje obecny rząd. Poczucie bycia w społeczeństwie i wzbudził we mnie dawno już uśpiony patriotyzm. Jestem Polką chcę tu żyć, czyli mieszkać pracować, płacić podatki, móc korzystać z tego wszystkiego z czego mogą korzystać obywatele kraju w którym się urodziłam. Nie chcę być ciągle wykluczana z życia, moja choroba jest wystarczająco upierdliwa, nie mam ochoty na zastanawianie się jakie następne prawo zostanie mi zabrane.

Chciałabym podziękować Sylwii, Monice, Darkowi i Asi za „zaopiekowanie” się moją osobą i ocalenie od zderzenia się ze słupem 🙂

Opowiem Ci czym był dla mnie udział w Marszu Wolności.

A Ty byłeś na marszu?

ps. Wiesz…. mam szczęście do ludzi 🙂

By | 2017-05-10T20:33:07+00:00 Maj 10th, 2017|Punkt widzenia na:, Wydarzenia|26 komentarzy

About the Author:

Wyobraź sobie kobietę o zaraźliwym uśmiechu i roześmianych oczach, jej rude, długie włosy powiewają na wietrze i niesfornie spadają na twarz. Kobietę dojrzałą na tyle, że wie czego oczekuje od życia, ma jasno ustalone cele, ustabilizowaną pozycję, pracę, dom, ale na tyle dziewczęcą, że wciąż poszukuje nowych inspiracji, zainteresowań, nadal z ciekawością dziecka obserwuje świat i ludzi, a to co widzi i co ją fascynuje opisuje na blogu. Cześć to ja Zaniczka - miło Cię poznać.
  • Piękna relacja. A i tak z oficjalnych mediów się dowiadujemy, że to był „marsz ubeków”. Więc tylko czekaj, aż się dowiesz, że jesteś agentką 🙂 i wspierałaś poprzedni ustrój.

    • No tak wiekowo faktycznie pasuje na ubeczke – jest takie słowo? ? 😀

  • Krystyna Polek

    Brawo! Masz racje – WOLNOŚĆ. To drogocenna wartość, szkoda że zaczyna jej brakować dla wszystkich

    • Dziękuję, mam nadzieję, że nie zamienimy się w Koreę

  • Super relacja… ale mnie najbardziej utkwił cytat z książki. Mega motywujący ♥

    • Książka cała jest mega polecam bardzo 🙂

  • elka

    Nie byłam, ale Twoja opowieść czuje się, że jest prosto z serca.

    • Dziękuję 🙂 Zawsze staram się pisać tak jak ja to widzę.

  • Super relacja. Ja generalnie nie chodzę na marsze, poza tym w tej chwili mam dwu miesięczna córeczkę. Ale popieram i rozumiem dlaczego było to dla Ciebie tak ważne. Nie znam się na rzeczywistości niepelnoaprawnych poniewaz po prostu nie znam takich ludzi, ale faktycznie pewniw dlatwgo ze przez utrudnienia nie wychodzą…

    • Cieszę się, że zrozumiałaś przekaz. 🙂 Dziękuję że mnie odwiedziłaś.

  • No cóż, mogę tylko tyle napisać na taki komentarz: to nie jest wpis o polityce. Pozdrawiam 🙂

  • Nie byłem na tym marszu. Nie byłem zresztą nigdy na żadnym marszu. Co coś się zmieni w tej kwestii w przyszłości? Nie mam pojęcia…

  • Jeśli chcemy coś zmienić, to trzeba działać, inaczej się po prostu nie da, demonstrowanie naszych poglądów to korzystanie z wolności.
    Bookendorfina

  • Mimo wszystko dobrze, że pomijając „pomysłowość” rządu, możemy jeszcze wychodzić na ulice i protestować…

  • Super- aż się łezka w oku kręci 🙂 buziaki

  • Tak mi się marzy, żeby Marsze Wolności były na jej cześć, a nie w jej obronie – może już niedługo 🙂

  • Wolność…słowo, którego coraz badziej zaczyna brakować…

  • Ależ motywujesz! Teraz wstyd mi, że nie poszłam na ostatni marsz, na jaki miałam iść. Na kolejny pójdę, choćby sama!

  • Super! 😀
    ps. Wpakowałam się rowerem w sam środek marszu i spoznilam do pracy 😀 Ale warto bylo 🙂

  • Ci sami ludzie walczyli o zostawienie wielkich emerytur ubekom, więc nie sądzę, żeby było tam specjalnie dużo „antykomuchów”. „Wolność” w nazwie marszu to tylko nazwa, niestety. Powiem szczerze, że osobiście wstydziłabym się iść w marszu organizowanym przez PO, która tak pięknie mówi o wolności, a sama odbierała nam tę wolność, choćby podczas akcji o ACTA, nalotów policyjnych na obywateli tworzących strony takie jak „Anty-komor”, tworząc chore prawo dotyczące zgromadzeń publicznych, itp. Nie zgadzam się, że nieważne z kim, ważne o co. Niestety, sojuszników trzeba dobierać rozważnie. Oczywiście, możemy mieć inne zdanie i szanuję to, że poszłaś.
    I nie, nie jestem propisowska 😉 ich rządy, jak przewidywałam, nie są czymś co pcha Polskę do przodu. Z drugiej strony, organizatorzy marszu nieźle ją cofnęli.

  • Dawno temu byłem Wawce na manifestacji i … mam mieszane uczucia. Czuję, że lewa i prawa strona ma mnie ochotę … mniejsza z tym, ale bierność więcej kosztuje.

  • Nie byłam nigdy na takim marszu, świetna relacja. 🙂

  • Świetna relacja! Jestem pod wrażeniem, Ty to jednak jesteś żywym ogniem!

  • Tym razem nie byłam bo się rozchorowałam. Ale byłam na kilku poprzednich, ostatnio 8 marca. bardzo mi się podobała twoja relacja, szczera, osobista, spokojna. Był tam wątek o niepełnosprawnych, których nie widać – tak, to prawda, nie widać, bo nie wychodzą, a nie wychodzą – bo nie mają do tego warunków. Trzymam kciuki za nowy wózek. Czy koncert charytatywny jakoś poprawił sytuację? Pozdrowienia

  • Magdalena Kostyra

    Jesteś niesamowitą osobą!